fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Białoruś: Widmo rewolucji i jej kobieca twarz

Gdy czołowych rywali Łukaszenki wsadzono za kraty, na czele protestów stanęły kobiety. Na zdjęciu Swiatłana Cichanouska.
AFP
Mąż od dwóch miesięcy w areszcie, dzieci ewakuowano na Zachód. Swiatłana Cichanouska gromadzi tłumy zwolenników i staje oko w oko z białoruskim reżimem.

Nowopołock, Witebsk, Głębokie, Orsza, Mohylew, Bobrujsk, Żłobin, Rzeczyca, Homel. To miasta, które w weekend odwiedziła Swiatłana Cichanouska, wyprowadzając tam na ulice dziesiątki tysięcy ludzi.

Najgłośniej została przywitana w Homlu, rodzinnym mieście jej męża – Siarhieja Cichanouskiego, popularnego blogera aresztowanego pod koniec maja. Zgromadziło się tam nawet kilkanaście tysięcy ludzi. Na scenę wyszła z podniesioną pięścią pod białoruską wersję „Murów" Jacka Kaczmarskiego, hymn polskiej „Solidarności" sprzed czterech dekad stał się symbolem antyrządowego ruchu na Białorusi.

– Nie mam programu, ale mają go mężczyźni, których nie dopuszczono do wyborów. Nie potrzebuję władzy, chcę dzieci, męża i oby dalej smażyć swoje kotlety – przemawiała do zgromadzonych zwolenników. Ze względów bezpieczeństwa jej dzieci wyjechały wraz z babcią „do jednego z krajów UE".

Gospodyni domowa

Ma 37 lat, pochodzi z Polesia, z wykształcenia jest filologiem (język angielski). Jak sama przyznaje, do momentu aresztowania jej męża była „zwykłą gospodynią domową". Wtedy osobiście udała się do Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) i zgłosiła swoją kandydaturę. Pomaga jej Maryja Kalesnikawa, szefowa sztabu niedopuszczonego do wyborów aresztowanego bankiera Wiktara Babaryki (byłego prezesa rosyjskiego Biełgazprombanku). Trzecią kobietą w sztabie Cichanouskiej jest Weronika Cepkało, żona niedopuszczonego do wyborów Waleryja Cepkały. To były ambasador Białorusi w USA i wieloletni współpracownik Łukaszenki, kilka dni temu wraz z dziećmi uciekł do Rosji.

Cichanouska przyznaje, że jest kandydatem przejściowym i zapowiada, że jeżeli zostanie prezydentem, całkowicie zmieni skład CKW i ogłosi kolejne, ale już wolne wybory. W komisjach zasiadaliby przedstawiciele opozycji, zaproszono by niezależnych obserwatorów.

Białorusini ruszają do urn już za tydzień, tak zwane głosowanie przedterminowe rozpocznie się 4 sierpnia (główny dzień wyborów 9 sierpnia). W komisjach nie będzie opozycji, a do lokali wyborczych zostaną dopuszczeni przeważnie obserwatorzy związani z władzami.

Opozycja ma plan

Sztab Cichanouskiej namawia rodaków, by masowo zgłaszali się do obserwowania wyborów, kandydatka apeluje też, by nie uczestniczyli w przedterminowych wyborach, lecz by głosowali wyłącznie 9 sierpnia.

– Najlepiej oddać głos wieczorem i założyć na rękę białą opaskę, w ten sposób zademonstrować swoje poparcie dla Cichanouskiej. Można też zrobić zdjęcie oddanego głosu i wysłać za pomocą specjalnie utworzonej strony w internecie. Na podstawie tych danych zobaczymy, jaki będzie prawdziwy wynik wyborów – mówi „Rzeczpospolitej" Anna Krasulina, przedstawicielka sztabu Cichanouskiej.

– Na Białorusi już nikt nie ma wątpliwości, po czyjej stronie jest naród. Zwycięstwo jest po naszej stronie i Białorusini nie pozwolą, by im je ukradziono – dodaje. Liczy na „uczciwość i odwagę" członków białoruskich komisji wyborczych.

Wyłączą internet?

Znany dziennikarz i działacz opozycyjny Franak Wiaczorka nie ma wątpliwości, że 9 sierpnia na Białorusi dojdzie do masowych protestów. – Pojawią się niezależne wyniki wyborów, ludzie zbiorą się pod lokalami wyborczymi. Niewykluczone, że część komisji ogłosi prawdziwe wyniki. Bez wątpienia dojdzie do pacyfikacji protestów. Dalszy los Białorusi będzie zależał od tego, czy ludzie się przestraszą i się rozejdą, czy jeszcze bardziej się zmobilizują, jak to było na ukraińskim Majdanie – mówi „Rzeczpospolitej" Wiaczorka.

– Nie wykluczam, że w dzień wyborów białoruskie władze wyłączą internet, tak jak to było w Iranie. Ale państwo może to wytrzymać tydzień. Potem zaczną się poważne problemy gospodarcze – dodaje.

– Każdy ma prawo protestować i mówić, co chce, to normalne. Dobrze, że ludzie wychodzą w białoruskich miastach i że wszystko się odbywa zgodnie z prawem. Ale los kraju nie powinien się decydować na ulicy, nie dopuścimy do tego – mówi „Rzeczpospolitej" Aleh Hajdukiewicz, były pułkownik milicji i osoba zaufana Aleksandra Łukaszenki w tegorocznych wyborach.

– Nie mam wątpliwości, że wygra Łukaszenko. Reformy w kraju są potrzebne, ale to prezydent je rozpoczął i musi je dokończyć – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA