fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Uprzywilejowane auta nie rządzą na drodze

Fotorzepa/Jakub Ostałowski
Ratowanie życia nie usprawiedliwia nawet kierowców karetek. Sądy skazują ich za brak ostrożności.
Prokuratura Okręgowa w Krakowie mimo wątpliwości, zdecydowała o postawieniu zarzutu nieumyślnego spowodowania wypadku z premier Beatą Szydło w Oświęcimiu 20-latkowi kierującemu seicento. „Kierowca fiata na dwukierunkowej jedni, wykonując manewr skrętu w lewo, nie zachował szczególnej ostrożności poprzez nienależytą obserwację jezdni z tyłu pojazdu i nie upewnił się co do możliwości bezpiecznego wykonania manewru"- czytamy w postanowieniu o postawieniu zarzutów Sebastianowi K.
Zarzuty nie przesądzają o winie - prokuratura analizuje monitoring z ponad 20-kilometrowego odcinka jakim podążała rządowa kolumna a wypadek zrekonstruują biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa. Kluczowe jest ustalenie, czy trzy samochody Biura Ochrony Rządu jako pojazdy uprzywilejowane były prawidłowo oznakowane i czy kierowca premier zachował szczególną ostrożność przy wymijaniu. Z przepisów o ruchu drogowym wynika co prawda, że pojazd uprzywilejowany ma większe prawa. Nie oznacza to jednak całkowitej swobody – tak wynika z wyroków sądowych dotyczących wypadków i kolizji z udziałem takich pojazdów.

Trzeba uważać

Sądy skazują kierowców karetek pogotowia czy radiowozów, nawet jeśli ich brawura była spowodowana koniecznością ratowania życia. Podkreślają jednak w wyrokach, że kierujący pojazdem uprzywilejowanym może nie stosować się do przepisów o ruchu pojazdów, znaków i sygnałów drogowych, gdy uczestniczy w akcji związanej z ratowaniem życia, zdrowia ludzkiego, mienia albo koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa. Ale stawiają warunek: trzeba zachować szczególną ostrożność. Nie można narażać życia lub zdrowia innych uczestników ruchu.
– Zachowanie kierowców pojazdów uprzywilejowanych musi się mieścić w zasadach bezpieczeństwa ruchu drogowego – mówi adwokat Sebastian Wilczyński z kancelarii prawnej R&W z Katowic.
Wyroków skazujących nie brakuje. Sąd Rejonowy we Wrocławiu-Śródmieściu uznał za winnego kierowcę karetki pogotowia. Konieczność szybkiego udzielenia pomocy człowiekowi po zawale nie zwalniała go z obowiązku zachowania najwyższej ostrożności w chwili przejazdu przez skrzyżowanie – orzekł sąd. Jego zdaniem kierowca karetki jadąc z włączonymi sygnałami pojazdu uprzywilejowanego mógł wjechać na skrzyżowanie na czerwonym, jednak miał „obowiązek upewnienia się, czy wszyscy kierujący, dla których włączone były sygnały zezwalające na wjazd na skrzyżowanie, zauważyli (usłyszeli) sygnały pojazdu uprzywilejowanego i zatrzymali się przed torem ruchu karetki".
– Pojazd uprzywilejowany podlega zasadom ruchu drogowego i nic go z tego nie zwalnia nawet gdy jedzie z pacjentem w ciężkim stanie. Może wjechać na czerwonym świetle, ale bezwzględnie musi zachować należytą ostrożność – przyznaje Artur Borowicz, szef Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

Inne przykłady

W innym wyroku Sąd Okręgowy w Słupsku uznał, że winę za śmiertelny wypadek drogowy ponosi policjant z radiowozu, który wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle spiesząc na interwencję z atakującymi pseudokibicami piłkarskimi. W wypadku zginęła pasażerka taksówki i sam taksówkarz.
Słupska sprawa jest ciekawa bo tam również świadkowie różnie oceniali zdarzenie co do tego jakie światło na sygnalizatorze miał oskarżony kierowca radiowozu a Instytut Ekspertyz Sądowych wydał aż trzy hipotetyczne rekonstrukcje zdarzenia - w każdej z nich winny w różnym stopniu był policjant. Wobec tak daleko idący rozbieżności w relacji bezpośrednich świadków, sąd uznał, że zaistniała sytuacja procesowa, która nakazuje zastosować regułę rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego - dlatego został on skazany za nieumyślne spowodowanie wypadku na trzy tysiące złotych grzywny. Sąd uznał też, że niebezpieczną sytuację na drodze stworzył kierujący taksówką.
Wyrok usłyszała też kobieta, która nie ustąpiła przejazdu radiowozowi na sygnale (oba pojazdy miały zielone światło). Sąd Rejonowy w Olsztynie podkreślił, że w razie przejazdu pojazdu uprzywilejowanego inni uczestnicy ruchu muszą zrezygnować ze swoich uprawnień i przepuścić taki pojazd np. rezygnując z pierwszeństwa na skrzyżowaniu.
Z kolei Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uniewinnił kobietę uczestniczącą w kolizji z limuzyną BOR, w której jechał prezydent Bronisław Komorowski. Auto prezydenta nie miało statusu uprzywilejowania. Zdaniem oskarżonej samochód z prezydentem „wyprzedził ją na skrzyżowaniu i próbował wjechać w niewielką przestrzeń przed jej samochodem, a następnie gwałtownie zahamował". Prokuratura zdecydowała się oskarżyć kobietę na podstawie opinii biegłego, który ocenił, że „kierująca jechała nieprawidłowo, gdyż zajmując miejsce za pojazdem nie zachowała odpowiedniego odstępu od poprzedzającego pojazdu, w wyniku czego nie była w stanie zahamować i zareagować na zmianę warunków ruchu, co doprowadziło do zderzenia". Warszawski sąd nie zgodził się z tym. Uznał, że przyczyną zdarzenia były nieprawidłowe manewry wykonywane przez kierującego prezydencką limuzyną funkcjonariusza BOR. Jak ustalił sąd, kierowca z BOR jechał brawurowo: „wjechał on na skrzyżowanie z niewłaściwego, przeznaczonego do skrętu w prawo pasa ruchu, kontynuował jazdę, po powierzchni wyłączonej z ruchu na skrzyżowaniu, a następnie wjechał bezpośrednio przed pojazd obwinionej".
Sprawa nie jest zamknięta. Wyrok został uchylony i przekazany do ponownego rozpoznania. Apelację złożył oskarżyciel publiczny - wydział ruchu drogowego Komendy Stołecznej Policji. W marcu proces ruszy na nowo.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA