fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatki

Podatki w nowym programie PiS

Według ostatniego sondażu, PiS cieszy się 45-proc. poparciem
Fotorzepa / Michał Kolanko
Podatkowy program PiS na kolejną kadencję wygląda interesująco. Warto jednak spojrzeć na niespełnione obietnice z tego szykowanego na poprzednie wybory.

W swoim nowym programie Prawo i Sprawiedliwość poświęciło cztery akapity reformie prawa podatkowego. Na pierwszy rzut oka propozycje te wyglądają całkiem atrakcyjnie.

Ciekawie brzmi zapowiedź zniesienia opłat skarbowych. Oznaczałoby to, że przy załatwianiu rozmaitych spraw w urzędach – od sporządzenia aktu małżeństwa po pozwolenia budowlane – nie będzie trzeba dreptać do kasy w urzędzie. To logiczne, bo w końcu urzędy pracują za pieniądze z naszych podatków. Wyciąganie od obywateli dodatkowych pieniędzy tylko za to, że urząd robi to, co powinien – bywa irytujące. Tylko, czy to nie jest pusta obietnica, skoro opłata skarbowa zasila budżety gmin, a te i tak zostaną mocno uszczuplone po obniżkach PIT?

PiS zamierza konsekwentnie poprawiać los dość nielicznej grupy małych firm, które działają w formie osoby prawnej (najczęściej spółki z o.o.). Obniżoną do 9 proc. stawkę CIT będzie można stosować przy rocznych obrotach 2 mln euro zamiast 1,2 mln euro tak jak dziś. To z pewnością korzystna zmiana. Jednak po obniżce CIT dla małych firm jakoś nie było widać wysypu nowych spółek, zakładanych przez małych przedsiębiorców. Sama obniżka podatku nie była najwyraźniej silnym magnesem, silniejszym niż koszt utrzymywania spółki i płacenia CIT obok PIT z własnych dochodów przedsiębiorcy.

Rządząca dziś partia zapowiada też porządki w prawie podatkowym poprzez m.in. wprowadzenie nowej ordynacji podatkowej. W programie PiS z 2014 roku też coś podobnego zapowiadano (pojawiała się nazwa „kodeks podatkowy”). Zapowiadało się nieźle: projekt nowej ordynacji powstał już dwa lata temu, po kilku latach pracy eksperckiej komisji. Jednak Ministerstwo Finansów pod pozorem wszechstronnych konsultacji długo zwlekało z nadaniem mu dalszego biegu. Ostatecznie projekt trafił do Sejmu tuż przed końcem kadencji, bez szans na uchwalenie.

W nowym programie nie ma ani słowa o VAT. Najwyraźniej uznano, że tu już nic zmieniać nie trzeba. Tymczasem w programie sprzed pięciu lat była zapowiedź obniżki z 23 do 22 proc. Owszem, zrobiono porządki polegające na ujednoliceniu rozbieżnych stawek na podobne towary. Ale podstawowa stawka ani drgnęła.

Dla przedsiębiorców borykających się z agresywnymi VAT-owskimi kontrolami fiskusa, pewien fragment starego programu PiS może zabrzmieć jak fantastyka albo ponury dowcip. Brzmiał tak: „Wprowadzimy zasadę, że przedsiębiorca nabywający towar lub usługę może zostać pozbawiony prawa do odliczenia VAT jedynie w przypadku popełnienia czynu zabronionego pod groźbą kary, udowodnionego mu w postępowaniu karnym lub karnoskarbowym, co położy kres represjonowaniu uczciwych podatników”. Komentarz dla niewtajemniczonych: brak prawa do odliczenia jest dla firm znacznie bardziej dotkliwy, niż obniżka stawki, a powyższej zasady nie wprowadzono w życie. Mało tego, prawo do odliczenia jest wciąż kwestionowane przy każdej okazji.

Warto czytać stare dokumenty. Choćby po to, by dojść do wniosku, jaką wartość mają te nowsze, pisane w tym samym miejscu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA