fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

W Kijowie szukają „kreta” wśród wysokiej rangi urzędników

Kijów
Wyjaśnieniem tajemniczej operacji służb ma się zająć specjalna komisja ukraińskiego parlamentu. Na zdjęciu: Plac Niepodległości w Kijowie 12 marca
AFP
W ciągu kilku ostatnich lat ukraiński wywiad wojskowy i tamtejsza służba bezpieczeństwa (SBU) wytropiły i oszukały kilkudziesięciu najemników z grupy Wagnera uważanych za tajną broń rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU). Wagnerowcy uczestniczą w rozmaitych operacjach w różnych zakątkach świata: w Donbasie, Syrii, Afryce, a nawet Ameryce Łacińskiej.

W wyniku operacji ukraińskich służb w lipcu ub.r. ponad 30-osobowa grupa rosyjskich najemników otrzymała fikcyjne zlecenie przy ochronie rafinerii w Wenezueli. Mieli lecieć przez Mińsk do Stambułu, a stamtąd do Caracas. Nie podejrzewali, że samolot, zgodnie z planem Ukraińców, miał awaryjnie lądować w Kijowie.

W ten sposób kilkadziesiąt osób, odpowiedzialnych m.in. za zbrodnie w Donbasie i zestrzelenie w 2014 roku malezyjskiego samolotu pasażerskiego MH17, mogło stanąć nie tylko przed ukraińskich sądem, ale też międzynarodowym trybunałem w Hadze.

Kto zawinił w Kijowie?

Zostali jednak zatrzymani przez służby białoruskie i przekazani Rosjanom. Szczegóły tej tajemniczej operacji już niebawem ma ujawnić Bellingcat. Międzynarodowa grupa zrzeszająca dziennikarzy śledczych w ciągu najbliższych tygodni przedstawi film dokumentalny, który może wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi nad Dnieprem.

O przygotowywanym śledztwie czołowy dziennikarz Bellingcat Christo Grozew (pochodzi z Bułgarii) mówił jeszcze w grudniu w wywiadzie dla ukraińskiego portalu gordonua.com. Opowiedział wtedy o „genialnej" operacji ukraińskich służb, którym udało się omotać nie tylko GRU, ale też Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji, i zwabić wagnerowców na teren Białorusi.

Ale, jak stwierdził, w ostatnim momencie, tuż przed wylotem najemników z Mińska do Stambułu, w biurze prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego zapadła decyzja, by zawiesić operację na kilka dni, a to z kolei doprowadziło do niepowodzenia całego przedsięwzięcia. Sugerował też, że z ukraińskimi służbami współpracowały wtedy Stany Zjednoczone, Izrael i Turcja. Grozew był współautorem kilku głośnych śledztw Bellingcat, m.in. o zestrzeleniu przez Rosjan malezyjskiego samolotu, tropił trucicieli Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii, a niedawno wraz z Aleksiejem Nawalnym zdemaskował funkcjonariuszy FSB, którzy otruli rosyjskiego opozycjonistę, był też współtwórcą filmu o pałacu Putina nad Morzem Czarnym.

Ukraińskie władze konsekwentnie jednak wszystkiemu zaprzeczają i utrzymują, że zatrzymanie wagnerowców na Białorusi w lipcu było prowokacją służb Rosji. Opozycja w Kijowie od kilku miesięcy domaga się powołania tymczasowej komisji śledczej w Radzie Najwyższej. Szef rządzącej frakcji Sługa Narodu Dawid Arachamia obiecał, że taka komisja powstanie jeszcze w tym tygodniu.

– Byłem pierwszym politykiem w Kijowie, który o tym głośno powiedział. Ukraińskie służby we współpracy z amerykańskimi przygotowywały tę operację. Legła w gruzach w ostatniej chwili. Tyle wiemy, a cała reszta jest owiana tajemnicą i jest mnóstwo spekulacji – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Honczarenko, deputowany z opozycyjnej Europejskiej Solidarności, na czele której stoi były prezydent Petro Poroszenko. Poroszenko twierdzi, że osobiście wydał zgodę na przeprowadzenie tej operacji jeszcze w 2018 roku.

Poszukiwanie zdrajcy

Szczegóły jako pierwszy opisał znany ukraiński dziennikarz wojskowy Jurij Butusow, który prawdopodobnie będzie jednym z bohaterów śledztwa Bellingcat. W niedzielę powiedział sekcji ukraińskiej Radia Swoboda, że w decydującej rozmowie o końcowej fazie operacji brali udział prezydent, szef jego biura Andrij Jermak oraz kilka innych osób z najbliższego otoczenia przywódcy kraju.

Ukraińskie media od tygodni spekulują, że w kancelarii Zełenskiego zadomowił się „kret", który w ostatniej chwili przekazał informacje Rosjanom. Według Butusowa na rozmowę z dziennikarzami Bellingcat zgodził się m.in. były już szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Wasyl Burba (zwolniony na początku sierpnia), za co w lutym miał zostać pozbawiony ochrony i służbowego domu w prestiżowej dzielnicy Kijowa.

Ukraińska Prawda twierdzi zaś, że Burba tuż przed dymisją informował prezydenta o tym, że przyczyną niepowodzenia operacji była zdrada, i domagał się, by wszyscy, którzy o niej wiedzieli, poddali się badaniom na wykrywaczu kłamstw.

– Gdyby taka operacja rzeczywiście miała miejsce, wiedzieliby o tym nieliczni. Władze mówią, że to tajemnica państwowa i nie zdradzają szczegółów. Ale wygląda na to, że przygotowują się do jakiejś afery, ciągle próbuje się odwrócić od tego tematu uwagę. Spekuluje się też, że właśnie dlatego w Kijowie tak szybko podjęto decyzję o zamknięciu prorosyjskich stacji telewizyjnych – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Melnyk, ekspert ds. bezpieczeństwa z kijowskiego Centrum Razumkowa.

„Nie wiedzą, w co grają"

– Mamy do czynienia z dezinformacją, w której udział biorą miejscowa opozycja i przedstawiciele ukraińskich służb, których wykorzystuje Rosja. Nie wiedzą, w jaką grę grają. Kijów nie ujawnia szczegółów, bo to operacyjne gry służb specjalnych, które odbywały się w przeszłości lub mają miejsce dzisiaj – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Aresztowycz, doradca szefa prezydenckiego biura i emerytowany oficer ukraińskiego wywiadu wojskowego. – Poza tym sprawa dotyczy kilku państw: Białorusi, Rosji, Ukrainy, USA i Turcji. Musimy zachowywać się bardzo delikatnie – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA