fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Sawczuk: Opozycja bez paliwa

materiały prasowe
W pierwszej kolejności opozycja powinna bronić Polski nie przed PiS, ale przed tym, na co ma bezpośredni wpływ, czyli przed własnymi kiepskimi pomysłami – pisze publicysta.

Polska to najwyraźniej taki kraj, którego zawsze trzeba przed kimś bronić, spór dotyczy zaś wyłącznie tego, przed kim. O ile PiS chce naprzemiennie bronić nas przed kosmopolitycznymi brukselskimi urzędnikami, muzułmańskimi uchodźcami, zachodnią kulturą popularną, wschodnimi służbami specjalnymi, „niemieckimi" mediami krajowymi, a także przed krajową opozycją, która „nie daje rządowi rządzić", o tyle Platforma Obywatelska broni kraju przed tymże rządem.

Koalicja ostatniej szansy

Ostatniemu marszowi Komitetu Obrony Demokracji towarzyszyła kampania billboardowa PO. Uśmiechnięty Grzegorz Schetyna, spoglądając z plakatów na przechodniów, zachęcał do przybycia na protest hasłem „Wspólnie obronimy Polskę".

Szybko okazało się, że obrona owa ma polegać na zjednoczeniu opozycji pod wspólnym sztandarem wyborczym. Decyzji jeszcze nie podjęto, ale lider PO stwierdził, że „z państwem PiS zwyciężyć może tylko zintegrowana i wspólnie idąca opozycja". Przewodzący Nowoczesnej Ryszard Petru orzekł zaś, że „Nowoczesna jest w stanie stworzyć wspólną koalicję z KOD, Platformą, lewicą i PSL". To piękna, iście tęczowa koalicja.

Relacjonujący jej dzieje reporterzy zapewne z przyjemnością uwieczniać będą spotkanie Mateusza Kijowskiego z KOD z byłym premierem Leszkiem Millerem upamiętniające rocznicę powstania w Polsce tajnych więzień CIA, a także uścisk dłoni Ryszarda Petru i szefa PSL Janusza Piechocińskiego chwilę po owocnej dyskusji na temat reformy KRUS.

Fakt, że pomysł tego rodzaju koalicji ostatniej szansy w ogóle się pojawił, nie jest ciosem zadanym partii rządzącej, ale stanowi ostateczny dowód na fatalny stan polskiej opozycji. Jej liderzy doszli najwyraźniej do wniosku, że nie są w stanie przekonać Polaków niczym innym, jak liczebnością. Nikt bowiem nie oczekuje chyba, by opozycja w takim kształcie mogła zaproponować jakikolwiek program polityczny. Jak powiedział Schetyna, opozycja musi być „antytezą polityki rządu i polityki PiS". I tyle.

Ideowa pustka

Nie sposób zignorować faktu, że rząd Prawa i Sprawiedliwości jest wyraźnie na bakier z europejskimi standardami praworządności, a demokracja za jego kadencji staje się coraz mniej liberalna. Próba zablokowania działalności Trybunału Konstytucyjnego, przejęcie mediów publicznych, ustawa inwigilacyjna, nadchodząca ustawa antyterrorystyczna, nietrafione sojusze dyplomatyczne, oddalanie Polski od Europy – to tylko wybrane powody, by przyjąć wobec niego postawę krytyczną, a kolejne zgłaszane projekty ustaw obserwować ze wzmożoną uwagą.

Ale ilościowe podejście do opozycyjności nie jest dobrą odpowiedzią na ten problem. Celem partii opozycyjnych powinno być przejęcie władzy, a rządom PiS potrzebna jest wiarygodna alternatywa. Partia ta nie wygrała bowiem wyborów przypadkiem, a miliony wyborców niezmiennie chcą na nią głosować.

Tymczasem skonstruowany ad hoc wielopartyjny blok wyborczy, istna Polska Zjednoczona Partia Opozycyjna, nie wygląda na taką alternatywę. Stanowi wyraz politycznej jałowości zaangażowanych w ten pomysł środowisk i swoistej pustki aktualnej formuły opozycyjności, która ogranicza się do negatywnego wskazywania na to, czego PiS nie powinien robić. W dodatku jedyny spajający PZPO element, „straszenie PiS-em", to paliwo, które wyczerpało się już dawno temu. Najlepiej powinni wiedzieć o tym przywódcy PO.

Paradoksalnie jedyną partią opozycyjną, która próbuje aktualnie przedstawiać kompleksową, autentyczną propozycję polityczną, jest lewicowa Razem, która separuje się od KOD. Partia czyni to jednak na tyle niemrawo, że jej sondażowe poparcie w optymistycznych wariantach oscyluje w granicach progu wyborczego. Podział sceny partyjnej na PiS, Razem oraz resztę opozycji powinien sprzyjać wyborczemu wynikowi młodej lewicy, na razie jednak nie przedstawiła ona jeszcze pomysłu na to, jak mogłaby swoją osobną pozycję wykorzystać – osobność jako taki pomysł to bowiem za mało.

Mesjanizm, nie polityka

Jeżeli spojrzymy na główny nurt polskiego życia politycznego, jego powracającym problemem jest prowadzenie rywalizacji politycznej w mesjanistycznych terminach wyniszczającej walki dobra ze złem. O ile zdaniem Beaty Szydło program PiS odzwierciedla Wolę Narodu, o tyle opozycja w imię tego Narodu musi Bronić Demokracji. Razem także nie unika podobnych motywów, choćby wtedy, gdy przedstawia się jako partia reprezentująca interesy 90 proc. uciskanych ekonomicznie Polaków.

W rezultacie można odnieść wrażenie, że Polska częściej bywa areną przemarszu ducha dziejów niż zwykłym europejskim krajem, w którym żyją zwykli europejscy ludzie. Nasza polityka zbyt często żyje marzeniem o moralnej czystości, w rzeczywistości przesiadując w moralizatorskim bagienku. Tymczasem to właśnie tej codziennej, rzetelnej, przyziemnej polityki brakuje nam najbardziej. I to właśnie tego – lepszej polityki, nie moralnej jedności – powinni dostarczyć nam konkurenci PiS.

Jeżeli jednak chcemy nurzać się w bombastycznych metaforach, można powiedzieć, że w pierwszej kolejności opozycja powinna bronić Polski nie przed PiS, ale przed tym, na co ma bezpośredni wpływ, czyli przed własnymi kiepskimi pomysłami.

Autor jest publicystą „Kultury Liberalnej".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA