fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Przez błąd proceduralny sąd uchylił wyrok ws. mordercy jeży

AdobeStock
24-letni Przemysław P. został skazany na 1,5 roku więzienia za uśmiercenie 12 jeży. Mężczyzna spalił zwierzęta żywcem, a niektóre zabił butelką. Przez błąd proceduralny wyrok skazujący został jednak uchylony, a cały proces ruszy od nowa - informuje Onet.

Jak informuje Onet, w lipcu 2018 roku, w pobliżu sklepu przy ulicy Anny Jagiellonki, znaleziono podpalonego jeża. Zwierzę jeszcze żyło i weterynarzom udało się je uratować. Kolejne znajdowane w Zielonej Górze zwierzęta nie miały jednak tyle szczęścia. 12 z nich zostało podpalonych lub zatłuczonych butelką. Jak ustaliła policja, za wszystkim stał 23-letni wówczas Przemysław P., którego udało się zatrzymać po niecałym miesiącu.

- Mężczyzna przyznał, że pomieszkując w altance działkowej na ul. Zamoyskiego, dokarmiał jeże, kupując specjalnie karmę dla kotów. Potem jednego dnia zabił je butelką. Nie wie skąd pomysł podpalania bezbronnych zwierząt - powiedziała podinsp. Małgorzata Barska z zielonogórskiej policji.

Mężczyzna w pierwszej instancji został skazany na półtora roku więzienia oraz wpłacenie 5 tysięcy złotych nawiązki na działalność Biura Ochrony Zwierząt. Prokurator i obrońcy zwierząt domagali się jednak wyższego wyroku i złożyli apelację. Oskarżyciel posiłkowy w tej sprawie, Fundacja Primum, chciała dla mężczyzny pięciu lat więzienia, a prokuratura - dwóch.

Choć w piątek w Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze odbyła się rozprawa odwoławcza, sędzia nie odniósł się do złożonych apelacji i uchylił wyrok w tej sprawie. Jak się okazało, wszystko przez błąd proceduralny popełniony przez sąd pierwszej instancji. Polegał on na tym, że obrońca przyznany Przemysławowi P. z urzędu został zwolniony po tym, jak okazało się, że mężczyzna jest poczytalny i może bronić się sam. Zwolnienie obrońcy nie przebiegło jednak tak, jak powinno, czyli w sposób dwuetapowy.

- Wracamy do punktu wyjścia. Dzięki współpracy policji i lokalnej społeczności, w krótkim czasie udało się ustalić sprawcę. To wszystko zostało zaprzepaszczone, kiedy sprawa trafiła do sądu - powiedziała w rozmowie z Onetem Małgorzata Jaworska-Szwed z fundacji Primum.

Jak podkreśliła, w najlepszym wypadku wyrok zapadnie w 2020 roku. - Chcieliśmy szybko doprowadzić sprawę do końca. Teraz musimy walczyć od nowa - dodała Jaworska-Szwed.

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA