fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ameryka słabsza niż dawniej, Rosja słaba jak nigdy

AFP
Ostatnie dni Trumpa w Białym Domu szokują. Cztery lata jego prezydentury był prezentem dla Putina, ale sposób w jaki żegna się z prezydenturą, każe ze strachem myśleć, co by się stało, gdy został na drugą kadencję.

Hasło „America first”  było w istocie rezygnacją z przywództwa USA w obozie krajów demokratycznych. Z solidarnym wewnętrznie światem zachodnim Rosja nie jest w stanie wygrywać. Dlatego dezintegracja Zachodu jest jednym z priorytetów Kremla. Niechętna EU polityka Trumpa wyświadczała Kremlowi nieocenioną przysługę.  Druga kadencja Trumpa mogła by przyczynić się do zupełnego załamania się porządku międzynarodowego, który ukształtował się po upadku komunizmu w latach 1989-91. Rysowała się niemal orwellowska wizja świata, podzielonego między trzech dyktatorów z Pekinu, Kremla oraz Trumpa w Białym Domu, opanowanego własnymi obsesjami i ambicjami, które stały się tak widoczne, gdy nie potrafił pogodzić z wyborczą przegraną.

Bez wątpienia byłoby to okazją dla rosyjskiej neoimperialnej ekspansji i odtwarzania sfery wpływów. Zachód Europy najpewniej mógłby zachować integralność, za cenę pogodzenia się z ambicjami Kremla. Pytanie, gdzie znalazła by się Polska pozostawałoby w zasadzie retoryczne. Historyczne i polityczne  wyobrażenia Putina i prokremlowskich, rosyjskich komentatorów umieszczają kraj nad Wisłą w świecie poszerzonego „ruskiego miru”, słowiańskiego i wielkorosyjskiego imperium.

 

Polityka Trumpa, w połączeniu z polityką Putina,  groziła też światu wojną. Bronią Rosji, posiadającej ambicje ponad miarę ograniczonych zasobów, stało się prowokowanie powszechnego chaosu poprzez dezinformację, hybrydowe oddziaływanie, wywoływanie lokalnych konfliktów. Trump w żaden sposób temu nie przeciwdziałał. Jego polityka pozwalała natomiast na zbliżenie Moskwy z Pekinem, co poważnie zmieniało światowy balans sił.

Atmosfera w USA, nawet gdy dotyczy tamtejszej polityki wewnętrznej, ma oddziaływanie globalne. Trump wygłaszał ksenofobiczne i antyfeministyczne slogany, jego stosunek do pandemii wynikał z lekceważenie wiedzy naukowej. Odwoływał się do amerykańskiej prowincji.  Jej konflikt z amerykańskim miastem, opór  wobec przyspieszonej nowoczesnością i bardziej zróżnicowanego świata jest z pewnością realnym problemem. W różnych wersjach podobny konflikt dręczy nie tylko Amerykę.  Trump, na populistyczną modłę, wykorzystywał to, by dzielić społeczeństwo, manipulować lękami i kompleksami jednej jego części. Odwoływał się do teorii spiskowych, wyobrażeń o deep state (ukrytym państwie), pobudzał niechęć do kulturalnych elit. Wspomagało to podobne tendencje, w krajach, gdzie demokracja przeżywa trudności. Wszystko to ułatwiało Kremlowi prowadzenie wojny dezinformacyjnej. 

Wraz z Bidenem polityka Waszyngtonu wobec Rosji, paradoksalnie bardziej może przypominać wcześniejsza politykę republikańskich prezydentów (warto przypomnieć, że republikanin  Bush poparł Bidena) niż za czasów Obamy. W amerykańskiej partii demokratycznej z pewnością głęboko zapadły w pamięć obrazy entuzjazmu w rosyjskiej dumie po zwycięstwie Trumpa nad Clinton cztery lata temu, a także wiele mówiące opóźnienie z gratulacjami z Moskwy dla obecnego prezydenta-elekta. Rosja z lubością  głosi się od lat upadek Ameryki. Zamieszanie, jakie powodował Trump, nie chcąc uznać wyników wyborów, przedstawiano się w „Russia Today” jako kryzys i niemal upadek Ameryki i snuto spekulacje o amerykańskiej wojnie domowej. Te polityczne fantazje oddają, jak poważnym problemem jest odejście Trumpa dla Rosji.

To prawda, że Ameryka nie jest tak potężna jak dawniej i nowy prezydent będzie się musiał z tym zmierzyć, ale też Rosja nigdy nie była tak słaba jak dzisiaj. Wraz z wyborem Bidena wrócić może przekonanie, że demokracja zachodnia zdolna jest przezwyciężyć  populizm, a rosyjskie ambicje imperialne można powstrzymać.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA