fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Władysław Kosiniak-Kamysz: Idziemy środkiem drogi

Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL
Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Rządziliśmy przez osiem lat z PO i nie było żadnych skrętów w lewo. Nie zamierzamy nikomu narzucać naszego systemu wartości – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL.

"Rzeczpospolita": W styczniu mówił pan w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że wspólna lista opozycji musi powstać w sposób, który gwarantuje godne miejsce dla wszystkich. Jest godnie w KE?

Władysław Kosiniak-Kamysz: Jest nawet bardzo godnie [śmiech].

Ale kampania toczyła się na trudnym terenie dla PSL. Co chwilę pojawiały się sprawy światopoglądowe.

Więcej było w tej kampanii o światopoglądzie niż o sprawach europejskich, które będą rozstrzygane w Brukseli. Nie ma co się na to obrażać, choć wolałbym, żebyśmy spierali się o sedno tych wyborów – przyszłość Polski w Europie – a nie o sprawy z którymi Parlament Europejski nie ma nic wspólnego. Mam tu czyste sumienie, bo nie my narzucaliśmy te tematy. To nasi przeciwnicy za wszelką cenę uciekali od spraw europejskich. Widać nic Polakom nie mieli do powiedzenia.

No dobrze, na ile jednak utrudniło to życie PSL?

Przywykliśmy, że przeciwnicy nas nie oszczędzają. Podobnie było w kampanii przed wyborami samorządowymi, gdzie PiS wprost ustami swojej rzecznik mówiło o eliminacji ludowców z życia publicznego. Wtedy się nie udało i nie uda się teraz, bo wpychanie nas do szufladki z LGBT nie działa. Mogą sobie gardłować na konferencjach prasowych, ich media powtarzać to potem co 15 minut, ale na spotkaniach tematów światopoglądowych nie ma. W ostatnich 30 dniach przejechałem ponad 10 000 km, odbyłem setki spotkań w wyborcami we wszystkich częściach Polski i wie pan o co najczęściej mnie pytano? Dwa tematy: służba zdrowia oraz zwolnienie rent i emerytur z podatku. Widać drogi PiS-ie, coś poszło wam nie tak.

W kuluarach PiS mówi, że wyborcy PSL albo nie pójdą głosować na KE, albo zagłosują częściowo na PiS właśnie. To ma być efekt rozczarowania lewicowym kursem całej KE.

O lewicowym kursie słyszę tylko od polityków PiS, na spotkaniach takie głosy pojawiały się bardzo rzadko i tylko na początku kampanii. Zresztą były to głównie pytania o kłamliwe materiały TVP na nasz temat. Badania pokazują, że zdecydowana większość naszych wyborców z 2015 i 2018 roku została przy nas w Koalicji Europejskiej. Przyciągamy też nowych, którzy odchodzą od PiS – nauczycieli, pielęgniarki, opiekunów osób niepełnosprawnych i innych rozczarowanych butą tej władzy.

Odnoszę wrażenie, że PiS nie docenił determinacji opozycji i potrzeby zmian wśród Polaków. Przecież apele o zjednoczenie słyszeliśmy na spotkaniach od ponad roku, choć wtedy wydawało się to wręcz niemożliwe. A jednak, udało się i jest premia za jedność. Nawet sondaże pokazuję, że poparcie dla koalicji jest większe niż suma wyników wszystkich partii tworzących KE. Widać, że plan PiS się nie powiódł.

Jest pan prezesem PSL już blisko cztery lata. Na ile może pan postawić wniosek - po licznych spotkaniach "w terenie" - że polska poza dużymi miastami się zmienia, liberalizuje?

Polska się zmienia, nie tylko wieś czy małe miasteczka. To nie jest skręt ani w prawo, ani w lewo, jak chcieliby niektórzy politycy z jednej czy drugiej strony. Kończy się przyzwolenie na politykę w Kościele. Dotychczas raczej przymrużano na to oko, machano ręką, puszczano mimo uszu. Dziś – po filmie braci Sekielskich – jest dość jasny sygnał od wiernych: dość polityki w Kościele. I my też, jako członkowie wspólnoty kościelnej, głośno o tym mówimy.

Ale to dla PSL jest nowy akcent, gdy pan tak mówi. Chyba żaden lider PSL nie brzmiał w ten sposób.

My też się zmieniamy. Jesteśmy głosem tych, którzy przychodzą na nasze spotkania i tam głośno mówią o tym, co ich boli. Głosy są dość jednoznaczne: zaangażowanie kleru w politykę przestało być akceptowalne, nie służy Kościołowi, a jednej jedynej partii, która cynicznie to wykorzystuje. Do tego dochodzą błędy hierarchów, które pokazali w filmie bracia Sekielscy. To wszystko obniża zaufanie do Kościoła i większość wiernych oczekuje poważnych, nie kosmetycznych, zmian.

Skoro już o sondażach mowa, to w niedawnym badaniu IBRiS liderzy KE tracą, jeśli chodzi o zaufanie właśnie. W tym pan.

Nie skaczę z radości przy dobrych sondażach i nie płaczę przy nieco słabszych. Bardziej mnie dziwi, że przez dość długi czas udało mi się je utrzymać na tak wysokim poziomie. I to pomimo zmasowanych ataków od świtu do nocy w mediach rządowych. Skutki tego widzę czasami np. na targu czy podczas podróży pociągiem. Ni stąd ni z owąd ktoś mnie pyta o jakiś materiał TVP, którego ja nawet nie oglądałem. I słyszę pytanie, dlaczego coś tam zrobiłem. Zaczynamy rozmawiać i kończy się prostym wnioskiem: w żadne słowo nie można telewizji Kurskiego wierzyć.

A Wiosna? Czymś pana rozczarowała?

Nie będę oceniał naszych konkurentów. Wybrali taką, a nie inną drogę. Wzywali do pokoju, a kampanię oparli o tematy najostrzej dzielące Polaków. Wyborcy to najlepiej ocenią.

Jaki jest plan na jesień? Co wydarzy się zaraz po wyborach 26 maja?

Wiele zależy od wyniku wyborów. Koalicję Europejską zawiązaliśmy, żeby wygrać z PiS i wzmocnić pozycję Polski w Unii. Jeśli się uda, będziemy myśleli, co dalej. Ta decyzja w PSL przed nami, nie zamykamy sobie żadnych drzwi. Zostanie podjęta demokratycznie, tak samo jak było z wejściem do koalicji.

Jak szybko?

Czasu nie będzie dużo. Tych rozstrzygnąć trzeba będzie dokonać w czerwcu.

Jaki wynik PSL będzie dla pana satysfakcjonujący?

Na podsumowania przyjdzie czas po wyborach. Teraz interesuje mnie tylko wsparcie naszych kandydatów. We wtorek byłem z Ulą Pasławską w Olsztynie i Mrągowie, wczoraj z Henrykiem Kiepurą w Kłobucku, Szarlejkach i Częstochowie oraz z Adamem Jarubasem w Radoszycach i Kielcach. Dziś będziemy z Krzyśkiem Hetmanem w Lublinie, Włodawie i Piaskach. Wspólnie ciężko pracujemy na jak najlepszy wynik.

Obawia się pan wewnętrznych rozliczeń, jeśli wynik PSL będzie gorszy niż 4 mandaty, które są obecnie?

Z natury nie jestem strachliwy.

W styczniu mówił pan, że na opozycji nie ma monowładztwa. To się sprawdziło w toku kampanii?

O dziwo tak. Nie daliśmy sobie wejść na głowę, a wiele rzeczy np. programowych udało nam się przeforsować. Europejski Program Onkologiczny i postawienie w kampanii na temat zdrowia koalicja zawdzięcza właśnie ludowcom. Podobnie jak ważne miejsce dla programu rozwoju polskiej wsi czy czystej zielonej energii.

No dobrze, ale co z postulatami światopoglądowymi? Politycy PO w wypowiedziach nagranych przez Wiadomości sugerują, że to pewna sprawa, że będą we wspólnym programie opozycji na jesień. I PSL się nie będzie sprzeciwiać.

Niech każdy bierze odpowiedzialność za swoje słowa. My wiemy co mówiliśmy i robiliśmy w tej kadencji i w poprzednich. Rządziliśmy przez 8 lat z PO i nie było żadnych skrętów w lewo. PSL było gwarantem, że idziemy środkiem drogi. Nie zamierzamy nikomu narzucać naszego systemu wartości i oczekujemy, że nikt nam swojego narzucać nie będzie. Niech każdy polityk rozstrzyga to w swoim sumieniu – taka zasada jak w PSL powinna obowiązywać we wszystkich partiach czy koalicjach. Sprawy światopoglądowe nie będą nigdy objęte żadnym porozumieniem. Ani przed, ani po wyborach.

Wczoraj Andrzej Grzyb został poparty przez Hannę Suchocką. Na konferencjach PSL pojawiają się politycy jak Ludwik Dorn czy Aleksander Hall. To plan na zmianę partii.

Polska się zmienia i PSL się zmienia. Trzeba być zawsze w ruchu, bo kto zostaje w tyle przegrywa. Potrzebna jest formacja centrowa, chadecka, która autentycznie podchodzi do spraw wartości, wolności, gospodarki. PSL ma podstawy by taką formacją być. Wsparcie takich polityków jak Jan Filip Libicki, który wstąpił do PSL, to dla nas sygnał, że idziemy w dobrym kierunku.

Przemówienie Donalda Tuska na marszu opozycji było potrzebne?

Każdy głos poparcia dla Koalicji Europejskiej, czy to przewodniczącego Rady Europejskiej, czy rolnika z Podkarpacia jest dla nas na wagę złota. W tych ostatnich dniach decydująca będzie mobilizacja wyborców. Dlatego jeszcze raz apeluje: 26 maja idźmy na wybory i zagłosujemy za silną Polską w zjednoczonej Europie. Głosujmy na Koalicję Europejską.

Co zmieni politycznie sprawa działki premiera Morawieckiego?

To pytanie raczej do premiera Morawieckiego, nie do mnie. Nie widzę, żeby ten temat jakoś szczególnie porywał wyborców. Mnie nikt o to nie pyta.

Czy komisja, która zaproponował premier w sprawie pedofilii to dobry krok?

Męczy mnie już dyskusja o tym, czy ta komisja powinna wyglądać tak czy tak. Tylko na YouTubie film „Tylko nie mów nikomu" obejrzało ponad 21 milionów Polaków. Oni oczekują od polityków, że zmierzymy się z tym problemem. Czas przestać gadać i zmierzyć się z tym problemem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA