fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sierakowski: PiS wciąż może przegrać wybory

Fotorzepa, Kuba Kamiński
Trump, Farage i Kaczyński to rodzaj kary za grzechy elit – mówi socjolog i politolog Sławomir Sierakowski.

W lipcu i sierpniu prognozuje się utrudnienia w zaopatrzeniu w wodę ze studni gospodarskich na terenach wielu województw w Polsce – informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Polska ma narastający problem z klimatem?

To oczywiste. Pytanie, czy wyborcy też mają, a oni poruszają się po piramidzie Masłowa. Jesteśmy na etapie zaspokajania materialnych potrzeb i to jest normalne. Każde społeczeństwo przechodziło tę drogę. Wydaje się, że ochrona środowiska wciąż nie jest u nas potrzebą odpowiednio wysokiej wagi.

Kiedy kwestia ochrony środowiska będzie miała wpływ na wynik wyborów?

Z politycznego punktu widzenia, ekologia stanie się istotna dla wyborców najpierw jako sprawa lokalna. Mniej przejmować się będę zanieczyszczeniami w oceanie, ale już smrodem, śmieciami dokoła, farmami kurczaków albo wysypiskiem śmieci, brakiem wody – owszem. Już w kolejnych wyborach samorządowych kryterium środowiskowe będzie miało znaczenie, a później zacznie odgrywać coraz większą rolę we wszystkich kolejnych. Ten temat już podniósł się z jednego z ostatnich miejsc w hierarchii spraw ważnych dla Polaków do mniej więcej połowy tabeli. Ochrona środowiska wciąż jest daleko za transferami socjalnymi, służbą zdrowia, emeryturami, wysokością pensji. Nie jesteśmy Niemcami, gdzie temat ochrony środowiska decyduje o wyniku wyborów. W Polsce to wciąż domena lewicy. Zresztą demokracja to też był kiedyś synonim lewicy, dla konserwatystów to było jak dziś małżeństwa homoseksualne, czyli wywrócenie do góry nogami naturalnego porządku społecznego, dewiacja. Tak samo będzie z ekologią. Prawicy rozwój zawsze zabiera więcej czasu, ale nauczą się. W Niemczech małżeństwa homoseksualne albo odejście od elektrowni węglowych i atomowych uchwaliło CDU.

Jesienią i zimą wydawało się, że kwestia smogu również będzie jednym z kluczowych tematów, tymczasem zainteresowanie problemem mija w miesiącach ciepłych.

Polska gospodarka jest gospodarką niskich płac. Dopóki tak będzie, to nie smog będzie problemem numer jeden. Co więcej, on może być deklaratywnie wysoko, tak jak pedofilia w Kościele, czyli coś co poruszyło ludzi, ale nie tym będą kierować się w wyborach. Wyborca PiS wcale nie jest zadowolony zblatowaniem państwa z Kościołem, ale przede wszystkim cieszy się, że podniosły mu się przychody o 50 proc. Co więcej, afery PiS są tematem paradoksalnie mobilizującym wyborców PiS, bo to sygnał, że PiS ma problem, a to wywołuje lęk, że przez swoje skandaliczne zachowanie może stracić władzę. To by oznaczało koniec rządu, któremu zawdzięczają skokowy wzrost przychodów.

PiS ma program „Czyste powietrze", program termomodernizacyjny, a teraz okazało się, że 16,5 tys. wniosków zostało pozytywnie rozpatrzonych ws. zmiany pieców, tzw. kopciuchów. Nie jest tak, że PiS nie podnosi tematu ochrony środowiska.

W sprawie ekologii musieli mieć coś w programie, bo inaczej nie wypada. Nawet Ruch Narodowy już wie, że musi być przynajmniej jedna kobieta w zarządzie albo jako rzeczniczka, bo inaczej będzie dziwacznie wyglądało. Najpierw coś wchodzi do poprawności politycznej, a później do ustaw.

Czyli kwestie ekologiczne szybko nie zdecydują o wyniku wyborów w Polsce?

Ten rok wydaje mi się przełomowy. Seria katastrof pogodowych, a później saharyjskie upały zszokowały Polaków. Jeśli w Warszawie są 33 stopnie, a w Paryżu 16, to naprawdę coś jest nie tak. To nie jest zmiana, ale zamiana klimatyczna. Naprawdę można uwierzyć, że któregoś kolejnego lata spłoniemy albo zamienimy się w obszar półpustynny. Do tego dochodzi drożyzna wywołana kataklizmami. Uważam, że gdyby ostatnie wybory odbyły się miesiąc później, ta partia, która zabrzmiałaby najbardziej wiarygodnie w sprawach klimatu, dostałaby 1–2 proc. więcej.

Kiedy Polska zablokowała zapisy ws. neutralności klimatycznej, były szef MSZ, obecnie eurodeputowany PiS, Witold Waszczykowski napisał, że dobrze się stało: „Rozwój gospodarczy nie może być zakładnikiem ideologicznych fobii".

Wydawałoby się, że ekologia ma największe szanse stać się tematem ponadpartyjnym. Zieloni w żadnym kraju Europy nie są po prostu lewicowi albo prawicowi. Nie bez powodu mają dwa skrzydła. Ochronę środowiska łatwo wyprowadzić można z postawy konserwatywnej. Ale PiS to jest prawicowy populizm, a nie konserwatyzm. PiS nie ma kręgosłupa ideowego, myśli wyłącznie, jak dowolnymi metodami przyciągnąć wyborców. Taką trzymaną przy sobie grupą są górnicy, dla których PiS sztucznie utrzymuje przy życiu kopalnie. Uważa też, że ci, których stać na martwienie się o ekologię, czyli mieszkańcy dużych miast, i tak na PiS nie zagłosują.

Ekologia jest tematem bezpańskim w polskiej polityce?

W dużej mierze tak, dopóki będzie także bezpańska w społeczeństwie. Partie idą za społeczeństwem, a nie – jak kiedyś – przed społeczeństwem. Najlepszy wskaźnik, jak ważna jest dla wyborców, to poparcie dla partii, które najwięcej mówiły o ochronie środowiska. Partia Razem czy Zieloni na serio troszczą się o ochronę środowiska, ale nie bez powodu przekłada się to na procenty wyborcze. Z drugiej strony, nie byłoby Zielonych w Koalicji Europejskiej, gdyby nie zauważono, że znaczenie ekologii będzie rosło i warto taką markę mieć przy sobie, nawet jeśli dziś to nie dodaje żadnego poparcia.

Wiosna zaproponowała program ekologiczny, który jej nie pomógł. Inna sprawa, że od początku był krytykowany nawet przez przychylne osoby. Postulowali zamknięcie kopalń i elektrowni do 2035 roku, to było nie tylko niewykonalne, ale bardzo groźne, bo skąd mielibyśmy nagle zacząć pozyskiwać tę energię? Elektrownie atomowe do tego czasu nie powstaną ani farmy wiatrowe w takiej ilości. Zamknięcie kopalń nie byłoby więc odejściem od węgla, tylko od węgla wydobywanego w Polsce i trzeba byłoby go sprowadzać z Rosji, jeszcze bardziej się uzależniając.

Dlaczego lewica porzuciła tematy ekologiczne? SLD nawet nie podejmuje tematu.

Partia Razem jest bez grzechu w tej sprawie, ale też bez wyborców. SLD na pewno wie, co powinien mówić, bo przyspieszony kurs lewicowości przechodzi już od dawna, tylko nikt nie pyta.

A dlaczego PO nie staje po zielonej stronie mocy?

Platforma walczy z PiS-em, a nie z progiem wyborczym, więc szuka głosów raczej w takich tematach jak służba zdrowia czy polityka społeczna. Punktem odniesienia jest Polska powiatowa, a nie Warszawa. Akurat całkiem postępowy okazuje się PSL, bo mocno akcentuje konieczność przejścia na odnawialne źródła energii.

Opozycja jest bezbronna, a PiS nie do pokonania?

Trzeba sobie powiedzieć, że to po prostu jest czas PiS-u, tak jak wcześniej był czas PO i jakby Kaczyński na głowie nie stawał, nie mógł wygrać z Platformą. Czas populistów jest zresztą na całym Zachodzie, a w szczególności w naszym regionie. Nie ma się więc co znęcać na opozycją, bo ma bardzo pod wiatr. Trwa coś w rodzaju zemsty ludu za dekady rosnących nierówności i postpolityki, w której rząd nic nie może, bo musi zaciskać pasa. Teraz elity mają cierpieć, a lud ma dostać to, czego mu odmawiano. I dostaje. Nie sposób odmówić racjonalności temu procesowi społecznemu. A że ofiarą staje się praworządność czy niezależność gazet? Gazety na wieś i do małych miast, gdzie wygrał PiS, nawet nie docierały. A nierówności rosły w obliczu praworządności. Płacimy dziś za to. Rządy takich wyróżniających się bezwzględnością czy prymitywizmem polityków, jak Trump, Farage czy Kaczyński, to jest jakiś rodzaj kary za grzechy elit. Nie ma co ludziom mówić, że Polska jest dziś gorsza, gdy im się żyje lepiej. To jak Polska jest gorsza?

Sytuacja opozycji wydaje się dziś beznadziejna. Nie ma alternatywy dla PiS?

Zawsze jest. I nie ma co się zastanawiać, czy wszystko przegrane czy nie, tylko trzeba walczyć. PiS wciąż może przegrać te wybory. Należy spróbować sformułować program równie prosto jak robi to PiS. Nie mówić językiem reformy, tylko gotówki, bo inaczej nie ma szans na przekonanie wyborcy. Trzeba umieć tak przełożyć takie tematy jak służba zdrowia czy pensje w Polsce. W trzy miesiące może się jeszcze sporo wydarzyć. Zauważmy, że to będą pierwsze wybory od dawna, do których Polacy będą szli z absolutnym przekonaniem, że PiS je wygra, a PO przegra. Takim zwycięzcą przed meczem ostatni raz był Bronisław Komorowski. To bardzo niebezpieczna sytuacja dla PiS, bo usypiająca zarówno struktury jak i elektorat. Anthony Joshua też wydawał się nie do pokonania przez najbliższych dziesięć lat. Dostał od boksera równie atrakcyjnego jak Schetyna i się przewrócił. Kto się tego spodziewał? Wszyscy tak się śmiali, jak teraz się śmieją z opozycji. W polityce jak w boksie, nie ma niezwyciężonych, tylko źle trafieni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA