fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Nadchodzi era Joe Bidena

AFP
Bidenowi program napisał Trump. Zapaść kraju jest tak głęboka, że jej zasypywanie wypełni całą kadencję.

Od pokoleń było to święto demokracji. Ale tym razem szykujący się do środowej inauguracji nowego prezydenta Waszyngton raczej przypomina Pekin, obstawiony wojskiem w trakcie zjazdu partii komunistycznej. Bo też kraj nie był w tak fatalnej kondycji przynajmniej od wojny w Wietnamie przeszło pół wieku temu. Dla 73 proc. Amerykanów Stany zmierzają w złym kierunku, tylko 21 proc. jest przeciwnego zdania – podaje NBC.

Co prawda to nie Donald Trump stworzył podziały rasowe i doprowadził do brutalnej polaryzacji dochodów, ale pogłębił je jak żaden inny przywódca. Spowodował, że nawet przywiązanie do podstaw demokratycznego państwa przestało łączyć Amerykanów: sondaż NBC pokazuje, że dla 74 proc. wyborców republikańskich Biden wcale nie wygrał ostatnich wyborów.

Na barkach 78-letniego prezydenta spocznie więc przede wszystkim zadanie odbudowy społecznych więzi. Wybierając na wiceprezydenta mającą indyjskie korzenie Kamalę Harris czy pierwszego czarnoskórego sekretarza obrony Lloyda Austina, Biden najwyraźniej chce przygotować kraj na bliski już moment, gdy biali będą w mniejszości. A zapowiadając podniesienie podatków, odbudowę powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych i uruchomienie wartego 2 biliony dolarów planu stymulacyjnego, stara się choć trochę zasypać przepaść między bogatymi i biednymi.

Równie pilne jest opanowanie pandemii. Tu także Trump pozostawia katastrofę: blisko 100 razy więcej (jeśli wierzyć oficjalnym danym) ofiar śmiertelnych niż w Chinach. Jednak być może najtrudniejsze będzie rozliczenie odchodzącego prezydenta, czym ma się zająć zdominowany przez demokratów Senat. Tego wymaga obrona demokracji, choć w sytuacji, gdy 43 proc. Amerykanów wciąż ufa miliarderowi, ryzyko kolejnego wybuchu społecznego jest ogromne.

Słabość Ameryki ma wielkie przełożenie na układ międzynarodowy. Trump dobrze wyczuł, że to najwyższy czas, aby powstrzymać potęgę autorytarnych Chin. Ale podjął się tego zadania w pojedynkę. Żeby odnieść sukces, Biden będzie musiał pozyskać do tego starcia sojuszników z Azji. Wydawało się, że pomoże mu w tym Europa, ale na razie pod naciskiem Niemiec Unia woli robić biznesy z Pekinem.

Ten sam problem Biden napotka w relacjach z Rosją. Tu zamiast zbudować jednolity front z Unią, żeby wesprzeć walczących o wolność Białorusinów i chcących ją obronić Ukraińców, musi zacząć od rozliczenia się z Angelą Merkel za Nord Stream 2. To sygnał, że po latach otwartych sporów w NATO za Trumpa wcale nie będzie łatwo odbudować transatlantycką więź.

Biden zapowiedział, że w ciągu 100 pierwszych dni urzędowania ponownie wprowadzi USA do układu paryskiego o powstrzymaniu zmian klimatycznych. W tym czasie Stany znów staną się też członkiem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i spróbują ponownie przystąpić do układu o powstrzymaniu zbrojeń atomowych Iranu. To ma być zwrot ku multilateralizmowi, porzucenie polityki „America First". Czy jednak nowemu prezydentowi starczy czasu i energii, aby i na tym polu zrobić coś więcej ponad próbę naprawienia błędów swojego poprzednika, pozostaje mocno niepewne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA