fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niewidzialne miliardy Putina

„W trumnie kieszeni nie ma” – w ten sposób swoje podejście do pieniędzy prezydent Rosji przedstawił w rozmowie z amerykańskim reżyserem Oliverem Stone’em
AFP
Od lat mówi się o gigantycznym majątku rosyjskiego prezydenta, ale dotychczas nikomu nie udało się go odnaleźć.

W związku z toczącą się kampanią wyborczą powraca temat dochodów rosyjskich polityków. Pierwszy ze swoich dochodów rozliczył się kandydat komunistów Paweł Grudinin, dyrektor słynnego podmoskiewskiego sowchozu im. Lenina. W ciągu sześciu lat zarobił ponad 157 mln rubli (równowartość 9,5 mln zł). By ubiegać się o najwyższy urząd w Rosji, musiał – jak napisała agencja TASS – zrezygnować z pięciu rachunków w austriackich bankach i pozbyć się zagranicznych papierów wartościowych wartych 7,5 mld rubli (450 mln zł).

Podane przez rosyjską Centralną Komisję Wyborczą (CIK) informacje podchwyciły rosyjskie media. Wyjaśnień od Gudinina domaga się inny kandydat na prezydenta, nacjonalistyczny lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimir Żyrinowski. Nie z powodu wartości majątku, lecz z powodu posiadania go na Zachodzie.

Tymczasem startujący jako niezależny Władimir Putin uzbierał już ponad 700 tys. podpisów i nie zamierza się powstrzymywać, mimo że według rosyjskiego prawa CIK może przyjąć najwyżej 315 tys. Z dochodów rozliczy się, gdy oficjalnie zostanie kandydatem na prezydenta, ale z jego ubiegłorocznej deklaracji wynika, że zarabia mniej niż dyrektor sowchozu i cały swój majątek posiada na terenie Rosji. W 2016 roku tak samo jak w poprzednim zarobił 8,8 mln rubli (równowartość 520 tys. zł). Na własność ma mieszkanie, niewielką działkę, garaż i trzy samochody osobowe – Niwę i dwie Wołgi, których produkcja zakończyła się w 1970 roku.

– W ten sposób prezydent demonstruje społeczeństwu, że żyje skromnie. Tylko po to Kreml co roku publikuje te deklaracje. Ciekawe, ilu Rosjan wierzy w to, że prezydent utrzymuje się wyłącznie ze swojego wynagrodzenia – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Nikołaj Pietrow, politolog z prestiżowej moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii.

Pod koniec października dziennikarze śledczy z międzynarodowej organizacji Organised Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP) podliczyli, że majątek najbardziej zaprzyjaźnionych z prezydentem biznesmenów i członków jego rodziny jest wart około 24 mld dol.

Chodzi o zaledwie 20 osób. Wśród nich są starzy przyjaciele Putina: bracia Arkadij i Boris Rotenbergowie oraz Giennadij Timczenko. Firmy, na czele których stoją od kilkunastu lat, wygrywają najważniejsze przetargi w kraju. Ale na liście bogatych przyjaciół prezydenta Rosji są nie tylko biznesmeni.

OCCRP zamieścił tam również wiolonczelistę Siergieja Roldugina, który jest ojcem chrzestnym starszej córki Putina Marii. Jego nazwisko pojawiało się w światowej prasie, gdyż wypłynęło w dokumentach Panama Papers. Wtedy też pojawiła się informacja o jego związkach z zarejestrowanymi w rajach podatkowych spółkami, przez które przewinęło się prawie 2 mld dol.

Uwagę dziennikarzy przyciągnął również syn siostry ciotecznej prezydenta Michaił Szełomow. Pracując na stanowisku głównego specjalisty w petersburskiej spółce okrętowej Sowkomflot, w ciągu zaledwie kilku lat został posiadaczem aktywów wartych prawie 600 mln dol. Chodzi m.in. o akcje banku Rossija, nazywanego przez media „bankiem przyjaciół Putina”. Dotychczas nie znaleziono jednak żadnych dowodów na to, że rządzący od 17 lat prezydent Rosji ma jakikolwiek związek z majątkiem swoich przyjaciół.

– Majątkiem Putina jest jego nieograniczona władza. Nie ma w Rosji miliarderów, którzy swoich pieniędzy nie zawdzięczaliby Kremlowi. W każdej chwili może im wszystko zabrać – mówi Pietrow.

W 2015 roku Bill Browder, szef amerykańskiego funduszu inwestycyjnego Hermitage Capital (niegdyś jednego z największych zagranicznych inwestorów w Rosji) w wywiadzie dla CNN oszacowywał majątek prezydenta Rosji na 200 mld dol. Część tych pieniędzy, według Browdera, leży w szwajcarskich bankach.

– To tylko plotki, nie oparte na żadnych faktach. Nie ma tu o czym rozmawiać – mówi „Rzeczpospolitej” Aleksiej Muchin, rosyjski politolog blisko związany z Kremlem. – Jestem przekonany, że prezydent nie jest biednym człowiekiem, ale wszystko, co posiada, zarobił legalnie – dodaje.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA