fbTrack

Polityka

Zimbabwe: Armia przeciw żonie prezydenta Mugabe

93-letni prezydent Robert Mugabe i jego 52-letnia ambitna żona Grace (8 listopada w Harare)
AFP
Wojsko Zimbabwe wyszło z koszar na ulice stolicy, próbując powstrzymać żonę prezydenta.

– To nie jest zamach stanu – przekonywał w miejscowej telewizji szef sztabu armii, generał Sibusiso Moyo. Kilka godzin wcześniej żołnierze wdarli się do siedziby państwowego koncernu telewizyjnego, słychać było serie z broni maszynowej i eksplozje pocisków armatnich.

Podobne odgłosy dobiegały w środę rano z północnych przedmieść stolicy kraju Harare, gdzie znajduje się rezydencja najstarszego władcy na ziemi, 93-letniego prezydenta Zimbabwe Roberta Mugabe, objętego zachodnimi sankcjami za łamanie praw człowieka.

Ale nie ma informacji o jakichkolwiek ofiarach. Przez cały dzień w stolicy życie toczyło się normalnie. Wyjątkiem były stojące tu i ówdzie czołgi oraz kolejki do banków i bankomatów. Jednak sklepy były normalnie otwarte, a autobusy i taksówki kursowały tak jak zwykle. „Coś jednak wisi w powietrzu" – napisał na Facebooku jeden z mieszkańców.

W ciągu dnia prezydent sąsiedniego RPA Jacob Zuma zadzwonił do swego kolegi Mugabego i porozmawiał z nim. Okazało się, że nic mu się nie stało, ale „jest ograniczony do swej rezydencji" – poinformował Zuma na Twitterze.

Czołgi pojawiły się też w pobliżu kwatery głównej rządzącej partii ZANU-PF, na której czele stoi prezydent. Wojskowe pojazdy zaparkował na pobliskiej „ulicy doktor Grace Mugabe" – nazwanej tak na cześć żony prezydenta.

Partyzancka przeszłość

Właśnie ambicje żony młodszej o 40 lat od prezydenta stały się powodem buntu armii. – Oni mówią, że chcę być prezydentem. Dlaczego nie? Jestem dzieckiem Zimbabwe! – wołała pochodząca z RPA pierwsza dama w październiku na wiecu swych zwolenników.

– Jak długo Mugabe jest tutaj, Grace może robić, co chce – uważa opozycjonista Alex Mogvisa. W lipcu 2018 roku odbędą się w kraju wybory prezydenckie. Jedynym kandydatem jest na razie prezydent Robert Mugabe, któremu konstytucja pozwala rządzić do wieku 99 lat. Jednak zdrowie najstarszego dyktatora na ziemi pogarsza się, w ciągu ostatniego roku kilkakrotnie dyskretnie jeździł na leczenie do Singapuru. Gdyby coś mu się stało, władzę przejąłby wiceprezydent.

Do 8 listopada był nim stary współpracownik Mugabego jeszcze z lat 70. (z czasów partyzanckiej walki z rządami białej mniejszości w Rodezji, czyli dzisiejszym Zimbabwe), były szef wywiadu Emmerson Mnangagwa. Koledzy nadali mu przydomek „Krokodyl" – ze względu na dobrze rozwinięty instynkt samozachowawczy. Lojalny wobec prezydenta padł jednak ofiarą intryg prezydentowej, która chciała zająć jego miejsce. Najpierw zasłabł na wiecu, podobno otruty śmietaną z farmy należącej do pierwszej damy. Przeżył, ale jej udało się przekonać męża, że zastępca próbował rzucać na niego czary. Tego stary przywódca nie wytrzymał i zdymisjonował wiernego kolegę, który ledwo zdążył uciec do RPA.

Bunt starych kolegów

Zaraz po dymisji wiceprezydenta zaczęła się czystka jego zwolenników: aresztowano lub wyrzucono z pracy około 100 osób. A tego nie wytrzymała armia.

– Natychmiast zakończyć czystki członków partii, którzy brali udział w walce wyzwoleńczej – zażądał dowódca armii, generał Constantine Chiwengo. Przywódcy Zimbabwe wywodzą się z ruchu partyzanckiego. Po zdobyciu niepodległości w 1980 roku dało im to profity, głównie w postaci ogromnych plantacji należących do ok. czterech tysięcy białych osadników usuniętych z kraju. Exodus plantatorów doprowadził do gospodarczego załamania Zimbabwe, ale dał bogactwa nowej elicie. W 2008 roku inflacja sięgnęła 231 mln proc. (!), a gospodarka runęła o 17,7 proc. PKB. By zwalczyć hiperinflację, władze zrezygnowały z własnej waluty, zastępując ją amerykańskim dolarem, randem RPA, a nawet pulą z sąsiedniej Botswany. Nie zrezygnowały natomiast z rewolucyjnej retoryki i państwowej gospodarki.

Kraj posiada też ogromne złoża platyny, złota i diamentów, z których dochody rzadko kiedy trafiają do budżetu państwa. Wokół lubiącej ekstrawaganckie i drogie zakupy żony prezydenta skupiła się grupa młodych działaczy zwanych „Generation 40" – 40-latków urodzonych już w wolnym kraju, którzy chcieliby doprowadzić do zmian politycznych. Chcą też udziału w dochodach państwowych przedsiębiorstw. – Jako młodzież nie wierzymy w patriarchat, prezydentem może być kobieta – mówili działacze młodzieżówki ZANU-PF, zwolennicy Grace Mugabe.

Ale „stara gwardia" nie zmierzała się poddawać i w swej obronie wyprowadziła czołgi na ulice. Zamknięto prezydenta w rezydencji i zażądano, by wybrał między przyjaciółmi i żoną, która tymczasem uciekła do Namibii.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL