Reklama

Recenzja filmu „Rebeka”

Młoda, bezimienna kobieta (w tej roli urocza i pełna wdzięku Lily James) wychodzi za wdowca Maxima de Wintera (Armie Hammer), o którym prawie nic nie wie. Mężczyzna zabiera ją do Manderley, rodzinnej posiadłości, w której wciąż odczuwalna jest obecność jego zmarłej żony, Rebeki, wyrażana nie tylko w pozostawionych przez nią przedmiotach, ale i we wspomnieniach innych osób, zwłaszcza jej osobistej służącej pani Danvers (Kristin Scott Thomas). Nowa pani de Winter obawia się, że nigdy nie dorówna nieżyjącemu już ideałowi. Czy słusznie?
Recenzja filmu „Rebeka”

Foto: materiały prasowe

Tak to wygląda w głośnej powieści autorstwa Daphne du Maurier, a także w jej pierwszej i najsłynniejszej adaptacji, którą w 1940 r. zrealizował Alfred Hitchcock. Tak również, przynajmniej na papierze, mają się sprawy w najświeższej ekranizacji „Rebeki", wyreżyserowanej przez Bena Wheatleya, który w wywiadach wielokrotnie się zarzekał, że projekt nie jest remakiem, a próbą dostosowania materiału źródłowego do współczesności. Tym niemniej nie sposób oceniać tego filmu w oderwaniu od dzieła mistrza suspensu, które, swoją drogą, nie należy do najlepszych pozycji w jego bogatej filmografii.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
Polska nie była imperium. I dobrze. Kacper Kita o micie imperium i nowej geopolityce
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Plus Minus
„Niebo. Rok w piekle”: Przejmująca cisza
Plus Minus
„Canes of Karabakh”: Złapać oddech
Plus Minus
„Ride 6”: Szalone i profesjonalne wyścigi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama