fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Kurski przeciw Kurskiemu

Dominik Zdort
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Na korytarzu sejmowym pobiegłem za posłem Lechem Kaczyńskim. Znałem go tylko z widzenia.

Nie przedstawiając się, poprosiłem o potwierdzenie jakiegoś newsa i krótki wywiadzik. A nie przedstawiłem się, bo gdy spojrzałem na Lecha, poczułem się tak, jakbym stał naprzeciw jego brata bliźniaka – z którym rozmawiałem wcześniej wiele razy, i który nie tylko kojarzył mnie doskonale, ale też szczerze nie znosił. Lech Kaczyński fuknął nieufnie, po czym zapytał: – A kim pan jest?

Skonfundowany przedstawiłem się. W oczach Lecha Kaczyńskiego pojawiła się niechęć. Rzucił słowa, które do dziś dźwięczą mi w uszach. – Nie powinienem z panem rozmawiać. Pan zwalcza mojego brata, a ten, kto zwalcza mojego brata, jest sojusznikiem alfonsa u władzy...

Chwilę mi zajęło, zanim zrozumiałem, że chodzi o Mieczysława Wachowskiego, o którego dziwnej roli na dworze Lecha Wałęsy wiele się plotkowało. Dopiero później dotarło do mnie, że reakcja Lecha Kaczyńskiego świadczyła przede wszystkim o tym, jak silna więź łączy obu bliźniaków. Jak bardzo ich życie prywatne, polityczne i rodzinne jest splecione i się przenika.

Mimo że byłem „sojusznikiem alfonsa u władzy", udało mi się wtedy ten krótki wywiadzik z Lechem Kaczyńskim przeprowadzić. Urazu za pohukiwanie na mnie nie żywiłem, bo zawsze uważałem, że reporter nie powinien zwracać uwagi na nieprzychylne odzywki polityków.

Ta sejmowa rozmowa przypomniała mi się po latach, gdy zobaczyłem stężałą twarz Jarosława Kaczyńskiego wyrażającą ogromny ból – po 10 kwietnia 2010 roku. Zrozumiałem natychmiast, że w katastrofie smoleńskiej zginął nie tylko jego najbliższy członek rodziny, ale część jego samego.

Piszę o tym dziś, bo znów media wieszczą, że dwóch braci obejmie rząd dusz nad Polską. Tym razem braci Kurskich. Sytuacja jest o tyle inna, że Kurscy – może dlatego, że to nie bliźniacy – są na przeciwległych politycznych biegunach. Poznałem ich obu – najpierw, w roku 1994 Jacka, nieco później Jarka. W tamtych czasach jeden zagadnięty o drugiego odpowiadał może zgryźliwie, ale z braterską sympatią. Dziś ponoć nawet nie rozmawiają ze sobą. A Jarek – ten z „Wyborczej" – przemawiając podczas demonstracji KOD, stwierdził, że jego brat jest do kitu.

Nie wiem, czy Jarosław Kurski powiedział to, aby uwiarygodnić się przed kolegami z establishmentowych mediów, czy aby podlizać się manifestantom stojącym przed gmachem TVP. Wiem, że postąpił obrzydliwie, stawiając polityczne interesiki ponad rodzinną lojalnością. Zrealizował wizję Kabaretu Moralnego Niepokoju, który żartobliwie straszył parę lat temu, że jak PiS dojdzie do władzy, to „Golec stanie przeciwko Golcowi, a Mroczek przeciwko Mroczkowi".

To dobry moment, żeby złożyć deklarację lojalności – mojemu bratu, z którym udało nam się pokojowo przeżyć święta, choć pewnie moglibyśmy się mocno pokłócić. Ale obaj zrobiliśmy wiele, aby do politycznego sporu przy wigilijnym stole nie doszło. Bracie, nawet jak wstąpisz do KOD, nikt nigdy nie usłyszy ode mnie, że jesteś do kitu!

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA