fbTrack

Przestępczość

Śmierć Jána Kuciaka i Mariny Kušnírovej. Morderstwo, które obudziło Słowację

Na bramie domu we wsi Velka Mača, w którym mieszkali Ján i Martina, ktoś napisał „Miłość jest silniejsza niż zła władza”
Fotorzepa/ Jerzy Haszczyński
Po superliberalnych reformach Vladimira Mečiara na Słowacji narodziła się klasa nowych kapitalistów. To oni wykreowali Roberta Ficę na przywódcę kraju. Jego partia działa jak spółka, reprezentując interesy oligarchów. Właśnie o powiązaniach polityków z podejrzanymi biznesmenami pisał Ján Kuciak. I zapłacił za to życiem.

W związku z zatrzymaniem przez słowacką policję ośmiu podejrzanych o zabicie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka przypominamy marcową korespondencję z Bratysławy.

Na jego biurku pozostał martwy ekran komputera, książka o włoskiej mafii, dwa kubki, w jednym łyżeczka lekko ubrudzona kawą rozpuszczalną. W dużym newsroomie bratysławskiego portalu Aktuality.sk siadywał drugi od okna. Jego teksty o wyłudzaniu VAT, legalizacji brudnych pieniędzy i przyjaźniach polityków z podejrzanymi biznesmenami trafiały do wąskiego grona zainteresowanych Słowaków, którzy i tak mieli wyrobione zdanie o rządzących ich krajem.

Teraz artykuły Jána Kuciaka, 27-letniego dziennikarza śledczego, z którego twarzy prawie nie schodził niewinny uśmiech, mają miliony czytelników, nie tylko na Słowacji. Zwłaszcza ten ostatni, niedokończony, w którym opisywał powiązania premiera Roberta Ficy z Włochami podejrzewanymi o działalność mafijną oraz tolerowany przez władze proceder wyłudzeń unijnych dotacji.

Nikt nie słyszał strzałów, które zabiły Jána Kuciaka w jego domu na prowincji. Ale jego śmierć spowodowała, że o korupcji na Słowacji usłyszały miliony ludzi na świecie.

Mały liczący 5,4 mln mieszkańców kraj na krańcach UE, posługujący się od lat unijną walutą, wydawał się prymusem w regionie, krainą stabilności i spokoju. Teraz przez Słowację przetaczają się wielkie antyrządowe demonstracje, chwieje się scena polityczna. Do dymisji podał się wszechmocny do niedawna szef MSW Robert Kaliňák, bohater tekstów Jána Kuciaka. Do aresztów trafili bohaterowie jego innych artykułów. W każdej chwili może się zakończyć kariera Roberta Ficy, który premierem był już w czasach, gdy Kuciak chodził do szkoły średniej. Gdy zamykaliśmy to wydanie „Plusa Minusa", Fico zadeklarował, że jest gotowy podać się do dymisji .

Setki zniczy zapłonęły pod koniec lutego w Bratysławie przed zdjęciem zamordowanych 27-letniego dziennikarza Jána Kuciaka i jego dziewczyny Martiny Kušnírovej. Ich tragiczna śmierć spowodowała, że o korupcji na Słowacji usłyszały miliony ludzi na świecie
AFP

Straszenie Słowaków

Nasze drogi przecięły się jeden raz. Rok temu byłem moderatorem na spotkaniu w Bratysławie, na którym Ján Kuciak przedstawiał wyniki swojego śledztwa w sprawie Panama Papers. Chyba był to jeden z jego pierwszych publicznych występów. Zrobiło na mnie wrażenie, jak głęboko wszedł w temat unikania płacenia podatków przez firmy, przedstawił wynik wielomiesięcznej pracy. A przy okazji był bardzo nieśmiały i wycofany – opowiada mi Michal Hvorecký, pisarz, jeden z najbardziej popularnych na Słowacji.

Hvorecký debiutował, w stylu cyberpunk, w wieku ledwie 22 lat. Jest autorem opowiadania o chyba najdłuższym tytule w historii literatury: „Śliski mięsożerny mutant z dalekiej planety B2.44M, który z prędkością światła rzuca się na twierdzę Władcy Gwiazd i chce ją zniszczyć kinetycznym działem laserowym" (ukazało się po polsku w przekładzie Marcina Babki). Teraz ma 42 lata, jego książki przetłumaczono na dziesięć języków. Najnowsza powieść opowiada o społeczeństwie po wojnie hybrydowej. Dzieje się nie wiadomo gdzie, choć niektóre nazwiska i nazwy wskazują na Słowację. Bohaterowie próbują się przedostać do fabryki trolli, zarażającej internet propagandą.

– Okazało się, że występ Kuciaka, który moderowałem na początku 2017 roku, został nagrany i trafił na YouTube'a. Przez rok miał tylko 60 odsłon, a potem nagle było ich już 200 tysięcy. Obejrzałem to wideo i zaskoczyło mnie, że występowaliśmy na tle baneru z napisem Nadácia otvorenej spoločnosti (Fundacja społeczeństwa otwartego). Zauważyłem to nie tylko ja, prawie połowa komentarzy pod filmem dotyczy tej fundacji i jej założyciela, George'a Sorosa. Są obrzydliwe, niesmaczne – opowiada Hvorecký.

Soros, wspierający organizacje pozarządowe amerykański miliarder żydowskiego pochodzenia, został uznany za głównego wroga przez szefa słowackiego rządu Roberta Ficę. To on miał wywołać kryzys polityczny i szykować zamach stanu. Prorządowi internauci wypisują, że najpierw zapłacił za występ Kuciaka, a potem zrobił z niego ofiarę, by osiągnąć swoje ciemne cele. – Imigranci już nie wystarczają do straszenia Słowaków, tak jak wcześniej przestali wystarczać Węgrzy czy Romowie. Soros pojawił się po to, by ludzie trzęśli się ze strachu i nie myśleli logicznie – mówi Magdaléna Vášáryová, w czasach czechosłowackich sławna aktorka, później dyplomatka, teraz uczestniczka protestów antyrządowych.

Gra Sorosem odbywa się nie po raz pierwszy. – Tak już było w latach 90., gdy rządził izolowany przez Zachód Vladimír Mečiar, który zresztą nie zgodził się na utworzenie przez Sorosa uniwersytetu w Bratysławie – przypomina Michal Hvorecký. I dodaje: – Na wielkiej demonstracji w stolicy 9 marca czuć było, że ludzie mają dość tej propagandy. Pytali, co ten Fico i Viktor Orbán zrobią, gdy zabraknie Sorosa, przecież on ma już 87 lat.

Na konferencji prasowej premier Robert Fico wystąpił z milionem euro, nagrodą za informacje o mordercach Jána Kuciaka i Martiny Kušnírovej. Zdaniem niektórych zachował się jak przywódca republiki bananowej albo boss kartelu narkotykowego Pablo Escobar.
AFP

Ján i Martina

Parterowy klockowaty domek zbudowany w czasach komunistycznych. Na bramie napis żółtą farbą „Miłość jest silniejsza niż zła władza" oraz serduszko z napisem J + M, od imion Ján i Martina.

Tu mieszkał zabity dziennikarz ze swoją narzeczoną. W liczącej 2600 mieszkańców wsi Velka Mača, położonej 60 kilometrów od Bratysławy, do której centrum można stąd dotrzeć w 40 minut, bo prawie cała trasa przebiega bezkolizyjnymi drogami szybkiego ruchu.

– O istnieniu takiego dziennikarza dowiedziałem się z internetowego newsa o jego śmierci. Ani razu nie przyszedł do znajdującego się uliczkę od jego domu pubu, w którym jestem codziennie – opowiada wysoki młody mężczyzna w dresie, który krąży po wsi z naprężającym długą smycz psem o wyglądzie skundlonego rottweilera. Nie ma pojęcia, kto mógł zabić Kuciaka i jego dziewczynę. I wątpi, że się kiedyś dowie. Bo nie wierzy w determinację policji i władz, ma o nich jak najgorsze zdanie.

W niedzielę w Velkej Mačy dzieje się niewiele. Poruszenie jest tylko koło kościoła pod wezwaniem Męczeńskiej Śmierci św. Jana Chrzciciela, w którym przed południem jest msza święta po węgiersku. Ksiądz proboszcz nie chce rozmawiać, rzuca tylko, że Kuciak nie był aktywnym parafianinem.

– Chodził czasem na mszę po słowacku – mówi Štefan Lancz, wójt gminy Velka Mača, który również uczestniczył w nabożeństwie po węgiersku.

Msze są w obu językach, podobnie jak wszystkie napisy na urzędach. Dwujęzyczna jest również nazwa ulicy, przy której mieszkał zabity dziennikarz – Brezová ulica/Nyirfa utca.

W miejscowości oddalonej 60 kilometrów od węgierskiej granicy ponad cztery piąte mieszkańców to Węgrzy. W ostatnich wyborach do parlamentu na dwa ugrupowania reprezentujące mniejszości, Most-Hid i Partię Węgierskiej Koalicji (SMK/MKP), oddano tu 78 procent głosów. Żadna słowackie ugrupowanie nie dostało więcej niż 5 procent. Partie węgierskie, choć nie mają wielu posłów, odgrywają ważną rolę w polityce kraju. Teraz od ugrupowania Most-Hid zależy los obecnego rządu Roberta Ficy.

Węgrem jest także wójt Štefan Lancz, który najpierw był w SMK/MKP, a w lokalnych wyborach ponad trzy lata temu startował jako kandydat Most-Hid.

– Ján Kuciak i jego narzeczona pojawili się tu u nas w lecie zeszłego roku, kupili dom, dokumenty w urzędzie pod moją nieobecność wypełniali w lipcu 2017 roku. Mieli poważne plany, chcieli zrobić remont, myśleli o rodzinie. Strasznie się to skończyło – mówi Štefan Lancz, który wpuścił do swojego domu dwoje polskich dziennikarzy, mimo że była pora niedzielnego obiadu, lokalnej świętości. Po pomieszczeniach roznosił się zapach smażonej na smalcu wieprzowiny i słychać było brzęk rozstawianych talerzy.

Narzeczona dziennikarza, jego rówieśnica Martina Kušnírová, była archeologiem. Skończyła ten kierunek na Uniwersytecie Konstantyna Filozofa w stolicy regionu Nitrze, tam także studiował dziennikarstwo Ján Kuciak.

– W zimie niewiele jest pracy dla archeologów, dostała tydzień wolnego i siedziała cały czas w domu. I tam ją spotkała śmierć – mówi ze smutkiem wójt. – Dziwne, że nikt nie słyszał strzałów, bo zginęli najprawdopodobniej wtedy, gdy ludzie jeszcze nie śpią.

Sprawca lub sprawcy strzelali w piersi i w głowę – to szef policji powiedział już w dniu, w którym Słowacy usłyszeli o zabójstwie, w poniedziałek, 26 lutego.

Štefan Lancz dowiedział się o tym kilka godzin przed konferencją prasową szefa policji, ale nie od policjantów z pobliskiego komisariatu w Sládkovičovie, którzy w nocy znaleźli ciało, ale z telewizji Markiza.

Choć we wsi jest 30 kamer należących do urzędu gminy i co najmniej kilkanaście prywatnych, żadna podobno nie zarejestrowała niczego, co pomogłoby w śledztwie.

Noc długich noży

Niepodległa Słowacja istnieje 25 lat, tyle upłynęło od aksamitnego rozwodu z Czechami. Z tego przeszło 15 lat zajęły rządy Vladimíra Mečiara i Roberta Ficy, odwołujących się do podobnego elektoratu populistów. Dla ludzi takich jak Hvorecký to czarny okres. – Gdy Mečiar przegrał wybory w 1998 roku, zaczęliśmy rozumieć, czym jest wolny świat i demokracja, rodziliśmy się jako naród polityczny. To kluczowa data w naszej historii, następna to było zwycięstwo w mistrzostwach świata w hokeju na lodzie w 2002 roku – mówi pisarz.

Umówiłem się na rozmowę z Hvoreckým jeszcze przed wyjazdem z Warszawy. Godzinę spotkania ustalamy telefonicznie, gdy jestem już w Bratysławie. – Mogę po obiedzie, który muszę podać dwójce moich dzieci – podkreśla pisarz. Spotykamy się o drugiej po południu w lokalu, który powstał w starej fabryce w surowym skandynawskim stylu. W okolicy są i takie odnowione perełki architektury, i podupadające brzydkie bloki z czasów czechosłowackich.

Rozmawiamy o premierze z lat 90. Mečiarze, który stworzył system działający na Słowacji do dziś, opisywany przez dziennikarzy śledczych takich jak Kuciak.

– Po superliberalnych projektach wprowadzanych w życie po upadku komunizmu kraj był na gospodarczym dnie. Wtedy Mečiar rozpoczął swoją noc długich noży. Stwierdził: musimy sztucznie stworzyć nowe elity ekonomiczne, bo ich nie mamy. Musimy rozdać majątek narodowy między grupę rodzin. I rozdał w szybkim tempie wielkie fabryki. Wiele potem padło, tysiące ludzi straciło pracę. Ale powstała klasa nowych kapitalistów. Kim byli? To ludzie z poprzedniej epoki, ale nie z najwyższych stanowisk – opowiada Hvorecký.

Nowi kapitaliści, oligarchowie czy, jak pisze słowacka prasa, prywatyzerzy (privatizéry) – to oni zdaniem moich rozmówców wykreowali Roberta Ficę na przyszłego przywódcę, gdy upadał Mečiar i wiadomo było, że na jakiś czas władzę przejmie prozachodnia centroprawica.

– Partia Ficy, Smer, to projekt marketingowy. Wielu jej założycieli to dzieci aparatczyków obdarowanych majątkiem przez Mečiara, po najlepszych szkołach w Moskwie. Szukali cywilizowanego lidera, nie w radzieckim garniturze, lecz takim od Gucciego czy Versacego. Znaleźli młodego, czyli także takiego, który nie miał jeszcze szansy, by się skorumpować, ambitnego Ficę, dobrego mówcę. Ale pod wieloma względami był jakby wyjęty wprost z komunizmu. Trzeba jednak przyznać, że był najaktywniejszym politykiem opozycji, jaki się pojawił w całej historii niepodległej Słowacji, jeździł po całym kraju, rozmawiał z każdym. Szybko się uczył – mówi Hvorecký.

Fico zdobył po raz pierwszy władzę w 2006 roku. Zdaniem Vášáryovej jest premierem, ale przede wszystkim dyrektorem generalnym spółki Smer. – Ta partia działa właśnie jak spółka, zarządzana z tylnego siedzenia przez oligarchów i prywatyzerów. Oni w przeciwieństwie do swojego kolegi w Czechach, Andreja Babiša, nigdy nie byli w rządzie. Mają swojego Ficę, który jako dyrektor generalny musi załatwiać ich biznesy z państwem. Mogą nadal na niego stawiać, ale mogą też poszukać sobie kogoś innego – twierdzi była aktorka.

I dodaje: – Fico to taki młodszy Mečiar, tyle że zna angielski i wie, jak się posługiwać widelcem, ale wygląda na to, że skończy jak Mečiar. Czyli przegra i popadnie w zapomnienie.

Dziwna wojna z mediami

Prawie wszystkie media prywatne są w rękach oligarchów, dlatego utworzyliśmy własne – mówi Matúš Kostolný, redaktor naczelny gazety internetowej Dennik N. Wcześniej wiele lat pracował na podobny stanowisku w dzienniku „Sme".

Dennik N, niezależny, jak podkreśla szef, od władz i biznesu, utrzymuje się przede wszystkim dzięki 28 tysiącom prenumeratorom. Zatrudnia 45 dziennikarzy. – To, że tyle mediów należy do oligarchów, nie oznacza, że są pod wpływem Roberta Ficy. Z wyjątkiem jednej gazety, ale ona właśnie niedawno zmieniła właściciela – zaskakuje mnie Matúš Kostolný.

– Cała kariera Ficy przebiegała pod hasłem, że on nie lubi oligarchów, jako socjaldemokrata (Smer jest z nazwy partią socjaldemokratyczną) stoi po stronie zwykłych biednych ludzi. Ale wiadomo, że jest w rękach oligarchów, dali mu pieniądze na start w polityce, pięciu z nich podpisało z nim układ, zakładający, że ich ludzie trafią do urzędów państwowych. Są blisko związani, on im pomaga, gdy wpadają w kłopoty. Ale na to, że media oligarchów publikują to, co chce Fico, nie ma dowodów – tłumaczy słowackie zawiłości Kostolný.

Premier od dawna jest na wojnie z poważnie traktującymi swoją misję dziennikarzami. Nazywał ich prostytutkami, hienami, wężami, zarzucał, że prowadzą dżihad przeciw niemu. – Jednak nie przekształcił mediów publicznych w tubę propagandową rządu, tak jak się to stało w Polsce czy na Węgrzech. Dziennikarze telewizji publicznej mają dużą swobodę – twierdzi szef Dennika N. – Dziennikarstwo jest tu silne, na wysokim poziomie i cieszy się zaufaniem – podkreśla Karen Henderson, Brytyjka od lat mieszkająca na Słowacji i wykładająca politologię na uniwersytetach Komeńskiego w Bratysławie i Świętych Cyryla i Metodego w Trnawie. – Natomiast, co ważne w kontekście zabójstwa dziennikarza, Słowacja to jedyny poza Bułgarią kraj Unii Europejskiej, w którym większość obywateli nie ufa policji – dodaje.

Dziennikarze słowaccy, z którymi się spotykam, bardzo otwarcie komentują sytuację w kraju. Tylko raz pojawiła się prośba, by nie cytować wypowiedzi. Dotyczyła występu Roberta Ficy na konferencji prasowej w dniu, w którym Słowacy dowiedzieli się o zastrzeleniu dziennikarza śledczego. – Panie i panowie, na tym stole leży milion euro – powiedział jakby nigdy nic premier, wskazując na stos paczek banknotów. W tle były flagi Słowacji i Unii Europejskiej. Ta masa pieniędzy jest nagrodą za wskazanie zabójcy. Ale szef rządu zapomniał, że przekazywanie takich sum w gotówce jest nielegalne.

Dziennikarz nie chciał, by jego komentarz trafił do polskiej gazety. Nie ma z tym problemu pisarz Michal Hvorecký. Jego zdaniem Fico zachował się jak przywódca republiki bananowej albo boss kartelu narkotykowego Pablo Escobar, który również lubił występować z dużą ilością gotówki. – Ludzie pytają, skąd są te pieniądze? I zastanawiają się, jak to możliwe, że premier występuje na konferencji, jakby chciał zasygnalizować, że wie więcej niż policja. Przecież on w sprawie zabójstwa jest zwykłym obywatelem, a nie przedstawicielem niezależnych organów wymiaru sprawiedliwości, powołanych do jej wyjaśnienia. To całe wystąpienie to była katastrofa wizerunkowa dla szefa rządu, który jest z zawodu prawnikiem – mówi Hvorecký.

Na cytowanie pod nazwiskiem nie zgodził się też jeden ze znanych artystów. – Boję się, że nie będę miał szans na publikację. Czekam już kilkanaście lat – wyjaśnił.

Górale i łacina

Kilka lat temu spędzałem wakacje w słowackim uzdrowisku. Najbardziej zdziwiło mnie, że w eleganckich zachodnich dekoracjach, pięknych budynkach przetrwał duch z epoki komunizmu. Hotel, w którym mieszkałem, zatrudniał armię pracowników, ale trudno było załatwić najprostszą sprawę, jak zmniejszenie temperatury w pokoju. Danie obiadowe trzeba było wybrać z dziennym wyprzedzeniem, by nie utrudniać pracy kucharzom. Podobnie zaskakiwało, że wyciągi narciarskie czynne są tylko do 16.30, mimo że trasy miały sztuczne oświetlenie.

– Mamy tylko dwa duże miasta, jedno zupełnie na zachodzie, Bratysławę, drugie zupełnie na wschodzie, Koszyce. Romantycy, później komuniści nauczyli nas, że Słowacy to chłopi i górale. Opowiadamy o sobie, że jesteśmy potomkami plebejuszy. Co chyba nie jest prawdą, bo na terenie dzisiejszej Słowacji, w królestwie węgierskim czy CK monarchii było 18 królewskich miast. Słowacja już na początku XIX wieku była uprzemysłowiona. Fico odwołuje się do tej tradycji, która widzi nas tylko w strojach ludowych – mówi Magdaléna Vášáryová, która uważa, że trzeba walczyć o to, by Słowacy myśleli, że był i folklor, ale i mieszczanie, ludzie wyedukowani, twórcy, uważający, że są częścią Europy.

Przypomina, że gdy była ambasadorem w Polsce, dyrektor Biblioteki Narodowej w Warszawie Michał Jagiełło napisał, że parę wieków temu Polacy uważali Słowaków za wykształcony naród, bo na targach prawie wszyscy posługiwali się łaciną, która była na tych terenach językiem urzędowym: – Potem i Polacy o tym zapomnieli, zostało, że jesteśmy góralami i chłopami.

Do dzisiaj różnice między prowincją i większymi miastami rzucają się w oczy. I mają znaczenie polityczne. Zwraca mi na nie uwagę Karen Henderson. – Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Bratysławy w 1988 roku, to nie poznałam nikogo, kto miałby dziadków pochodzących z tego miasta. Matki i babki moich znajomych mieszkały nadal w wiejskich domach, w których się urodziły. Są głębokie podziały wśród krewnych w zależności od tego, czy mieszkają w dużym mieście, ci są zwykle liberalni i prozachodni, czy na prowincji. Dwie dekady temu, gdy emocje wzbudzał premier Mečiar, typowym obrazkiem był tradycyjny niedzielny obiad na wsi, na który zjeżdżała się cała rodzina i kłóciła o politykę. Różnice poglądów zazwyczaj pokrywały się z różnicami pokoleniowymi. Wtedy uznałam, że to jest kraj, w którym demokracja nie jest zagrożona, skoro ostre polityczne dyskusje toczy się przy rodzinnym obiedzie. Teraz jest podobnie – mówi docent Henderson, drobna blondynka, która nie zamierza już wracać do Wielkiej Brytanii.

Jej zdaniem opozycja, głównie centroprawicowa, wciąż robi ten sam błąd, nie dostrzega tych, co zostali na prowincji. – Nie szanują 60-latków, którzy żyją w górskiej dolinie, nie znają angielskiego i nie mają dostępu do internetu. A to też są wyborcy, dysponujący takim samym głosem, jak ich młodzi, wykształceni krewni z Bratysławy. Fico to rozumie, tak jak rozumiał Mečiar – dodaje.

Ján Kuciak też pochodził z małej miejscowości na biednej północy, ale pracował w nowoczesnej redakcji w Bratysławie. Pracował przeraźliwie krótko.

Echa poprzedniego ustroju

Dušan Hanák, reżyser filmów dokumentalnych i fabularnych, prześladowany w czasach komunistycznych, uważa, że krótkie życie Jána Kuciaka to świetny temat, ale nie dla niego, bo jest już za stary (ma 80 lat) na taką produkcję, siłą rzeczy bardzo polityczną. Za czasów Mečiara nakręcił film „Papierowe głowy". Była w nim mowa o łamaniu praw człowieka w poprzednim ustroju i o tym, że w początkach lat 90. znowu pojawili się urzędnicy i politycy, którzy ponad interesy społeczne przedkładają własne.

Słowacja, którą Hanák przedstawił w swoim filmie z 1976 roku „Różowe sny", wydawała się sielankowa, piękna. Para młodych bohaterów kładła się w zbożu, a nie ginęła od strzałów w tył głowy. – Nie było tak idyllicznie. Film przedstawia prawdziwe relacje pomiędzy Romami a mieszkańcami okolicznych wiosek. To był mój jedyny film, który dopuszczono do dystrybucji w początkowym okresie tzw. normalizacji, a także wysłano na zagraniczne festiwale. Film spotkał się z akceptacją reżimu, podczas gdy poprzednie dwa i kolejny wylądowały na półce, bo mówiły o problemach i dylematach tej normalizacji z punktu widzenia zwyczajnego człowieka – mówi reżyser.

– Teraz Słowakom brakuje realnej społecznej autorefleksji, która powinna dotyczyć również wartości moralnych i tęsknoty ludzi za życiem w sprawiedliwym świecie – dodaje Hanák, którego zdaniem Słowacja i niektóre kraje Europy Środkowo-Wschodniej od upadku komunizmu zmieniły się powierzchownie. Wciąż powracają w nich echa poprzedniego ustroju.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL