fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Niestabilność, globalizacja i polityka. Czego nas uczy pandemia?

AFP
Sprawnie działające struktury państwa są naszym wspólnym dobrem. Przejmowanie ich, jak gdyby były wyborczym łupem, to działanie ze szkodą dla nas wszystkich. Niszczenie instytucji – zamiast ich ostrożnej i przemyślanej naprawy – jest równoznaczne ze wspieraniem zarazy.

Czego – jeżeli czegokolwiek – uczy nas pandemia koronawirusa? Jej przejawy są oczywiste, widzimy je wszędzie wokół siebie: opustoszałe centra miast, przechodnie z maseczkami na twarzach, zamknięte stadiony, muzea i galerie handlowe. A ponad tym wszystkim: niewidoczna, ale dająca się wyraźnie wyczuć, atmosfera napięcia, stanu wyjątkowego.

Wyjątki bywają czasami ważniejsze od reguł. Z definicji zdarzają się rzadziej, ale to nie znaczy, że powinniśmy uznać je za nieinteresujące. Przeciwnie: nierzadko w pełniejszy niż tzw. norma sposób ilustrują to, jak rzeczy mają się naprawdę. Wyjątek odsłania to, czego na co dzień nie widać. A więc również to, o czym nie chcemy wiedzieć lub o czym wolimy nie pamiętać.

Niestabilna rzeczywistość

Pierwsza lekcja czasów zarazy jest chyba właśnie takim nieprzyjemnym i otrzeźwiającym przypomnieniem. Mówi ona: wszelki porządek jest kruchy. Historia jest nieprzewidywalna. Nie ma wpisanych w siebie żadnych reguł. Nie rządzi nią ani prawo wzrostu, ani rozkładu. Nie da się nią również zarządzać niczym jakimś gigantycznych rozmiarów przedsiębiorstwem. Kto wierzy, że dokonuje się w niej postęp, albo uważa, że można nią racjonalnie administrować, nie docenia tego, jak bardzo chaotyczny i irracjonalny potrafi być bieg wydarzeń. Wszystko to, co na co dzień uznajemy za stabilne i niewzruszone, bynajmniej takie nie jest. Nasza normalność nie powstaje, ani nie jest utrzymywana spontanicznie, siłą bezwładu. Wymaga stałych działań, ciągłego podtrzymywania. Ktoś musi zawsze stać na jej straży.

Głównym takim podmiotem, jak wyraźnie pokazuje pandemia Covid-19, pozostaje państwo. To ono posiada najważniejsze narzędzia zarządzania sytuacją nadzwyczajną. To ono jest – lub chociaż powinno być – w stanie zaprowadzić porządek wszędzie tam, gdzie rzeczywistość staje się chaotyczna i nieuporządkowana. Gdy wszystko inne zawodzi, dziś, podobnie jak to miało miejsce w czasie kryzysu finansowego roku 2008, a także w wielu innych przypadkach, zwracamy się do państwa, by przedsięwzięło odpowiednie działania. Może ono jednak być skuteczne jedynie wtedy, gdy posiada sprawnie działające instytucje. Dlatego dzisiejsza pandemia wystawia jak najgorsze świadectwo wszystkim tym – zarówno w Polsce, jak i za granicą – którzy swoimi działaniami doprowadzali do osłabienia lub wręcz paraliżu instytucji państwa. Nie jest przy tym ważne, czy chodzi o służbę zdrowia, wojsko, urzędy, publiczne media czy sądownictwo. Sęk w tym, że sprawnie działające struktury państwa są naszym wspólnym dobrem. Przejmowanie ich, jak gdyby były wyborczym łupem, to działanie ze szkodą dla nas wszystkich. Niszczenie instytucji – zamiast ich ostrożnej i przemyślanej naprawy – jest równoznaczne ze wspieraniem zarazy. W zależności od obszaru, o który chodzi, „dżuma" będzie oczywiście przyjmowała odmienną formę.

Gęsta sieć zależności

Z tego, że państwo okazuje się w sytuacji kryzysowej podmiotem niemożliwym do zastąpienia, nie wynika bynajmniej, że jest również w stanie samodzielnie sobie z nią poradzić. Skuteczne opanowanie pandemii koronawirusa wymaga szerokiej międzynarodowej współpracy w zakresie badań, wymiany informacji, koordynacji działań rozmaitych służb oraz na wielu innych obszarach. Wymaga, innymi słowy, skutecznego działania nie tylko instytucji państwowych, ale również międzynarodowych. W świecie zglobalizowanym – a więc takim, który stanowi jeden wielki system naczyń połączonych – złudzeniem jest myśl, że zarazę w rodzaju Covid-19 można skutecznie i trwale opanować na poziomie pojedynczego kraju.

Podobnie jest zresztą z szeregiem innych zagrożeń czy wyzwań, które nie dotyczą problemu zdrowia. Przykładem jest choćby sprawa masowych migracji. Nawet na poziomie geopolityki supermocarstwo, takie jak Stany Zjednoczone, nie może sobie pozwolić na brak działania w ramach szerokich koalicji międzypaństwowych. Dowiódł tego dobitnie spektakularny krach przeprowadzonej przez administrację George'a W. Busha na Bliskim Wschodzie politycznej krucjaty w imię demokracji i ropy naftowej. Również w gospodarce trudno wyobrazić sobie autarkię. A gdyby nawet dało się to zrobić, rezultatem byłaby niewątpliwie głęboka recesja, spadek poziomu życia i wynikające stąd zawirowania polityczne. Świat jest i w dającej się przewidzieć przyszłości pozostanie opleciony gęstą siecią międzynarodowych oraz międzykontynentalnych zależności ekonomicznych.

Dlatego skuteczne działanie w systemie rozciągniętych na całą planetę połączeń wymaga zdolności współpracy. Rozmaite narodowe (a w niektórych przypadkach wręcz nacjonalistyczne) wzmożenia to przejaw niemocy, ślepej wściekłości oraz atrofii politycznego instynktu. Szczególnie prawdziwe wydaje mi się to w naszej części świata. To, czy Europa będzie w XXI wieku podmiotem czy też przedmiotem w nowej światowej rywalizacji mocarstw, zależy bezpośrednio od tego, czy będzie zdolna działać jako jedność, czy też czeka ją rozpad po szwach narodowych czy jakichkolwiek innych.

Pandemia koronawirusa przypomina nam również boleśnie, w jak wielkim stopniu rozwinięte gospodarki zachodniej części świata są beneficjentami globalnej redystrybucji dóbr. Przeniesienie epicentrum wirusa z Chin do Europy uznać można za fakt o symbolicznej wymowie. Odpowiada przejściu z miejsca, w którym wiele towarów jest wytwarzanych po najniższych możliwych cenach (bez zabezpieczeń socjalnych siły pracowniczej oraz, nierzadko, odpowiednich warunków sanitarnych), do miejsca, w którym z owych dóbr się korzysta. To, że pandemia koronawirusa rozpoczęła się akurat w Chinach, jest oczywiście dziełem przypadku. Mogła rozpocząć się również np. w Afryce, jak ebola. W niczym nie osłabia to jednak symbolicznej wymowy kierunku transferu wirusa. Najbardziej narażeni na jego oddziaływanie są główni beneficjenci świata globalnych przepływów.

Zwierzęta polityczne

Twierdzenie to ma również swoją drugą stronę. Jeżeli rezultatem Covid-19 okaże się głęboka zapaść gospodarcza oraz związane z nią turbulencje polityczne, będzie tak w dużym stopniu dlatego, że znacząca część zachodnich gospodarek oparta jest na produkcji dóbr czy usług, które przyzwyczailiśmy się uznawać za normalne, ale które w istocie stanowią luksus. Wybujały konsumpcjonizm, na który pomstują przeciwnicy kapitalizmu z lewa i z prawa, okazuje się mieć swoją wymierną cenę. Dla Zachodu konsekwencje polityczne i gospodarcze pandemii koronawirusa mogą okazać się bardziej bolesne oraz wywrzeć szerszy i bardziej długotrwały wpływ niż w innych miejscach świata.

Wreszcie, ostatnia sprawa. Zaraza, która opanowała nasze miasta, przypomina nam również o tym, że człowiek jest przede wszystkim zwierzęciem politycznym. Nie możemy żyć poza wspólnotą. Coś takiego, jak stwierdził Arystoteles, potrafiłby zrobić jedynie Bóg albo zwierzę. My, ludzie, istoty rozumne i śmiertelne, potrzebujemy innych, zarówno by zrealizować najwyższe, jak i najniższe potrzeby naszej natury. W pierwszym przypadku chodzi o życie umysłu – kulturę, sztukę, wspólny zestaw symboli czy język, przy pomocy którego wyrażamy swe myśli i uczucia, a który nie jest niczyją własnością. W drugim rzecz dotyczy głównie potrzeb ciała – jedzenia, ubrań, i tym podobnych. Zaraza odsłania tą naszą zależność od innych zwłaszcza w tym drugim przypadku. Inny człowiek okazuje się dla mnie jednocześnie ratunkiem i zagrożeniem. Ratunkiem, bo właśnie u niego mogę kupić chleb czy inne najpotrzebniejsze towary. Zagrożeniem, bo mogę się od niego zarazić. Być może ten przepełniony głębokim niepokojem stan, w jakim wszyscy się obecnie znaleźliśmy, przypomni nam, że mimo wszelkich różnic łączy nas wspólna kruchość losu. 

Jan Tokarski – eseista, filozof. Redaktor „Przeglądu Politycznego" i kwartalnika „Kronos"

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA