fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Piłsudski kontra Dmowski - zderzenie osobowości

Droga życiowa Dmowskiego splotła się z procesami odrodzenia narodowego narastającymi w obrębie społeczności polskiej od końca XIX stulecia. Na zdjęciu uroczystości pogrzebowe przywódcy endecji w Warszawie w styczniu 1939 r.
NAC
Działalność Romana Dmowskiego nie przypominała „impetu husarii, świetności poloneza, ale rytm powolny młota kującego granit". Zetknięcie z brutalną polityką rusyfikacyjną u Piłsudskiego i Dmowskiego przyniosło jednak podobne skutki w postaci trwałego urazu antyrosyjskiego.

W katalogu rocznic czczonych jako święta państwowe niewiele jest takich, które dokumentują polskie sukcesy. Dzień 11 listopada, symbolizujący odzyskanie niepodległości, stanowił datę szczególną z uwagi na rangę sukcesu. W dłuższej perspektywie, decydujące znaczenie miało przerwanie procesów asymilacji żywiołu polskiego przez obce państwowości, jakie przed rokiem 1914 dokonywały się w obrębie Rosji, Niemiec oraz Austro-Węgier – państw, które podzieliły pomiędzy siebie ziemie polskie. Liczyło się także pojawienie się Polski jako podmiotu prawa międzynarodowego.

U uczestników wydarzeń nastroje euforii splatały się z troskami natury bardziej prozaicznej. Po czterech latach wojny przemysł i infrastruktura były w ruinie; podobnie rolnictwo, niszczone obowiązkowymi dostawami na rzecz okupantów. Bieda była powszechna. W gruncie rzeczy „cud niepodległości" polegał nie tylko na pojawieniu się „z niczego", jak mawiano, całkiem sporego państwa, ale i na tym, że w krótkim czasie potrafiło ono zdobyć sympatię i zrozumienie dla swoich poczynań. Ludzie okazali się zdolni do wyrzeczeń, a krąg środowisk nawołujących do rewolucji na wzór rosyjski znalazł się w izolacji.

Polska odzyskała i utrzymała niepodległość, ponieważ w najtrudniejszym czasie znaleźli się ludzie z wyobraźnią, wolą działania i stosownymi umiejętnościami, kierowani przez przywódców mających zarówno potrzebny autorytet, jak i poczucie odpowiedzialności za całość. Wśród tych ostatnich kluczową rolę odegrali Roman Dmowski oraz Józef Piłsudski.

Z perspektywy czasu pamięta się raczej o tym ostatnim. Przywódca niepodległościowego nurtu w polskim ruchu socjalistycznym, twórca paramilitarnych oddziałów przygotowujących się do wojny z Rosją, podczas wojny ich nieustraszony dowódca, w roku 1917 uwięziony przez Niemców za sprzeciw wobec ich polityki. Po odzyskaniu niepodległości stanął na czele państwa w kluczowych pierwszych latach jego niepodległości, kierował także wojskiem w licznych starciach zbrojnych związanych z wytyczeniem granic odrodzonej Polski.

Decydujące toczyły się na wschodzie: walki we Lwowie wybuchły żywiołowo w początkach listopada 1918 r., jeszcze przed ukonstytuowaniem się suwerennej państwowości polskiej. Od lutego 1919 r. kolejnym przeciwnikiem wojsk polskich stała się Armia Czerwona. W 1920 r. dowodzone przez Piłsudskiego wojsko było w stanie odeprzeć najazd sowiecki. W powszechnym przekonaniu konfrontacja z państwem bolszewickim była wojną z Rosją, wpisując się w łańcuch walk o niepodległość toczonych w wieku XVIII i XIX. Zmuszenie przeciwnika do odwrotu jawiło się jako sprawiedliwa rekompensata za wcześniejsze upokorzenia i porażki. Ugruntowała ona mit Piłsudskiego jako zwycięskiego wodza. Po wojnie miał on kłopoty z dostosowaniem się do reguł gry demokracji parlamentarnej. Dysponując poparciem znacznej części polskiej sceny politycznej, nie potrafił zorganizować swoich zwolenników w stronnictwo. Gdyby system parlamentarny działał sprawnie, mogło to oznaczać koniec kariery politycznej dawnego Naczelnika Państwa. Stało się jednak inaczej i w wyniku przeprowadzonego w maju 1926 r. zbrojnego przewrotu Piłsudski ponownie zdobył władzę – tym razem uwolnioną od jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych, z brakiem możliwości jej odwołania w drodze wyborów włącznie.

Piłsudski – dyktator?

Historycy do dzisiaj się spierają, czy system wprowadzony przez Piłsudskiego był dyktaturą czy też nie – co ciekawe, obiekcje zgłaszają także badacze skądinąd skłonni do nadużywania terminu „dyktatura". W przypadku rządów po przewrocie 1926 r. podstawową przesłanką decydującą o ich klasyfikacji była niemożność ich odwołania w drodze mechanizmów prawnych. Oparciem dla nich była biurokracja oraz wojsko – i to był kolejny charakterystyczny element systemu. Reżim nie miał oporów przez sięganiem do cenzurowania prasy, posługiwaniem się fałszami wyborczymi ani też – gdy uznawał to za potrzebne – przed stosowaniem represji w postaci aresztowań, nawet na szeroką skalę (Brześć), czy poczynań obliczonych na zastraszanie elektoratu wyborczego, takich jak różne formy nękania działaczy partyjnych. Uwieńczeniem tych działań było utworzenie niesławnej pamięci tzw. miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej (1934). Działo się to jednak wszystko w specyficznym czasie, w klimacie niepewności i zagrożenia, w warunkach nasilających się napięć na tle narodowościowym i społecznym. Brutalność policji wynikała nie tylko z tego, że była ona narzędziem autorytarnego państwa, ale i z konieczności reagowania na realne zagrożenia z terroryzmem włącznie: początkowo głównie ze strony nielegalnej partii komunistycznej, potem nacjonalizmu ukraińskiego.

Piłsudski zmarł w 1935 r., dlatego nie mógł być obciążany odpowiedzialnością za wszystkie drastyczności; ich skala była zresztą nieporównanie mniejsza niż w przypadku dyktatury bolszewickiej (ZSRR) czy (po roku 1933) nazistowskiej w Niemczech. Mieszkańcy Polski przekonali się o tym po roku 1939, gdy po agresji obu państw i klęsce Polski przyszło im żyć w warunkach stworzonych przez nie systemów okupacyjnych. Także w realiach po 1945 r. – po znalezieniu się Polski w obrębie strefy wpływów ZSRR – przedwojenne reminiscencje na ogół (wyłączywszy środowiska związane z przedwojennym ruchem komunistycznym) już nie bulwersowały; silniej zaznaczały się nastroje nostalgii.

Postacią, która personifikowała dawną Polskę, był Piłsudski; wyłączywszy krąg elit, które w ocenie jego poczynań pozostawały podzielone (widoczne to było zwłaszcza na wychodźstwie, gdzie zachowały aktualność podziały na dawne nurty polityczne), w szerszej skali ważyły emocje ludzi uformowanych przez przedwojenny system szkolny, w którym kult Marszałka był jednym z kluczowych elementów tzw. wychowania państwowego. Irracjonalizm wielu elementów tego przekazu (przesadne oceny wpływu czynu legionowego na przebieg I wojny światowej, mit Piłsudskiego jako orędownika walki o wolność i równouprawnienie narodów, przeciwstawiany krótkowzrocznemu narodowemu egoizmowi) nie szkodził jego wiarygodności w powojennych realiach, gdy wszelkie racjonalne kalkulacje kończyły się pesymistycznymi wnioskami, polityka zaś w rosnącym stopniu rozumiana była nie jako gra interesów, ale pole ścierania się idei, czasem wręcz sprowadzana do dychotomicznej walki Dobra i Zła. W dwubiegunowym, pojałtańskim świecie idealizująca legenda pozostawiała Piłsudskiemu rolę bojownika o wszystko, co wzniosłe i szlachetne.

Na takim tle wielki rywal Piłsudskiego, Roman Dmowski, wypadał blado. Podczas pierwszych miesięcy tworzenia się niepodległego państwa pozostawał w Paryżu, pochłonięty udziałem w dyplomatycznej rozgrywce o granice Polski. Do kraju wrócił dopiero w początkach 1920 r., co oznaczało spóźnienie się do wyścigu o władzę. Inaczej niż Piłsudski, nie mógł zdyskontować dyplomatycznych sukcesów, gdyż te były względne. Nawet w odniesieniu do granicy zachodniej, gdzie – według własnej oceny – udało mu się osiągnąć 90 proc. wytyczonych wcześniej celów, było to za mało dla ludzi poddających się narodowej euforii. Jeśli zaś idzie o granicę wschodnią, to delegacja polska, mimo determinacji i wysiłków, nie osiągnęła w Paryżu sukcesu. Niemożliwe okazało się nie tylko przekonanie państw zachodnich do programu restytucji linii z 1772 r. jako granicy wschodniej państw związanych federacją z Polską, ale także programu, który uważał za optymalny: przyłączenia obszaru na zachód od linii dawnego II rozbioru, obejmującego jednak wszystkie większe „wyspy" zwartego osadnictwa polskiego. W tej sytuacji pozostało mu starać się osłaniać dyplomatycznie fakty dokonane się na wschodzie, co umiejętnie i z determinacją czynił.

Dmowski – polityk bez legendy?

W zestawieniu z barwną osobowością Piłsudskiego Dmowski postrzegany bywał jako polityk bez legendy. Zestawiając obie postacie, Ksawery Pruszyński, wybitny, związany z obozem konserwatywnym dziennikarz, w artykule ogłoszonym na łamach „Wiadomości Literackich" (styczeń 1939 r.) akcentował przepaść dzielącą kresowe dworki od przedmieść podwarszawskiej Pragi. Przecież Dmowski, nawet jako dyplomata i mąż stanu, zachował „właściwości wyniesione z zawodu, gdzie trzeba było wyliczać i wymierzać, a nie wyczuwać intuicją, nie osądzać »na oko«". W efekcie – pisał Pruszyński – działalność Dmowskiego nie przypominała „impetu husarii, świetności poloneza, ale rytm powolny młota kującego granit. System pracy nie znający zrywów, ale nie uznający i opadnięć. Człowiek z takiej gliny rządzi się mózgiem nie sercem, intelektem nie intuicją, hołduje dedukcji nie indukcji, przesłankom logiki bardziej niż wynikom doświadczenia. Tacy ludzie bywają wcieleniem porządku, antytezą chaotyzmu, tacy bywają pedantami, z takich rekrutują się samoucy. Taki przestrzega pilnie przepisów lekarza i nakazów ustawy, stosuje gimnastykę szwedzką".

Interesująca to opinia, jakkolwiek wbrew intencji autora mówi ona raczej o klimatach epoki. Znaczna część ówczesnych elit, jeśli nie wywodziła się ze szlacheckich dworków, to przynajmniej identyfikowała się z ich tradycją. Z takiej perspektywy Piłsudski postrzegany był jako element tradycyjnej Polski, natomiast Dmowski personifikować mógł Polskę nową, która dopiero nadchodzi, i dla wielu oznaczać może koniec ich świata.

Droga życiowa Dmowskiego splotła się z procesami odrodzenia narodowego narastającymi w obrębie społeczności polskiej od końca XIX stulecia. Kierowany przezeń ruch polityczny, rozgałęziony, stopniowo obejmujący wszystkie zabory, był częścią tego procesu, i to szczególną. Uważano, że w życiu społecznym, jak w przyrodzie, pierwotne formy życia ustępują miejsca bardziej złożonym; przy czym przełom wyznacza pojawienie się gatunków obdarzonych świadomością. Tak właśnie postrzegał swoje miejsce w społeczeństwie ruch, któremu Dmowski przewodził. W czasach, gdy nie tylko Polska była w niewoli, ale także dokonywał się zabór resztek wolnych od europejskich wpływów obszarów Afryki i Azji – nie powinny dziwić wnioski dyktowane obserwacją: że w rywalizacji państw i narodów rzeczywiście istnieje walka o byt, że zwyciężają najbardziej bezwzględni i że Polska zginie, jeśli Polacy nie dostosują się do narzuconych brutalnych reguł.

Zarówno ta filozofia polityczna, jak i działania skutkujące zaostrzeniem się walk partyjnych oraz narastaniem napięć na tle narodowościowym (w tym sporu polsko-żydowskiego) zaciążyły na pamięci o Dmowskim w stopniu chyba większym niż pamięć o drastycznościach dyktatury pomajowej. Z perspektywy czasu widać, że niektóre fronty walki Dmowski otworzył nazbyt pochopnie; w innych wypadkach – jak przy ocenach polityki orientacyjnej w przededniu I wojny światowej – opinie krytyczne gorzej wytrzymują próbę czasu. Nie ulega dziś wątpliwości, że Dmowski wytrwale dążył do stworzenia państwa niezawisłego, zdolnego do suwerenności gospodarczej dzięki dostępowi do kluczowych bogactw naturalnych, a także dostępowi do morza, politycznie związanego z państwami zachodnimi. Wizję takiego państwa zawierały memoriały składane rządowi brytyjskiemu w ciągu 1917 r. Zarówno zarysem terytorialnym, jak i usytuowaniem w obrębie powojennego porządku późniejsza Druga Rzeczpospolita stanowiła materializację tego programu – dlatego też, bez względu na to, że o kształcie jej granic na znacznym odcinku przesądziły skutki wojen, toczonych przez wojsko pod wodzą Piłsudskiego, Dmowski miał prawo uważać się za jednego z jej twórców.

Rosja czy Niemcy?

Tradycja i legenda wyolbrzymiają skalę różnic dzielących Piłsudskiego i Dmowskiego. W rzeczywistości łączyło ich o wiele więcej. Pokoleniowo obie postacie należały do tej samej generacji, w obu też wypadkach początki aktywności politycznej przypadły na lata edukacji w szkole średniej. Zetknięcie z brutalną polityką rusyfikacyjną u obu przyniosło podobne skutki w postaci trwałego urazu antyrosyjskiego. Jakkolwiek w powszechnym przekonaniu to Piłsudski, a nie Dmowski uważany jest za polityka antyrosyjskiego; wśród wypowiedzi tego ostatniego doprawdy trudno znaleźć taką, która zawierałaby choćby jedynie neutralne oceny Rosjan i ich państwa. Dominowały różne odcienie czerni; najdalej zapewne szła odnotowana w styczniu 1918 r. przez brytyjskiego dziennikarza Emile Dillona interpretacja okrucieństw rewolucji rosyjskiej jako efektu determinowanej względami biologicznymi skłonności do okrucieństwa i wandalizmu. Cokolwiek byśmy myśleli dzisiaj o podobnych poglądach, nie tworzyły one bariery we wzajemnych relacjach Piłsudskiego i Dmowskiego.

W podzielonym przed wybuchem I wojny światowej świecie Piłsudski postawił na blok niemiecki (Niemcy oraz Austro-Węgry), Dmowski na Rosję, wraz ze sprzymierzonymi z nią państwami zachodnimi. W obu wypadkach był to wybór trudny, pociągający za sobą kompromisy. W obu wypadkach pociągał za sobą ukrycie celów politycznych i był to warunek podjęcia gry z zaborcą w dążeniu do jego przechytrzeni". „Fraternizowałem z bydłem" – oceni Dmowski w liście do Ignacego Paderewskiego z roku 1917 swoją przedwojenną politykę orientacji na Rosję. Podobne emocje, wyrażające się w niechęci do Austriaków i Niemców, odnotowywali podczas wojny współpracownicy Piłsudskiego – po latach wspominał je jego adiutant Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Możliwości bardziej istotnych koncesji narodowych pojawiły się dopiero w trzecim roku wojny, jesienią 1916 r., wraz z ogłoszeniem przez Niemcy Aktu 5 listopada. Ciekawe są analogie w poczynaniach obu polityków. W uproszczeniu sprowadzały się one do zachęcania partnerów do ustępstw, potem zaś ich oprotestowywaniu jako niedostatecznych lub spóźnionych. Piłsudski nazywał to „licytacją sprawy polskiej wzwyż". Znamienne, że krótko przed aresztowaniem przez Niemców w lecie 1917 r. wyraził on nadzieję na podjęcie jej przez Dmowskiego na Zachodzie – co się ziściło, gdyż Dmowski rzeczywiście stosował podobną taktykę, i to z powodzeniem. 3 czerwca 1918 r. państwa alianckie ogłosiły w Wersalu deklarację, zapowiadając, że odbudowa niepodległej, złożonej z trzech byłych zaborów Polski staje się jednym z celów wojennych państw sprzymierzonych. Deklaracja ta określiła miejsce Polski w powojennym porządku politycznym.

Zdając sobie sprawę z kosztów konfliktu wewnętrznego, obaj przywódcy konsekwentnie unikali sytuacji, w których arbitrem w sprawach polskich mogłyby być państwa trzecie, nawet zaprzyjaźnione. Znane jest wystąpienie Dmowskiego z 28 stycznia 1919 r. przed Radą Dziesięciu – organem paryskiej Konferencji Pokojowej, składającym się z szefów rządów oraz ministrów spraw zagranicznych zwycięskich mocarstw. Zapytany o ocenę poczynań socjalistycznych gabinetów w odradzającej się Polsce nie miał oporów usprawiedliwiać ich, bez względu na to, że był w tym czasie ostro przez socjalistów zwalczany.

Z perspektywy czasu podziw budzi szybkie wyłonienie się jednego ośrodka władzy. Nie wygasiło to walki politycznej – jest ona zresztą w demokratycznym porządku czymś normalnym – ale określiło jej ramy. Kluczowe znaczenie miało osiągnięcie porozumienia dotyczącego wolnych wyborów – których wynik był potem respektowany. Sfera solidarności objęła także politykę zagraniczną, mimo zaznaczających się rozbieżności dotyczących polityki wschodniej. Piłsudski postrzegał wypracowany na Zachodzie program jako minimum; Dmowski wzdragał się przed ryzykiem programu bardziej ambitnego. Obaj przywódcy byli jednak zgodni co do konieczności podjęcia ryzyka polegającego na budowie państwa suwerennego i budzącego respekt. Krytyczny wobec wielu poczynań Piłsudskiego Dmowski dostrzegał i doceniał jego nieustępliwość w kontaktach z przedstawicielami mocarstw. Właściwa obu przywódcom umiejętność dostrzegania długofalowych interesów narodu i państwa, poczucie odpowiedzialności za całość, autorytet pozwalający na ograniczenie skali konfliktów wewnętrznych stanowiły fundament sukcesów tego państwa w kluczowych miesiącach i latach. ©?

Krzysztof Kawalec, profesor, historyk, Uniwersytet Wrocławski, dyrektor oddziału IPN we Wrocławiu

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA