fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Władysław Bartoszewski: Ormianie sprzedali mnie Czeczenom

Fotorzepa, Darek Golik
Przejechaliśmy obok Ministerstwa Obrony, gdzie stały czołgi. Wymieniliśmy papiery na akcje i wróciliśmy. Najgorsze było to, że snajperzy strzelali w kogo popadnie. Było sporo bezsensownych ofiar. Potem, jak chodziłem do pracy, codziennie widziałem jakiś spalony samochód - mówi Władysław Teofil Bartoszewski, historyk.

Plus Minus: Skąd wziął się pomysł, by historyk i antropolog zajął się kupowaniem dużych przedsiębiorstw?

To były czasy, gdy runął mur berliński i pomyślałem, że zamiast siedzieć w Oksfordzie i teoretyzować, trzeba działać. Chciałem się dostać do branży konsultingowej, ale nie miałem żadnego doświadczenia. Dzięki prywatnym wejściom trafiłem do małej i trochę śmiesznej angielsko-francuskiej firmy, gdzie dano mi pół etatu. Tam się sporo nauczyłem i postanowiłem zająć się tym na poważnie.

Czyli rzucić uczelnię?

Gdy wybrałem biznes, zostało to bardzo źle przyjęte przez moich kolegów z Uniwersytetu w Warwick, gdzie wtedy pracowałem. Byłem nieusuwalny. Taka była moja pozycja. Wybrałem jednak niepewną drogę. Poszedłem do firmy, która się specjalizowała w strategicznym konsultingu w Europie Środkowej. Przyjechałem do Polski, żeby pracować, i po trzech dniach od przeprowadzki usłyszałem, że muszę jechać do Kijowa. Okazało się, że zdobyli akurat wie...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA