fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Wszystkie mity hodowców norek

Adobe Stock
Z „tysięcy" hodowców zwierząt futerkowych działa obecnie jedynie ok. 850 firm. A tylko 2,6 proc. hodowli jest w dobrej kondycji finansowej.

Hodowcy norek przypuścili medialną batalię, że zakaz prowadzenia hodowli wykończy kwitnącą branżę gospodarki, a tysiące rolników wyśle na bruk. „Rzeczpospolita" przyjrzała się więc liczbom, które przedstawiają jednak nieco inny obraz branży futerkowej.

Bez uprzedzenia i odszkodowania

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt autorstwa posłów Prawa i Sprawiedliwości trafił do Sejmu w piątek 11 września, a w poniedziałek został skierowany do Biura Analiz Sejmowych. Projekt zaostrzy ochronę praw zwierząt, ale jego najgłośniejszym zapisem jest oczywiście zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. Posłowie, wprowadzając rewolucję, nie dali jednak hodowcom tej branży wiele czasu na dostosowanie się do nowych realiów – zakaz zacznie obowiązywać już rok po uchwaleniu nowelizacji. Tymczasem banki nabrały wstrzemięźliwości w udzielaniu kredytów tej branży dopiero dwa lata temu, gdy po raz pierwszy ruszyła dyskusja o zakazie hodowli futerkowych w Polsce. Branża, jak twierdzą hodowcy, tonie w kredytach, których w ciągu roku nie ma szans spłacić.

Czytaj także: Reportaż z hodowli norek dobija podupadający już biznes 

– Zostały kredyty wcześniejsze, na hipoteki, na urządzenia fermowe. Jeśli mamy się zamknąć w ciągu roku bez odszkodowań, nie mamy szans na spłatę kredytów – mówi Daniel Chmielewski, prezes Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych (PZHZF). Zamiast proponowanego w projekcie roku na dostosowanie się do zmian Chmielewski życzyłby sobie albo odszkodowań, albo ok. 12 lat vacatio legis, by hodowcy zdążyli pospłacać kredyty. Podaje tutaj przykład Holandii, gdzie hodowcy dostali nawet 250 euro odszkodowania za jedno zwierzę z zamykanych ferm. Ten kraj już wcześniej, do 2024 r., planował zamknąć hodowle – bez odszkodowań – jednak ponieważ norki roznoszą koronawirusa, przyśpieszono zmiany i zapowiedziano wzbudzające kontrowersje odszkodowania dla hodowców. Tym samym z rynku zniknie, jak podaje National Geographic, około miliona sztuk skór norek rocznie, jednak największymi producentami i tak są Chiny (20,6 mln sztuk w 2018 r.), Dania (17,6 mln sztuk) i Polska (5 mln sztuk).

Wyniki idą w dół

Jeden z głównych przedstawicieli hodowców, Szczepan Wójcik, zaatakował projekt ustawy, twierdząc, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych wyrzuci na bruk tysiące rolników.

Nie do końca jest to jednak prawdziwa ocena rynku. Jak obliczyła na prośbę „Rzeczpospolitej" wywiadownia gospodarcza Bisnode, choć zarejestrowanych jest blisko 4,6 tys. producentów wyrobów futrzarskich, hodowców zwierząt futerkowych czy garbarni, to większość z nich nie prowadzi działalności, jest podmiotami uśpionymi – na rynku aktywnie działa od 800 do 850 podmiotów.

A te kilkaset firm też nie radzi sobie dobrze – na podstawie publicznie dostępnych sprawozdań finansowych Bisnode ocenia, że w bardzo dobrej kondycji jest tylko 2,6 proc. firm, kolejne 22,2 proc.jest w dobrej kondycji finansowej, aż 69,82 proc. jest w raczej słabej kondycji, a 5,2 proc. firm z branży – w bardzo złej.

– Z uwagi na epidemię koronawirusa Chińczycy przestali przyjeżdżać na aukcje, a kupowali u nas 90 proc. skór z norek. Produkcja z ubiegłego roku się nie sprzedała, więc kondycja finansowa hodowców się pogorszyła – przyznaje Chmielewski.

Wnioski Bisnode pokrywają się z informacjami fundacji Viva, która informuje, powołując się na Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych, że przemysł futrzarski odpowiada za 0,08 proc. PKB i 0,16 proc. polskiego eksportu. Wpływy z podatków do budżetu państwa z hodowli zwierząt na futra przyniosły w 2019 r. ok 11 mln zł, oraz stratę z podatku CIT -44 tys. zł.

Branżowy PZHZF szacuje, że przemysł futerkowy zatrudnia ok 12 tys. osób. szacunki Vivy mówią o zatrudnieniu 4 tys. osób „w najbardziej optymistycznych dla przemysłu obliczeniach". Fundacja szacuje to na podstawie produkcji w Danii, gdzie pracuje 6 tys. osób.

To uzależnienie polskiej produkcji od zakupów Chińczyków było powodem zamrożenia biznesu podczas pandemii – Chińczycy przestali przyjeżdżać na aukcje do Europy czy Kanady, a import produktów pochodzenia zwierzęcego do Państwa Środka był utrudniony w ramach walki z pandemią. Jednak sytuacja wraca do normy: jeszcze w czerwcu na aukcji w Helsinkach jej organizator Sagafurs informował, że sprzedał tylko 16 proc. skór z norek, a na wrześniowych aukcjach sprzedaż norek osiąga poziom 70–90 proc. – Chiny były ponownie dominującym rynkiem zbytu. Drugim ważnym rynkiem była Turcja – informuje organizator.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA