fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Polacy mają talent do fałszerstw

Fotorzepa, Marta Bogacz
- Są miejsca, w których trudniej zauważyć podróbkę, takie jak kawiarnie czy kluby nocne. Oszustwu sprzyja też pośpiech - mówi Sylwester Salach, prezes firmy DCB zajmującej się wykrywaniem fałszywych banknotów.

Rzeczpospolita: NBP nie dał się oszukać na kilkadziesiąt tysięcy złotych mężczyźnie, który tak posklejał pocięte pieniądze, że z każdych czterech banknotów uzyskał pięć nadających się do wymiany. Cwany patent. Czy zna pan cwańsze?

Sylwester Salach: Bez przesady, zysk tego mężczyzny miałby się nijak do zwykłego, tradycyjnego fałszerstwa, w którym banknot o nominale 500 euro drukuje się za złotówkę czy kilka złotych, a po wprowadzeniu do obiegu otrzymuje się pełną jego wartość. To dopiero jest biznes! Z dobrze zorganizowanej nielegalnej drukarni przestępcy są w stanie wyciągnąć kilkadziesiąt milionów złotych.

Nawet nie wiedziałem, że są banknoty 500 euro.

Nie widział pan nigdy w Niemczech, a ostatnio i u nas w Polsce kartki, że banknotów o nominale 500 i 200 euro nie przyjmują? Kasjerzy nie wiedzą, jak je sprawdzać, a parę lat temu głośno było o tym, że Hiszpanie zatrzymali olbrzymi transport takich podrobionych banknotów. Zresztą polskie grupy przestępcze też przerzucają się na euro, bo taki dobrze podrobiony banknot daje ponadczterokrotną przebitkę względem złotówki, w zależności od aktualnego kursu. Poza tym Polacy mają talent do fałszerstw. Chyba nie ma grupy przestępczej w Europie, w której w produkcji czy dystrybucji fałszywych banknotów nie byłoby Polaka.

Da się banknot podrobić tak, by był nie do odróżnienia od oryginału?

Nie da się! Złotówki i euro mogą być do niego jedynie łudząco podobne z wyglądu, ale nigdy nie będą identyczne. Największy problem mamy ze starymi banknotami studolarowymi, które rzeczywiście można podrobić tak, że nawet policjant tego nie rozpozna. Są robione na oryginalnych maszynach z oryginalną farbą, to więc najbardziej niebezpieczny pieniądz świata! Ale fałszerstw często dokonują także amatorzy, jacyś studenci czy bezrobotni, którzy drukują trochę dla własnych potrzeb, trochę, by się pobawić. Takie podróbki nazywamy badziewiakami. To często zwyczajnie skserowane banknoty, proste do rozpoznania... pod warunkiem, że na nie spojrzymy.

Kiedy sfałszowany banknot ma szansę trafić do obiegu?

Wystarczy chwila nieuwagi kasjera. Nawet dobrze wyszkolony człowiek potrzebuje sekundy czy dwóch, by rozpoznać fałszerstwo. Wystarczy zamieszanie, rozlane mleko na taśmie w sklepie– i już banknot może przejść niezauważony. Profesjonaliści potrafią zaaranżować takie sytuacje. Są miejsca, w których trudniej zauważyć podróbkę, takie jak kawiarnie czy kluby nocne. Oszustwu sprzyja też pośpiech. Kierowca autobusu często nie ma nawet chwili, by w spokoju rzucić okiem na pieniądze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA