fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wizyta Angeli Merkel w Warszawie

Powitanie kanclerz przed Kancelarią Premiera. Na zdjęciu: Angela Merkel i Beata Szydło.
PAP, Radek Pietruszka
Angela Merkel chce ratować Unię, Jarosław Kaczyński uniknąć izolacji. Dlatego są skazani na współpracę.

Kanclerz Niemiec przyjechała do Polski w ramach objazdu wszystkich stolic Unii. Cel: zapobiec rozpadowi Wspólnoty boleśnie osłabionej Brexitem, falą populizmu i zwycięstwem Donalda Trumpa, który zasadniczo chce jej dezintegracji.

Jednak w opublikowanym tego samego dnia wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung" Kaczyński przedstawił plan, który w Berlinie jest uważany za receptę na jeszcze większy paraliż Wspólnoty. – Trzeba zmienić unijne traktaty, wzmocnić państwa narodowe i zredukować kompetencje UE – oświadczył lider PiS.

Merkel w Warszawie próbowała tę minę rozbroić. – Powołanie konwentu to bardzo skomplikowana procedura, przed jej uruchomieniem musimy się upewnić, że mamy tu wspólne stanowisko, a nie idziemy do tych negocjacji z 27 różnymi stanowiskami – powiedziała. W jej otoczeniu można było usłyszeć, że jeśli Niemcy miałyby w ogóle poprzeć otwarcie traktów, to po to, aby kompetencje Brukseli wzmocnić, a nie je osłabić. Oba kraje dzieli też wizja rozwiązania sporu o polski Trybunał Konstytucyjny i szerzej rola Unii jako wspólnoty wartości, a nie tylko interesów. W wywiadzie dla „FAZ" Kaczyński przyjął w tej sprawie twardą linię, tym bardziej że jego zdaniem po wyborze Trumpa „Ameryka nie wydaje się interesować wewnętrznymi sprawami naszego kraju. I dobrze". Merkel znów szukała kompromisu, przypominając, jak to za czasów Solidarności i Lecha Wałęsy Polska była dla niej inspiracją wolności i demokracji i – w domyśle – taką powinna pozostać. Dlatego, przyznała kanclerz, liczy, że nasz kraj prześle do Brukseli konstruktywne odpowiedzi, które rozwieją wątpliwości Komisji Europejskiej w sprawie Trybunału. Mamy na to czas do końca miesiąca.

Nie ma też na razie szans na polsko-niemieckie zbliżenie, jeśli idzie o system relokacji uchodźców. A prezes PiS przyznał nawet, że w znacznej mierze zgadza się z analizą Trumpa, iż Unia jest zasadniczo instrumentem realizacji niemieckich interesów w Europie. – To nie jest zdrowa sytuacja – uznał.

Szydło, która na konferencji prasowej nie odpowiedziała na próbę przejścia Merkel na „ty", podkreśliła, że nie zgadza się na budowę gazociągu Nord Stream 2 i zapowiedziała, że Polska może mocniej zaangażować się w działania Unii na rzecz powstrzymania zmian klimatycznych, ale pod warunkiem uszanowania naszego „mixu energetycznego", czyli przemożnej roli węgla. Merkel od lat stawia na rozwój odnawialnych źródeł energii.

Te różnice, choć ważne, nie rozsadzą jednak współdziałania Polski i Niemiec. Mimo retoryki Kaczyńskiego w negocjacjach w Brukseli polskie władze nie występują o otwarcie unijnych traktatów, porozumienie zaś z Turcją i zasadniczy spadek w ub.r. fali imigracji powodują, że polski opór przed przyjęciem uchodźców nie razi już tak bardzo w Berlinie, jak kiedyś.

Od tego czasu pojawiły się natomiast nowe punkty wspólne. Jednym z nich jest rosnąca obawa przed Trumpem. Jeszcze niedawno szef MSZ Witold Waszczykowski uważał, że nowa prezydentura nie tylko nic nie zmienia, ale wręcz stwarza nowe możliwości. Szydło była już jednak o wiele bardziej ostrożna. – Będziemy szukali pól do współpracy, przyglądamy się działaniom prezydenta Trumpa – powiedziała. A Merkel zastrzegła, że chce rozwijać współpracę transatlantycką, ale na podstawie „wspólnych wartości".

Zbliżona ocena sytuacji w USA, a także zagrożenia ze strony Rosji i konieczności utrzymania sankcji, zaczynają owocować zdwojonym zainteresowaniem Polski i Niemiec budową europejskiej polityki obronnej. Merkel starannie podkreśliła w Warszawie, że Niemcy, niegdyś zawładnięte pacyfizmem, teraz znacząco podnoszą budżet na obronę. – Nie życzyłbym sobie wojsk niemieckich na polskim terytorium. Przynajmniej siedem pokoleń musi minąć, zanim to będzie dopuszczalne – mówił w kwietniu 2014 r. Kaczyński. Ale we wtorek Szydło chwaliła Merkel za udział „we wzmocnieniu flanki wschodniej" (choć Niemcy stacjonują na Litwie). To pokazuje, jak bardzo zmieniło się podejście do sąsiada zza Odry w obozie PiS.

Oba kraje podzielają też strategię negocjacji rozwodowych z Wielką Brytania, które formalnie mogą się już rozpocząć pod koniec przyszłego miesiąca. I nie jest nawet wykluczone, że polski rząd wycofa się z bezprecedensowej odmowy poparcia własnego obywatela na czele Rady UE. Szydło powiedziała we wtorek, że za wcześnie na decyzję w sprawie Donalda Tuska, a zostanie ona podjęta w powiązaniu z „reformami Unii". Zdecydowaną zwolenniczką wsparcia byłego premiera jest Merkel.

Od lipcowego szczytu NATO do Polski poza żegnającą się z Unią Theresą May na rozmowy dwustronne nie przyjechał żaden przywódca dużego kraju UE. Sama wizyta Merkel jest więc niewątpliwie sukcesem rządu PiS. Ale w Warszawie kanclerz zapowiedziała coś więcej: że nie zgodzi się na budowę w ramach Unii „ekskluzywnych" klubów, do których wstępu nie miałaby Polska. To fundamentalna dla naszego kraju gwarancja, że nie znajdziemy się na marginesie Wspólnoty. We Francji, Włoszech, Hiszpanii wielu nie miałoby nic przeciw takiemu scenariuszowi.

Kilkugodzinna wizyta niemieckiej kanclerz, pierwsza od objęcia władzy przez PiS, była utrzymana pod ścisłą kontrolą. Przynajmniej ze strony polskiej. Na konferencji po spotkaniu Angeli Merkel z Beatą Szydło spośród krajowych dziennikarzy do zadawania pytań byli dopuszczeni tylko ci z PAP i TVP. A po kluczowej wieczornej rozmowie Jarosława Kaczyńskiego z szefową niemieckiego rządu w hotelu Bristol w ogóle nie przewidziano spotkania z prasą.

Bo też polskie-niemieckie partnerstwo, choć trwa, jest dziś raczej niepewne. I lepiej nie prowokować incydentów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA