fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Od „Sprawy Gorgonowej” do „Ostatniej rodziny”. Jak się w Polsce robi film biograficzny?

W „Panu T.” w reż. Marcina Krzyształowicza (2019) krytycy znajdują podobieństwa do „Dziennika 1954” Leopolda Tyrmanda
Kino Świat
Kręcenie w Polsce filmów na podstawie prawdziwych życiorysów przypomina stąpanie po cienkim lodzie. ?Każdy nieostrożny ruch grozi procesem, bo granica między wolnością twórcy ?a prawami portretowanych postaci ?i ich bliskich jest trudno uchwytna.

Najlepsze scenariusze pisze życie. To wyświechtane powiedzenie zawsze znajduje potwierdzenie na ekranach kin. Losy znanych osób dostarczają scenarzystom dramaturgii i są frekwencyjnym wabikiem. Kino ożywia pamięć o nich. Może przypomnieć ich twórczość, ukazać nowe spojrzenie na życiorys i dorobek. Tyle tylko, że widzowie nie chcą oglądać cukierkowych historii, ale bohaterów z krwi i kości, także z wadami. Dlatego scenarzysta filmu biograficznego czy osnutego na biografii nieuchronnie wchodzi w kolizję z ludźmi, których taka opowieść może bezpośrednio dotyczyć.

Jeszcze inny, choć niedaleki przypadek stanowi historia filmu „Pan T." – komediodramatu o pisarzu żyjącym w Warszawie lat 50. Jego twórcy zapewniali, że ich dzieło jest tylko luźno inspirowane życiem Leopolda Tyrmanda. Ale syn pisarza, Matthew Tyrmand, groził im pozwem. Uznał bowiem, że film jest adaptacją „Dziennika 1954" i jego ojca. I jako spadkobierca praw do jego twórczości nie wyraził na ni...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA