fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Do czego prowadzą zeznania Roberta Muellera?

Robert Mueller
AFP
To było długo oczekiwane przesłuchanie. Nie przyniosło jednak rewelacji. Robert Mueller nie pomógł demokratom w podjęciu kategorycznych kroków przeciwko prezydentowi.

Demokraci w Kongresie oczekiwali, że podczas przesłuchania przed komisjami sprawiedliwości i wywiadu Mueller da im konkretne argumenty oraz moralne przyzwolenie na rozpoczęcie impeachmentu i usunięcie Donalda Trumpa z urzędu. Tymczasem przesłuchanie dotyczące trwającego 2,5 roku śledztwa w sprawie powiązań Trumpa z Rosją i ingerencji tego mocarstwa w wybory prezydenckie 2016 r. nie przyniosło krytykom prezydenta niezbitych argumentów przeciwko prezydentowi.

Wśród niewielu znaczących stwierdzeń wypowiedzianych przez Muellera było to, że jego raport nie zwalnia prezydenta z wysuwanych przeciwko niemu zarzutów, i dał do zrozumienia, że Trump próbował utrudniać śledztwo, co jest przekroczeniem prawa. Mueller przestrzegł też przed ingerencją Rosji w wybory w USA. „W trakcie mojej kariery zawodowej widziałem wiele zagrożeń dla naszej demokracji. Próby ingerencji w nasze wybory przez rząd rosyjski to najpoważniejsze zagrożenie, jakie widziałem" – powiedział.

Poza tym Mueller unikał ostrych, oskarżających wypowiedzi, odmawiał komentarzy wybiegających poza to, co zostało zawarte w raporcie.

Przeczytaj też: Po siedmiu miesiącach USA doczekały się sekretarza obrony

„Demokraci mają problem, jakie kroki teraz podjąć przeciwko Trumpowi" – pisze dziennik „Washington Post", dodając, że przesłuchanie to pogłębiło podział w Partii Demokratycznej na temat tego, czy rozpocząć postępowanie prowadzące do impeachmentu.

Tylko kilkoro demokratów dołączyło do grupy ponad 90 kongresmanów, którzy naciskają na rozpoczęcie postępowania przeciwko prezydentowi. Niemniej jednak w piątek Komisja ds. Sądownictwa Kongresu, która od miesięcy rozważa podjęcie ostrych kroków wobec prezydenta, zwróciła się do sądu federalnego o odtajnienie informacji związanych ze śledztwem Muellera, takich jak np. zeznania świadków, argumentując, że „rozpoczyna dochodzenie mające zdecydować, czy podjąć proces impeachmentu w stosunku do prezydenta".

„Ponieważ procedury Departamentu Sprawiedliwości nie pozwalają na postępowanie sądowe przeciwko urzędującemu prezydentowi, Izba Reprezentantów jest jedyną instytucją rządu federalnego, która teraz może pociągnąć prezydenta Trumpa do odpowiedzialności" – napisano w we wniosku do sądu o dostęp do tajnych informacji ze śledztwa.

Jak tłumaczą analitycy, zwracając się z takim oficjalnym wnioskiem, komisja podjęła próbę obejścia debaty wewnątrz Partii Demokratycznej na temat tego, czy Izba Reprezentantów powinna głosować nad tym, czy rozpocząć procedurę impeachmentu. „Deklarując, że komisja rozpoczyna dochodzenie, przewodniczący Jerrold Nadler uniknął politycznie trudnego głosowania w komisji albo z udziałem całej Izby Reprezentantów" – pisze „New York Times".

Demokratom rozpoczynającym dochodzenie wtórują liberalne grupy, które naciskają na przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, aby zgodziła się na impeachment. Inni demokraci, w tym ci, którzy pracowali w administracji Baracka Obamy, kilkakrotnie krytykowali Kongres za nieumiejętność pociągnięcia do odpowiedzialności prezydenta, który – ich zdaniem – działa ponad prawem.

Mają nadzieję, że tym razem sąd przychyli się do wniosku komisji sądowniczej, co tak jak za czasów Nixona otworzy ustawodawcom drogę do niezbitych dowodów i postawienia prezydenta w stan oskarżenia. W 1974 r. jednak, w przeciwieństwie do obecnej sytuacji, cała Izba Reprezentantów zagłosowała za rozpoczęciem procedury impeachmentu.

Zobacz też: Trump: Wojnę w Afganistanie mógłbym wygrać w tydzień

O ile jest grupa demokratów uważająca, że postawienie prezydenta w stan oskarżenia jest ich moralnym obowiązkiem, nawet jeżeli republikanie w Senacie nie zgodzą się na usunięcie go z urzędu, o tyle druga część obawia się, że rozpoczęcie impeachmentu odbije się na nich i zmobilizuje zwolenników Trumpa, zagrażając kandydatom demokratycznym w kolejnych wyborach.

„Musimy spojrzeć na to realistycznie. Jedyną drogą do tego, żeby go się pozbyć w tym momencie, są wybory. Nasze wysiłki muszą zostać skierowane na to, aby nasi wyborcy poszli do głosowania" – stwierdził w wywiadzie dla CNN Adam Schiff, przewodniczący Komisji ds. Wywiadu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA