fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rafał Trzaskowski: Nowa Solidarność jest już gotowa

Nie można wykluczyć działania osób trzecich, ale według mnie przesył obarczony jest wadą systemową - mówi prezydent Warszawy
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Propaganda rządowa z problemu próbuje zrobić apokalipsę, ale to czysta rozgrywka polityczna– twierdzi Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Czy można było uniknąć drugiej, większej awarii kolektora doprowadzającego ścieki do oczyszczalni „Czajka” w Warszawie?

Nie, wady były systemowe i ukryte. Rok temu do awarii doszło w miejscu, w którym dochodziło do łączenia rur z tworzywa ze stalowymi, był beton, załamania itd. Po remoncie 106 metrów przesyłu wszyscy byli zdania, że to rozwiązanie będzie jeszcze funkcjonalne przez kilka lat. Tym razem awaria nastąpiła w innym miejscu. Na tej części przesyłu, która nie była naprawiana rok temu. Niedługo będziemy w stanie stwierdzić, co tak naprawdę stało się tym razem, bo dopiero spompowano wodę z tunelu.

Nie można było tego na tyle uszczelnić, by nie doszło do ponownego wypadku?

Gdyby rok temu pojawiała się choć jedna opinia czy ekspertyza, że może dojść do ponownego rozszczelnienia czy usterki nie zdecydowalibyśmy się na remont tylko zadziałali tak jak dziś. Ten przesył ma wadę systemową. Druga awaria utwierdza mnie w tym przekonaniu. Cały czas sprzątamy po wszystkich poprzednikach, którzy podjęli mnóstwo błędnych decyzji. Najpierw była kontrowersyjna koncepcja w 1998 roku, potwierdzona w 2005. W 2006 roku zdecydowano o tym, by puścić dwie nitki przesyłu w jednym tunelu, a nie w dwóch osobnych tunelach, jak zakładał pierwotny projekt. A gdy jedna nitka ulega awarii to wpływa to na drugą nitkę i dokładnie tak stało się rok temu. Wtedy zdecydowaliśmy się na remont, częstsze kontrole i przeglądy. Taka była rekomendacja ekspertów, a instytucje kontrolne to potwierdziły. Wszyscy jednak odpowiedzialnie stwierdziliśmy, że naprawiany przesył nie może być rozwiązaniem docelowym. Dlatego równolegle z naprawą kolektora zaczęliśmy prace nad nowym, alternatywnym przesyłem. Wszystko wskazywało na to, że mamy na to kilka lat. Ta awaria pokazuje, że przesył, który powstał za czasów moim poprzedników jest wadliwy i w zasadzie nie można już liczyć na to, że może wrócić do użytkowania.

„Przeglądy odbywały się regularnie, ostatni zakończył się dzień przed awarią”? To jest winien zaniedbaniu?

To jedna z bardziej skomplikowanych inwestycji. Była realizowana również pod presją czasu, bo wiele lat zwlekano z jej rozpoczęciem. Za czasów PiS-u istniała poważna groźba utraty pieniędzy z Unii Europejskiej i trzeba było je ratować. Ekspertyzy wskazują na wiele ukrytych błędów systemowych i projektowych, które doprowadziły do pierwszej awarii. Trudno jest więc dziś wskazać jedną konkretną winną firmę, czy osobę. Przeglądy niczego nie wykazały, natomiast druga awaria dowodzi, że ukrytych błędów było znacznie więcej i nie zostały one wcześniej wykryte. Szef wód polskich twierdził, że przesył może doznać awarii, ale nie przedstawił żadnych szczegółowych analiz na potwierdzenie swojej tezy. My spodziewaliśmy się, że stary kolektor może w przyszłości ulec awarii, dlatego rozpoczęliśmy prace nad przygotowaniem nowego kanału pod Wisłą. Nikt natomiast nie spodziewał się, że do kolejnej awarii dojdzie tak szybko. Jeszcze za wcześnie, by powiedzieć, czy przyczyną były wyłącznie ukryte wady starego systemu przesyłowego, czy dodatkowo wystąpiły błędy ludzkie. Prokuratura i CBA prowadzą śledztwo dotyczące pierwszej awarii i teraz zaczynają śledztwo w sprawie drugiej. Te służby wykażą, czy mieliśmy do czynienia z błędami. Mam nadzieję, że służby państwa zachowają przy tym elementarną bezstronność. Ale my również powołamy własną komisję.

Czy ma pan sobie coś do zarzucenia od strony nadzoru?

Po pierwsze warto pamiętać, że spółka ma swój Zarząd, nadzorowana jest przez jednego z wiceprezydentów, a ten przeze mnie. W zeszłym roku stanęliśmy na głowie, żeby naprawić stary rurociąg w trzy miesiące i część stupięćdziesięciometrowa została doprowadzona do porządku. W międzyczasie zajęliśmy się przygotowaniem projektu budowy nowego przesyłu . MPWiK podpisało umowę z dużą firmą niemiecką, która poddała szczegółowej analizie wszystkie możliwości nowego rozwiązania docelowego. Dzięki temu byliśmy gotowi wejść w fazę koncepcyjną. Nie zmarnowaliśmy tego roku i dlatego teraz jesteśmy gotowi rozpocząć prace nad tą inwestycją. Właśnie wpłynęły oferty od firm. Ten przewiert chcemy zrealizować w nadzwyczajnym tzw. awaryjnym trybie. Dzięki temu  mamy szansę wybudować nowy przesył w kilka miesięcy a nie trzy lata, jak wcześniej planowaliśmy. Do tego potrzeba jednak zgody Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który gdy dochodzi do awarii wydaje dostosowaną do sytuacji decyzję, dzięki której można dokonywać naprawy w zupełnie innym trybie, bez potrzebnych zezwoleń. Do momentu drugiej awarii działaliśmy w standardowym trybie, stąd trzy lata, gdyż w tym trybie inwestycja wymaga wiele opinii, uzgodnień i zgód. Warto dodać, że już po wybudowaniu przesyłu trzeba uzyskać pozwolenie na rozwiązanie ostateczne, czyli podłączenie nowego kolektora do systemu wodno-kanalizacyjnego i ten proces również zajmie dużo czasu. Tak wygląda to od strony prawnej przepisy. Ale dziś najpilniejsze jest zatamowanie przepływ ozonowanych ścieków do Wisły, a więc most pontonowy, po którym poprowadzimy przesył tymczasowy.

Czy mieszkańcy stolicy pijący wodę z kranu ryzykują zdrowiem? Minister Dworczyk powiedział, że nie jest tak odważny i nie zaryzykowałby wypicia warszawskiej kranówki.

To nonsens. Może Pan Minister nie wie, że awaryjny zrzut ścieków jest na samej granicy Warszawy, a ujścia wody pitnej są 10 kilometrów powyżej tego zrzutu. Woda w stolicy jest bezpieczna, dokładnie tak samo, jak była rok temu, przy pierwszej awarii. Wisła nadal płynie w tę samą stronę. Natomiast poniżej tego zrzutu ścieki są ozonowane, więc jeżeli chodzi o zagrożenie bakteryjne, to ono jest zlikwidowane prawie do zera. Występują jednak innego rodzaju zagrożenia. Zanieczyszczenia mogą się zbierać w zakola. Według pomiarów sprzed roku wynika, że zagrożenia nie było już w Płocku, nie mówiąc o dalszym biegu Wisły. Wbrew temu co słyszymy, nie mamy do czynienia ze spektakularną katastrofą ekologiczną, choć oczywiście nie możemy problemu bagatelizować. Przed 2007 rokiem wszystkie ścieki były spuszczane do Wisły i nikt nie mówił o katastrofie. Miesiąc temu doszło do wycieku szkodliwych substancji z Orlenu pod Płockiem i nikt nie robił z tego wielkiego problemu, nikt też nie wpadł na to, żeby premiera, ani nawet ministra obarczać odpowiedzialnością. Propaganda rządowa z problemu próbuje zrobić apokalipsę, ale to czysta rozgrywka polityczna.

Czy w tym przesyle mogło dojść do sabotażu?

Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Jak rozumiem to jedna z hipotez, którą MPWiK chce wykluczyć. Stąd służby będą badały również taką możliwość. Kolejna awaria wystąpiła to równo rok po pierwszej awarii i eksperci, którzy badali sprawę byli przekonani, że przesył będzie działał jeszcze kilka lat. Dziś nie można wykluczyć, działania osób trzecich, choć ja jestem raczej zdania, że cały przesył obarczony jest wadą systemową. Przy okazji warto zaznaczyć, że Prokuratura od roku prowadzi postępowanie, dopiero jednak teraz wybrała firmę, która oceni sytuację.

Czy inne miejscowości poza Warszawą są zagrożone? Co z wodą pitną poniżej przesyłu?

Rok temu nie było zagrożenia nawet w Płocku. W tym roku wody w Wiśle jest więcej, a bazując na doświadczeniach sprzed roku, można stwierdzić, że dziś zagrożenia nie ma. Natomiast parametry wody będą mierzone, przez służby rządowe, ale również przez służby miejskie w Płocku, by upewnić się, czy zagrożenie nie występuje.

Miał pan wystartować z „Nową Solidarnością”. Czy w związku z awarią projekt upadł?

Nie. Projekt jest gotowy, przesuwamy tylko jego start.  Jak ogłaszałem start ruchu nie mogłem przypuszczać, że równo rok po pierwszej nastąpi druga awaria. Odziedziczyłem po prostu źle zrobiony przesył, gdzie nagromadziła się masa błędów, popełnionych przez ludzi, którzy ten projekt planowali i realizowali. I po prostu sprzątam po poprzednikach. Raz sobie z tym problemem próbowaliśmy poradzić, stan kolektora okazał się jednak znacznie poważniejszy niż przewidywali eksperci.

„Nowa Solidarność” wystartuje z opóźnieniem?

Muszę w tej chwili opanować awarię w Warszawie – to naturalne, że na tym się teraz skupię. Za to płacą mi warszawiacy. Nie chciałem startować na prezydenta RP, bo miałem poczucie konieczności zajęcia się stolicą. Dopiero fakt skrócenia kampanii i zmiany okoliczności sprawiły, że wystartowałem. Teraz podkreślam – nie będę budował partii politycznej. Muszę skupić się na Warszawie. Buduje ruch przed którym długi marsz i sporo pracy. Mamy trzy lata i chcemy skupić się na pracy ideowej i programowej. Na szukaniu ludzi i pracy organicznej, bo na to partiom zawsze brakuje czasu.  Jednak do momentu zatamowania ozonowanych ścieków postanowiłem wstrzymać inaugurację Ruchu.

„Nowa Solidarność” jest krytykowana m.in. przez Władysława Frasyniuka, który przestrzega przed tym nazewnictwem. Są wątpliwości dotyczące tego, że jest to ruch afiliowany przez partię.

Jesteśmy przyzwyczajeni do prostych rozwiązań – albo ktoś buduje partię, albo nie. To stare myślenie. Ja nie zamierzam budować partii, która ma dzielić opozycję i działać w kontrze do Platformy Obywatelskiej i innych partii politycznych. Ugrupowania polityczne mają swoje zadania – walczą w parlamencie, punktują opozycję itd. Ja doszedłem do wniosku, że do wygrania wyborów za trzy lata potrzeba instrumentów, których partie nie są w stanie wypracować, bo z konieczności koncentrują się na czym innym. Trzeba zagospodarować energię ludzi, którzy nie chcą się angażować w struktury polityczne. Uważam, że PO, Lewica, Ruch Hołowni i każdy ruch obywatelski powinni współpracować, a nie się wzajemnie krytykować. PiS jest całkowicie bezwzględny w używaniu wszystkich dostępnych instrumentów państwa do wygrywania wyborów i jeśli się nie porozumiemy, to nie wygramy kolejnych wyborów. Zadaniem ruchu nie jest budowanie alternatywy dla partii politycznych, tylko zaplecza intelektualnego, sieci wolontariuszy, organizowanie zbiórek podpisów pod obywatelskimi projektami ustaw, przygotowanie do wyborów, jeśli chodzi o możliwość dotarcia do ludzi, z którymi nie rozmawialiśmy z powodu słabszych struktur partyjnych – np. na Podkarpaciu. Spokojnie tłumaczę koleżankom z Platformy, Szymonowi Hołowni i innym partiom politycznym, jakie są nasze zamiary.

Jak ruch może być apolityczny, skoro na jego czele staje wiceprzewodniczący partii?

Można być w partii, próbować ją zmieniać i można organizować ruch ludzi, którzy do partii nie należą. Gdybym dziś zrezygnował z członkostwa w partii politycznej, to wszyscy byliby przekonani, że buduję nową. A ja tego nie robię. Dostałem dużo sygnałów od ludzi, którzy chcą się angażować, ale poza partią. Stąd pomysł na ich organizację. Mamy trzy lata, by przygotować się do wyborów. Partiom jest to trudno zrobić, bo zajmują się bieżącą polityką. A tak w sposób organiczny możemy budować sieć poparcia w tych obszarach, w których partie są słabsze.

Nie za dużo srok za ogon próbuje pan złapać? Szef ruchu, prezydent Warszawy, wiceprzewodniczący Platformy  Obywatelskiej.

Gdybym się wycofał i został tylko prezydentem Warszawy, to krytykowano by mnie, że nie chcę wziąć na siebie odpowiedzialności. Poza tym mamy trzy lata. Startujemy dziś, żeby nie zmarnować czasu, ale myślmy jak maratończyk. Nie narzucajmy dużego tempa na początku biegu, bo daleko nie dobiegniemy.
 

Donald Tusk będzie wspierał „Nową Solidarność”?

Nie rozmawiałem z nim na ten temat. Opieram się na samorządowcach, ale nie wykluczam, że porozmawiam również z nim, bo w jego wywiadach widziałem pewną troskę co do przyszłości opozycji. Będę wszystkim tłumaczył sens tworzenia i trwania nowego ruchu obywatelskiego.

Czy chwali pan sobie współpracę z rządem? Mariusz Błaszczak mówił, że jest pan niekompetentny.

Zdziwiłbym się, gdyby powiedział, że jestem kompetentny. To byłby news. Pan Mariusz Błaszczak powinien pamiętać, że sprzątam także po jego formacji politycznej. Złośliwości po stronie rządu jest zresztą mnóstwo. Tym razem rząd powiedział, że wojsko może nam wybudować most, ale sami musimy tym procesem zarządzić i za niego zapłacić. Mam też nadzieję, że aparat państwa nie będzie wykorzystany, by utrudnić nam pracę – ostatnio niestety tak było - nie przypominam sobie, żeby aparat państwa PIS był tak gorliwy w badaniu swoich licznych uchybień. Szkoda, że PiS na awarii i nieszczęściu robi politykę. Przy pierwszej awarii zrobiłem jeden błąd – byłem przekonany, że nikomu o zdrowych zmysłach nie przyjdzie do głowy, by mnie obarczać tym, co się stało. Zabrałem się za rozwiązanie problemu, nie tłumacząc, z czyich dokładnie zaniedbań on wynikał. Jeśli w  takiej sytuacji rząd przychodzi z pomocą samorządowi, to nie wynika to ze słabości włodarza, a z naturalnej kolei rzeczy. To rząd ma saperów, potrzebne służby, prezydent miasta nie ma takich możliwości. Tak dzieje się na całym świecie. Rok temu partyjnej propagandzie udało się ludziom wmówić, że awaria to moja wina, a pomoc rządu jest świadectwem niekompetencji samorządu. Dlatego tym razem próbuję to wytłumaczyć.

A nie próbuje pan wmówić Polakom, że sprząta po Lechu Kaczyńskim?

Nie tylko po nim. Błędne decyzje zaczęły się ponad dwadzieścia lat temu i dotyczyły wszystkich ekip rządzących Warszawą. Trudno mówić, że osoba dziedzicząca błędy jest za nie odpowiedzialna. To trup w szafie, którą odziedziczyłem. Na moje barki spadła odpowiedzialność sprzątania po wielu błędach i zaniechaniach poprzedników.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA