fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Tomasz Terlikowski: Azyl dla rodzin

Fotorzepa, Rafał Guz
Twierdzę, że Polska ma ogromne tradycje przyjmowania uchodźców politycznych i powinna do nich teraz powrócić. Zdanie to może zaskoczyć czytelników moich felietonów.

Jestem wszak znany jako przeciwnik przyjmowania uchodźców, nacjonalistyczny obskurantysta, tak różniący się od zwolenników przyjmowania uciekinierów, imigrantów i poszukiwaczy łatwej, bo socjalnej, kasy z budżetów państw zachodnich.

Proszę się nie niepokoić, moje poglądy się nie zmieniły. Nadal jestem zdania, że w pierwszej kolejności należy przyjmować chrześcijan i jazydów, a innych – jeśli nie są w stanie udowodnić, że są rzeczywiście prześladowani – wydalać do krajów pochodzenia. Opinia zaś, którą umieściłem powyżej, dotyczy nie tyle imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu, ile uciekinierów przed liberalnym i lewicowym zamordyzmem państw zachodnich. Dyktatura relatywizmu przybiera tam już postać absolutnie niezakamuflowanego totalitaryzmu, a Polska może i powinna być krajem, który przed nim broni.

O czym mówię? Ot, choćby o historii dwójki Norwegów, którym tamtejszy urząd Barnevernet chciał odebrać dzieci. Powód? Dziesięć lat wcześniej pewien urzędnik, który udał się do domu 13-letniej wówczas Natashy Olsen Myra (matki dzieci), uznał, że w jej pokoju jest bałagan, a ona sama jest na tyle zbuntowana (a do tego ma bałagan w pokoju), że można ją uznać za upośledzoną. Opinię taką wpisał on do protokołu. I choć od tamtego spotkania upłynęły lata, dziewczyna normalnie się rozwijała i kończyła szkoły, to gdy ze związku ze swoim konkubentem Erikiem urodziła bliźniaczki, urząd postanowił bez jakichkolwiek badań zabrać im dzieci.

Większość Norwegów, niestety, pogodziłaby się z tym i co najwyżej popłakała sobie w poduszkę, bo jeśli państwo decyduje, to zapewne ma rację. Ale Natasha najwyraźniej nadal była zbuntowana i dlatego dzieci nie oddała, a zamiast tego zaczęła o nie, początkowo w ramach prawa, walczyć. Urząd trochę się wycofał i skierował młodych rodziców do ośrodka, gdzie mieli się uczyć opieki nad dzieckiem. Jednak po jakimś czasie okazało się, że choć badania nie wykazują ani niedorozwoju, ani patologii, to urzędnicy i tak chcą odebrać Natashy i Erikowi dzieci. I wtedy Norwegowie zrobili to, co zrobiłby każdy normalny rodzic: zabrali swoje dzieci z ośrodka i uciekli z nimi. Dokąd? Tego oficjalnie nie wiadomo, ale norweskie władze wskazują na Polskę.

Nie wiem, czy tak rzeczywiście jest. Ale dla mnie nie ulega wątpliwości, że jeśli bohaterscy rodzice się ujawnią, to nasz kraj powinien otoczyć ich opieką. I mimo że ścigani są oni listem gończym przez Interpol, powinniśmy uznać ich za uchodźców prześladowanych przez zamordystyczne państwo. Takim osobom należy się ochrona i pomoc, a także realny status uchodźców.

Jeśli Norwegowie czy Amerykanie mogą go przyznawać osobom homoseksualnym, to my – w oparciu o naszą własną konstytucję, gwarantującą szczególny status rodzinie – przyznawajmy go rodzinom prześladowanym za normalność w Norwegii, Szwecji czy nawet sąsiednich Niemczech. W każdym z tych krajów rozmaite urzędy z pasją szukają rodzin, w których dzieci czasem krzyczą, płaczą albo mają siniaki. W każdym z nich uznaje się dzieci za własność państwa, a rodziców za osobników, którzy w najlepszym razie mogą skrzywdzić własne dzieci. Oba te założenia to zaś totalitaryzm, z którym każdy normalny, mający minimum poczucia wolności osobistej człowiek musi walczyć.

Takich ludzi jest naprawdę sporo. Powinni wiedzieć, że Polska jest oazą wolności. Tak jak była nią, gdy uciekali do niej protestanci z Francji, katolicy z Wielkiej Brytanii i Żydzi z całej Europy. Dziś Polska może stać się domem dla tych, którzy chcą żyć w rodzinie.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA