fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Uniknąć koszmaru minionego lata

PAP/Leszek Szymański
Legia Warszawa zaczyna w środę o 18.00 wyjazdowym meczem walkę o awans do fazy grupowej. Pierwszy rywal to norweski zespół FK Bodo/Glimt.

Podopieczni Czesława Michniewicza w pierwszej rundzie eliminacji mogli trafić na Irlandczyków, Łotyszy i Luksemburczyków, ale los zesłał im mistrza Norwegii, który rozgrywa swoje domowe mecze na boisku ze sztuczną nawierzchnią.

Bodo/Glimt w poprzednim sezonie Eliteserien, która gra systemem wiosna–jesień, wyprzedziło Molde FK o 19 punktów, strzelając 103 gole. Teraz Norwegowie nie są tacy skuteczni i zajmują w lidze drugie miejsce z dwoma punktami straty do lidera.

Kluczowym zawodnikiem rywala mistrzów Polski jest środkowy pomocnik Ulrik Saltnes, który w 13 meczach tego sezonu miał pięć asyst i strzelił cztery gole. Warszawiacy muszą też uważać na młodzieżowego reprezentanta Norwegii, napastnika Erika Botheima.

Zawodnicy Bodo/Glimt często grają po ziemi, wykorzystując atuty sztucznej murawy, po której – kiedy jest zroszona – piłka toczy się bardzo szybko. – Nie da się ukryć, że różnica jest dostrzegalna, ale nie możemy w tym aspekcie szukać wymówek – mówi Portugalczyk Andre Martins.

Mistrzowie Polski przystąpią do meczu osłabieni. Polskie kluby są w Europie pariasami – Ekstraklasa zajmuje 29. miejsce w rankingu UEFA – więc nasze zespoły zaczynają pucharową rywalizację w momencie, kiedy wciąż trwa mistrzowska impreza.

Legia w Bodo będzie więc musiała radzić sobie bez Czecha Tomasa Pekharta i Chorwata Josipa Juranovicia, którzy grali ze swoimi reprezentacjami w fazie pucharowej Euro 2020. Wszystko wskazuje na to, że tego drugiego zastąpi Kacper Skibicki.

Warszawski klub latem zakontraktował sześciu zawodników, ale dzisiejszy mecz w podstawowym składzie rozpocznie najprawdopodobniej tylko jeden z nich. To reprezentant Azerbejdżanu Mahir Emreli, który grał regularnie w meczach towarzyskich i strzelił sześć goli.

Michniewicz nowych zawodników wprowadza ostrożnie. Szwed Mattias Johansson, Niemiec Maik Nawrocki, Izraelczyk Joel Abu Hanna i Portugalczyk Jouse polecieli do Norwegii, ale usiądą raczej na ławce rezerwowych. Pochodzący z Mauritiusa Lindsay Rose nie zmieścił się nawet w kadrze meczowej.

– Poza Emrelim nie mamy żadnego nowego zawodnika, który mógłby grać przez 90 minut na pełnej intensywności. Liczę, że wszyscy pomogą nam w odpowiednich momentach – mówi Michniewicz.

Mistrzowie Polski podczas ostatnich zajęć trenowali na sztucznej murawie, żeby przyzwyczaić się do warunków panujących w Bodo. Nie wiadomo, czy przygotowywali się też na norweskie białe noce.

Legię rok temu wyprosiły z europejskich pucharów Omonia Nikozja (eliminacje LM) i Karabach Agdam (eliminacje LE). Drużynę w tym drugim meczu prowadził już Czesław Michniewicz, który zastąpił Aleksandara Vukovicia. Teraz wszyscy chcą uniknąć powtórki z koszmaru minionego lata.

Dwumecz Bodo/Glimt – Legia będzie pierwszym z udziałem polskiej drużyny w europejskich pucharach, kiedy nie obowiązuje zniesiona przez UEFA zasada premiowania goli strzelonych na wyjeździe. Rewanż 14 lipca przy Łazienkowskiej.

Transmisja obu spotkań w TVP Sport.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA