fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Czy badanie wykrywaczem kłamstw wyjaśni sprawę KNF

Biznesmen Leszek Czarnecki pod siedzibą Prokuratury Okręgowej w Warszawie, 5 marca
Reporter, Jacek Dominski
Badanie wykrywaczem kłamstw ma potwierdzić lub obalić tezę, że były szef KNF Marek Ch. zapisał na kartce wysokość żądanej łapówki.

Biznesmen Leszek Czarnecki poddał się badaniu tzw. wykrywaczem kłamstw w śledztwie dotyczącym korupcyjnej propozycji, którą miał mu złożyć Marek Ch., ówczesny przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", w ubiegłym tygodniu w taki sam sposób został sprawdzony Marek Ch. – Czekamy na wyniki – mówi nam jeden z prokuratorów. Chodzi o ustalenie, czy na karteczce faktycznie zapisano kwotę żądanej łapówki – to wersja biznesmena, której zaprzecza Marek Ch.

Sprzeczne zeznania

Śledczy liczą, że wariograf (a właściwie poligraf) pomoże usunąć sprzeczności w zeznaniach dotyczących przebiegu spotkań Czarneckiego z szefem KNF pod koniec marca 2018 r. Konkretnie – podpowie, kto mówił prawdę, a kto się z nią mijał. – Wyniki badania możemy jednak potraktować jako wspomagające, a nie jako koronny dowód – zaznacza nasz rozmówca.

Wcześniej Czarneckiego i Marka Ch. poddano konfrontacji, ale nie przyniosła ona przełomu. – Panowie zostali przy swoich wersjach – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy. Dlatego sięgnięto po badanie, które jest uznawane za kontrowersyjne, zwłaszcza wobec świadków.

Badanie przeprowadzono w siedzibie Prokuratury Okręgowej w Warszawie, w ramach tzw. pomocy prawnej. Rozpoczęło się rano, a zakończyło po kilku godzinach. Zestaw pytań, które biegły zadał Czarneckiemu, przygotował katowicki prokurator prowadzący śledztwo.

Leszek Czarnecki, bankier i deweloper, potajemnie nagrał spotkanie z szefem KNF Markiem Ch. w jego gabinecie. Jednak o najistotniejszej kwestii – rzekomej łapówce za pomoc bankom biznesmena – w nagraniu nie ma mowy; jej kwota miała się znaleźć na karteczce, jaką podsunął Ch. Według Czarneckiego zapisał na niej 1 proc. (wartości banków w ciągu trzech lat, co daje ok. 40 mln zł – jak podała „Gazeta Wyborcza", która ujawniła sprawę).

Sprawa dowodowo nie jest łatwa – to słowo przeciwko słowu. Czy rozstrzygające okaże się badanie na tzw. wykrywaczu kłamstw?

Przełomowe albo nie

Pokazuje ono reakcje organizmu na zadawane, ustalone wcześniej, pytania krytyczne dotyczące sprawy. Powstały graficzny wykres zmian fizjologicznych organizmu (pulsu, ciśnienia, oddychania) odczyta i opisze biegły w opinii. Wyniki są dowodem wspomagającym, w tym przypadku mogącym przemówić za prawdziwością którejś z wersji – biznesmena lub byłego szefa KNF.

– Wyniki będą pomocnicze, ale mogą być przełomowe. Mamy nadzieję, że pomogą zakończyć wątek dotyczący rozmowy Leszek Czarnecki – Marek Ch. – mówi nam osoba z wymiaru sprawiedliwości.

Marek Ch. już usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (dla znajomego radcy prawnego, którego zatrudnienie miało być warunkiem pomocy bankom Czarneckiego).

W katowickim śledztwie przesłuchano kilkanaście osób, w tym dwukrotnie mec. Grzegorza Kowalczyka (radcę prawnego, którego chciał w banku biznesmena ulokować Ch.).

Sam wariograf budzi kontrowersje – z rezerwą podchodzą do niego prokuratorzy i sądy. Jednak na etapie śledztw pozwalają wykluczyć lub potwierdzić np. związek wytypowanych osób ze sprawą.

Emocjonalne ślady

Sąd Najwyższy w wyroku z 2015 r. podkreśla, że „ekspertyza wariograficzna (poligraficzna) służy ujawnieniu i zabezpieczeniu emocjonalnych śladów określonych zdarzeń w psychice badanego, a więc ustaleniu istnienia u niego wiedzy (bądź stwierdzenia jej nieistnienia) o realiach danego zdarzenia". Podkreśla się przy tym, że badanie wariografem nie powinno być podstawą do wyciągania wprost na jego podstawie wniosków co do wiarygodności danej osoby, wariograf nie jest więc – mimo obiegowych opinii – „probierzem prawdomówności czy wykrywaczem kłamstw".

Jednak historia kryminalistyki zna sprawy, w których wariograf pomógł śledczym odkryć prawdę. Na badanie wariografem nie zgodziła się np. Katarzyna W. z Sosnowca, która – jak się później okazało – zabiła swoją córeczkę Magdę (na eksperyment zgodził się tylko jej mąż).

Po wariograf sięgnięto w sprawie brutalnego morderstwa w 2015 r. w Warszawie przy ul. Stalowej matki i jej dwojga dzieci. Kobietę zabiła jej znajoma Magdalena M. Wariograf wykluczył związek ze zbrodnią kilkorga zatrzymanych osób.

„Wykrywacz kłamstw" pomógł też w sprawie Grzegorza T. z Warszawy, który zabił swoją ciężarną konkubinę. Kobieta zniknęła w 2006 r., długo uchodziła za zaginioną. Jej zwłoki odnaleziono pięć lat po zabójstwie. Grzegorz T. zgodził się na badanie wariografem – sądził, że zapanuje nad reakcjami, jednak maszyny nie oszukał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA