fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Dopłaty UE na rolnictwo zyskują na znaczeniu

Adobe Stock
Cięcie budżetu na rolnictwo pokazuje, że z unijnej perspektywy jest ono coraz mniej ważne – twierdzą eksperci. A jednak dopłaty wciąż decydują o opłacalności pracy gospodarstwa.

Nowy projekt budżetu unijnej wspólnej polityki rolnej na lata 2021–2027 ma być inteligentniejszy i prostszy – twierdzi Komisja Europejska. Zmiany organizacyjnie nie przesłaniają jednak zmniejszenia roli drugiego filaru, czyli Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Zdaniem rolników może się to odbić na konkurencyjności polskiego rolnictwa.

KE ma dać krajom dużo większą swobodę w tworzeniu programów wsparcia rolnictwa. Słabym ogniwem może tu być jednak zatwierdzanie tych planów przez Komisję. Polska dostanie 27,1 mld euro, z czego 18,9 mld euro trafi na dopłaty bezpośrednie.

Trzeba poczekać

– Jestem zadowolony, że wspólna polityka rolna nadal będzie funkcjonować i będzie kontynuacją poprzednich programów – mówi „Rzeczpospolitej" Czesław Siekierski, europoseł PSL i przewodniczący Komisji Rolnictwa w Parlamencie Europejskim. Polityk jest zadowolony z zapowiadanego uproszczenia programów. Wszyscy zapytani eksperci podkreślają jednak, że z ostatecznymi ocenami trzeba poczekać. Nie wiadomo na razie, jak w praktyce będzie wyglądało to, że UE wyznacza cele, a kraj – sposób realizacji.

Obecnie rolnictwo zajmuje 38 proc. budżetu, a w zapowiadanej przyszłej perspektywie finansowej będzie to już tylko 28 proc. – Te ubytki są faktycznie dość wysokie, ale nawet takie cięcia nie podważają sensu WPR – ocenia Siekierski. Budżet rolny UE dzieli się na dwa filary, pierwszy to dopłaty bezpośrednie, drugi – to programy, które w Polsce składają się na Program Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW). Polska dostanie ok. 10–12 proc. mniej w pierwszym filarze i 25–26 mniej proc. w drugim filarze. – Polska otrzymała dość duże środki z drugiego filaru i dzięki nim rozwinęło się i rolnictwo, i przetwórstwo, i infrastruktura, a także drogi wiejskie i wodociągi – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. – To pokazuje, jak spada rola rolnictwa w UE. Bezpieczeństwo i migracje to są ważne sprawy, ale nie mogą być realizowane kosztem rolnictwa – dodaje Szmulewicz. Jego zdaniem wysokie finansowanie jest potrzebne, by wyrównać wysokie koszty uprawiania rolnictwa i negatywne wpływy umów międzynarodowych, które pozwalają na sprowadzanie do Europy taniej żywności.

Zalety i ryzyka

Zaletą nowej WPR ma być większa samodzielność. Kraje mogą dostosować programy do specyfiki własnego rolnictwa. Ryzykiem tutaj są negocjacje z KE. – Kiedy przy poprzednich negocjacjach kraje członkowskie przygotowały plany II filaru, KE nie chciała ich zaakceptować, ale nie chciała też informować o tym na piśmie. W wielu wypadkach był dyktat KE przy zatwierdzaniu drugiego filaru – twierdzi poseł Siekierski.

– Liczy się nie tylko wielkość dopłat, ale też warunki, jakie będą musiały być spełnione, a także to, co oznacza górna granica dopłat – zauważa prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Rolnej. Wsparcie rolników będzie jeszcze mocniej uzależnione od ochrony środowiska przez rolników. Zdaniem profesora to największe ryzyko nowej WPR. Jest także dość sceptyczny wobec tzw. cappingu, czyli obcięcia dopłat dla największych gospodarstw. Okazało się to konieczne, bo według raportu KE 80 proc. środków trafiało do 20 proc. największych gospodarstw. – Pytanie, czy te reformy nie podetną skrzydeł najbardziej efektywnym gospodarstwom towarowym – zauważa Kowalski. Jak reforma wpłynie na handel ziemią – tego nikt nie jest pewny. Ziemia jest traktowana jako lokata, dopłaty zniechęcają do sprzedaży. Z drugiej strony – rolnicy są gotowi jednak więcej za nią zapłacić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA