fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Oscary

„Boże Ciało” z szansą na Oscara

„Boże Ciało” Jana Komasy reprezentuje nurt niebanalnych opowieści o wierze i Kościele
materiały prasowe
„Joker" otrzymał najwięcej nominacji – jedenaście. Zwraca uwagę aż sześć dla koreańskiego „Parasite" Bonga Joon-ho.

Po zeszłorocznych trzech nominacjach dla „Zimnej wojny" Pawła Pawlikowskiego na tę informację czekaliśmy z zapartym tchem. I jest! „Boże Ciało" ma nominację do Oscara. Preludium do tego sukcesu przeżyliśmy w połowie grudnia: do rywalizacji w kategorii filmu zagranicznego kandydatów zgłosiło ponad 90 krajów, a na tzw. krótkiej liście pozostało ich tylko dziesięć. Z nich właśnie członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej wybrali pięć nominowanych w kategorii filmu zagranicznego.

Czytaj także: Pogarda dla prowincji to rodzaj hejtu

Komasa po Pawlikowskim

Oprócz „Bożego Ciała" szansę na statuetkę zachowały: opowiadający o społecznych nierównościach, łączący różne konwencje – od realizmu społecznego do stylu Tarantino, „Parasite" Bonga Joon-ho, nagrodzony Złotą Palmą w Cannes i Złotym Globem. Gorzka, osobista spowiedź wielkiego mistrza Pedro Almodóvara „Ból i blask". Znakomici „Nędznicy" Francuza Ladja Ly o wykluczeniu emigrantów, gwałcie, ale i o tym, jak zło zakorzenia się w psychice dzieci. A wreszcie macedoński dokument „Kraina miodu" Tamary Kotewskiej i Ljubomira Stefanowa.

Sukces twórców „Bożego Ciała" jest więc tym większy, że nie mieli łatwego zadania. Paweł Pawlikowski, startując w oscarowej konkurencji z „Idą", był reżyserem znanym, który mocno zaznaczył już swoją obecność w Wielkiej Brytanii.

Jan Komasa na zagranicznym rynku praktycznie zaczynał niemal od zera. Miał za sobą nagrodę Europa Cinemas Label w Wenecji, świetne recenzje, zaproszenia na kilkadziesiąt festiwali, sprzedaż filmu do 40 krajów, ale wciąż brakowało mu dystrybucji amerykańskiej.

Polska ekipa włożyła jednak w oscarową promocję dużo wysiłku. Do koordynacji amerykańskiej kampanii producenci wynajęli agencję PR Accolade Publicity Consulting. Reżyser Jan Komasa, operator Piotr Sobociński, scenarzysta Mateusz Pacewicz i aktor Bartosz Bielenia odbyli dziesiątki spotkań po amerykańskich projekcjach dla członków Akademii Filmowej.

Kampanię wsparł finansowo Polski Instytut Sztuki Filmowej. Ukazały się reklamy filmu „For your consideration" („Do rozważenia") w „Variety", „The Hollywood Reporter", „Los Angeles Times". Rozesłano prawie 10 tys. płyt DVD z filmem do członków Akademii.

„Joker" na czele

Jak zawsze, wielkie znaczenie miała też „kampania szeptana". O filmie Komasy zaczęto po prostu „dobrze mówić", a jedna z dużych platform streamingowych wyraziła chęć zakupu praw do „Bożego Ciała", które chciałaby zrealizować jako serial, w USA. Nie zaszkodziło polskiemu filmowi nawet pominięcie w nominacjach do Złotego Globu.

Co dalej? Faworytem w tej kategorii jest niewątpliwie „Parasite" Bonga Joon-ho. Koreański film o powiększających się nierównościach społecznych, doprowadzających do krwawych konfliktów, został wyróżniony aż w sześciu kategoriach: poza „zagraniczną" także za reżyserię, scenariusz, scenografię, montaż, a wreszcie jako najlepszy film roku.

To może największe zaskoczenie tegorocznych nominacji. Bo wielu innych nie było. Najwięcej, bo 11, nominacji zgarnął „Joker" Todda Phillipsa, który udowodnił, że pop- kulturalne dzieło może mieć najwyższą jakość i z goryczą przyglądać się współczesnemu światu.

Tuż za plecami „Jokera" uplasowały się trzy tytuły: „Irlandczyk" Martina Scorsese, „Dawno temu... w Hollywood" Quentina Tarantino oraz „1917" Sama Mendesa. Każdy z nich ma po dziesięć nominację. Stawkę dzieł, które zachowały szansę na statuetkę w najważniejszej kategorii najlepszego filmu, uzupełniają: „Le Mans 66" Jamesa Mangolda, „Jojo Rabbit" Taiki Waititiego o chłopcu z Hitlerjugend, który odkrywa, że jego matka ukrywa w domu Żydówkę, „Historia małżeńska" Noaha Baumbacha, a wreszcie współczesna adaptacja „Małych kobietek" zrealizowana przez Gretę Gerwig.

Nierówności pozostały

Wiele emocji budzą nominacje aktorskie. Wśród panów szansę na Oscara zachowali: Antonio Banderas („Ból i blask"), Leonardo DiCaprio („Dawno temu... w Hollywood"), Adam Driver („Historia małżeńska"), Jonathan Pryce („Dwóch papieży") i Joaquin Phoenix („Joker"), który wydaje się faworytem.

Wśród pań akademicy wyróżnili: Cynthię Erivo („Harriet"), Scarlett Johansson („Historia małżeńska"), Saoirse Ronan („Małe kobietki"), Charlize Theron („Gorący temat") i faworytkę w tej kategorii Renee Zellweger („Judy").

Pierwsze wrażenia po nominacjach? W świecie kina wciąż toczy się dyskusja, czym jest dziś sztuka filmowa. Telewizje i platformy streamingowe bardzo mocno zaznaczają swoją obecność na rynku. Jak jeszcze niedawno HBO, tak dzisiaj też Netflix przyciąga najznamienitszych twórców. Daje im dużo wolności i zapewnia poważne budżety.

Wśród tytułów nominowanych do Oscara w kategorii „najlepszy film" Netflix firmuje „Historię małżeńską" Noaha Baumbacha, „Irlandczyka" Martina Scorsese oraz aktorskie nominacje dla Jonathana Pryce'a i Anthony'ego Hopkinsa z „Dwóch papieży".

Mimo zapowiedzi Akademia nadal nie promuje kobiet – nominacje reżyserskie poszły wyłącznie do mężczyzn. Wśród dwudziestki wykonawców nominowanych za role znalazła się tylko jedna aktorka ciemnoskóra. I niewiele tu pomoże, że nominacje ogłaszali Ossa Rae i John Cho.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA