Nawalny - jak pisze "New York Times", powołując się na swojego informatora - ma być "w pełni świadomy swojego stanu oraz tego co się z nim stało i gdzie się znajduje".
Tymczasem po tym jak laboratoria we Francji i Szwecji potwierdziły, że Nawalny został otruty substancją z grupy nowiczoków, rzecznik niemieckiego rządu, Steffen Seibert oświadczył, że Berlin "ponownie apeluje do Rosji o wyjaśnienie co się stało" z opozycjonistą.
Nawalny w czasie rozmowy z niemieckim prokuratorem miał odrzucić możliwość współpracy z rosyjskimi śledczymi, którzy chcieli badać sprawę otrucia opozycjonisty razem z niemieckimi prokuratorami.
Jednocześnie - jak pisze "New York Times", powołując się na swoje źródło - Nawalny nie zamierza prosić o azyl w Niemczech.
- Chce wrócić do ojczystej Rosji i kontynuować swoją misję - mówi.
Przed kilkoma tygodniami Nawalny poczuł się źle w czasie lotu z Syberii do Moskwy. Samolot musiał awaryjnie lądować, opozycjonista stracił przytomność i trafił do szpitalu w Omsku.
Lekarze z Omska nie stwierdzili w organizmie Nawalnego obecności trucizny, mimo że jego współpracownicy od początku wskazywali, że Nawalny prawdopodobnie został otruty.
Ostatecznie Rosja zgodziła się na przetransportowanie Nawalnego do Niemiec. Tam, po badaniach laboratoryjnych, w organizmie opozycjonisty znaleziono ślady środka chemicznego z rodziny nowiczoków.
Tymczasem lekarze z Omska twierdzili, że powodem złego stanu Nawalnego był spadek poziomu cukru w organizmie.