fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Impeachment Trumpa: Afera pogrąża Kijów

Jurij Łucenko/ GFDL
Proces impeachmentu Donalda Trumpa coraz bardziej kompromituje byłych i obecnych ukraińskich polityków w Kijowie.

Komisja wywiadu Izby Reprezentantów opublikowała korespondencje bliskiego współpracownika Rudy'ego Gulianiego Lwa Parnasa, który poprzez WhatsAppa kontaktował się z wieloma ukraińskimi politykami, powołując się na prawnika Donalda Trumpa Rudy'ego Giulianiego. Parnas wraz z innym pochodzącym z Ukrainy biznesmenem Igorem Frumanem zostali aresztowani jeszcze w październiku. Wtedy prokuratura w Nowym Jorku oskarżyła ich o składanie fałszywych zeznań przed Federalną Komisją Wyborczą, fałszowanie dokumentów oraz spisek, którego celem miało być „dostarczanie zagranicznych funduszy kandydatom na urzędy federalne i stanowe".

Z opublikowanego 390-stonicowego dokumentu wynika, że gdy przyjeżdżał do Kijowa w kwietniu ub.r., szef MSW Arsen Awakow (jest jedynym ministrem, który zachował stanowisko po zmianie władzy w Kijowie w ubiegłym roku) podstawiał mu nawet osobistą ochronę. Najbardziej zabłysnął jednak były prokurator generalny Łucenko. 14 maja 2019 Parnas podesłał Łucence link do artykułu w Bloombergu o tym, że deputowany ukraińskiej Rady Najwyższej Serhij Leszczenko oskarżył Łucenkę o zawiązanie spisku przeciwko Joe Bidenowi, głównemu konkurentowi Trumpa w wyborach prezydenckich. Chodzi o jego syna Huntera Bidena, który zasiadał w zarządzie ukraińskiej spółki paliwowej Burisma.

„Gdy się uspokoisz, zadzwoń. Czekam na twój telefon" – napisał Parnas do Łucenki. „Jestem spokojny jak członek po stosunku" – odpowiedział prokurator generalny Ukrainy. Niewiele fragmentów z ich korespondencji nadaje się do cytowania, ponieważ słownictwo Łucenki często przekracza granice przyzwoitości. Rozmawiają m.in. o alkoholu, ukraiński prokurator generalny doradza japońskie whisky „Hibiki", na które wielu jego rodaków musiałoby pracować przez miesiąc. Jest jednak coś, co może najbardziej interesować przeciwników amerykańskiego prezydenta.

W marcu 2019 roku zrozpaczony Łucenko napisał do Parnasa, że „ma wszystkiego dosyć" i że narzeka, że nie został „nawet zaproszony". Prawdopodobnie chodziło o zaproszenie do USA i spotkanie z Trumpem. „Nie dostałem spotkania. Mój pierwszy (chodzi o prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę – red.) nie dostał nic. Jestem gotów oszukać waszego konkurenta. Ale ty wymagasz więcej. Robimy wszystko dla was, a wy dopiero później odpowiadacie. To niesprawiedliwe" – pisze ówczesny główny prokurator. Używa słowa „wzuć konkurenta", które nie istnieje w słowniku języka rosyjskiego (rozmawiają wyłącznie po rosyjsku). Nawiązuje do słowa „obuć", które w słownictwie świata kryminalnego oznacza „oszukać". Tymczasem cytowana przez ukraińskie media rzeczniczka Łucen ki Łarisa Surgan nie chciała wytłumaczyć znaczenia użytego przez jej szefa słowa.

Korespondencja ta potwierdza wcześniejsze doniesienia mediów ukraińskich, że Łucenko w ten sposób chciał zachować stanowisko po zmianie władzy w Kijowie. Gdy w maju (już po drugiej turze wyborów prezydenckich było wiadomo, że utraci posadę) na kolejną wiadomość Parnasa odpowiedział: „Ni chu... Nie chcę pracować dla Ameryki o drugiej w nocy". „Rozumiem" – napisał do niego jego amerykański przyjaciel i zaczął korespondować już z nowymi władzami w Kijowie.

Z ujawnionej korespondencji wynika, że Parnas oprócz Łucenki i Awakowa kontaktował się w ubiegłym roku z doradcą prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Serhijem Szefirem, oligarchą Igorem Kołomojskim (uważanym za szarą eminencję ukraińskiej polityki) oraz szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Iwanem Banakowem. Tymczasem pozostali jego rozmówcy byli już o wiele ostrożniejsi od byłego prokuratora generalnego. W wiadomościach WhatsAppa umawiali się na rozmowę telefoniczną albo umawiali miejsce spotkania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA