fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Producenci żywności dają radę

Adobe Stock
Fabryki makaronu działają całą dobę, mleczarnie nie widzą kryzysu. Boją się jedynie kwarantanny pracowników, bo w produkcji telepraca nie działa.

Mimo znikających z półek produktów o polskie zapasy żywności powinniśmy być spokojni. Surowce są, póki co są też pracownicy. A to właśnie ich ewentualna kwarantanna oraz trudności z transportem surowców i produktów do sklepów są dziś głównymi zmartwieniami sektora. Do tego dochodzi galopująca inflacja żywności, której ceny skoczyły w lutym o 7,5 proc. w skali roku.

– Wartość sprzedaży naszych makaronów w pierwszych dniach marca przekroczyła już ponad dwukrotnie wartość średnich miesięcznych zakupów konsumentów – mówi Dorota Liszka, rzeczniczka prasowa Maspexu. To do tego koncernu należy marka Lubella, która produkuje obecnie makaron 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Nie ma kryzysu

Wyzwaniem dla producentów jest ogromna skala skoku popytu. Mlekovita też pracuje na trzy zmiany, w 20 zakładach przetwarza 7 dni w tygodniu 8 mln litrów mleka od dostawców. – Priorytetem jest zapewnienie dostaw naszych produktów na rynek polski, dlatego zamówienia krajowe realizujemy w pierwszej kolejności – mówi Dariusz Sapiński, prezes Grupy Mlekovita. I zachęca, by nie panikować.

Czytaj także: Brytyjska sieć sklepów wprowadza godziny zakupów tylko dla seniorów

– Nie ma kryzysu, jest ogromny wzrost zapotrzebowania. Piątnica ma tyle zamówień, że się niemal nie wyrabia, Spomlek podobnie. Jednak istnieje ryzyko, że będzie ograniczona produkcja ze względu na absencje pracowników – mówi Agnieszka Maliszewska, dyrektor biura Polskiej Izby Mleka. Izba wysłała właśnie list do premiera, by pochylić się nad przepisami ułatwiającymi organizację pracy w nadgodzinach.

20 bochenków zapasu

Zamówienia na chleb mocno wzrosły. – Teraz jest większe zapotrzebowanie na chleb, ludzie postępują bardzo nieracjonalnie, bo kupują po 20 chlebów, robią zapasy – mówi Stanisław Butka, przewodniczący Cechu Cukierników i Piekarzy. Na razie pracownicy nie uciekają na zwolnienia. Butka zapowiada podwyżki cen chleba, ale dopiero na przełomie czerwca i lipca. I bez związku z koronawirusem. – Rosnące ceny prądu i wyższe pensje jeszcze nie odbiły na cenach chleba, ponieważ sieci mają umowy spisane na pół roku do przodu – przyznaje Butka.

Polski potencjał produkcji jest niezagrożony sam w sobie zarówno po stronie rolnictwa, jak i przetwórców. Większości surowców rolnych produkujemy tak dużo, że konieczny jest eksport, jeśli wzrośnie popyt w kraju, po prostu spadnie wysyłka żywności za granicę. Ale zakłócenia transportu mogą utrudnić wykorzystanie potencjału produkcyjnego. – Jeśli wystąpią zakłócenia w transporcie produktów lub logistyce, to do zakładów dojedzie mniej surowca i nie będą one w stanie wyprodukować tyle, ile pozwalają im moce produkcyjne. To będzie generowało również problemy na kolejnych etapach łańcucha produkcji i dystrybucji żywności – mówi Grzegorz Rykaczewski, ekspert rynków rolnych banku Santander. Koronawirus może drastycznie zmienić popyt na żywność, ale inflacja nie zwolni, uważa Sonia Buchholtz, analityk Lewiatana. W marcu drastycznie zmieniły się warunki funkcjonowania przedsiębiorstw, co przekłada się na dynamikę cen koszyka. – Na wiele kategorii popyt właściwie wygasł: konsumenci, ograniczając ekspozycję na koronawirusa, zostają w domu, a przez to nie nabywają np. alkoholu na prezent, kukurydzy w kinach, lunchów w restauracjach. W części ten popyt się nie realizuje, ale w części zastępuje go popyt na podstawowe produkty żywnościowe. Dlatego o ile inflacja powinna spadać w kolejnych miesiącach, o tyle nie ma co liczyć na spadki cen żywności – mówi Buchholtz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA