fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marek Kobylański o zmianach w obrocie ziemią rolną: Przesadna troska o ziemię

123RF
Kontrowersyjne przepisy wprowadzające ograniczenia w obrocie ziemią rolną obowiązują od kwietnia 2016 r. Ci, którzy je wymyślili, chcieli m.in. ochronić ziemię rolną przed „spekulantami”, którzy tylko czyhali, jak ją tanio kupić i drogo sprzedać.

To fakt, zdarzało się, że rolnicy nie mogli powiększyć gospodarstw, bo leżące po sąsiedzku grunty należały do kogoś, kto ich uprawianiem zainteresowany nie był, ale wzrostem wartości jak najbardziej. Tylko że przy okazji likwidowania takich wzbudzających gniew rolników sytuacji wprowadzono ograniczenia dla prawie wszystkich transakcji. Jeszcze przed przyjęciem tych przepisów wskazywano, że nie można utrudniać życia wszystkim zainteresowanym ziemią tylko dlatego, że założono, że jest ona rolna.

Działkę do 0,3 ha nierolnik mógł więc nabyć bez problemu. „Teren" o Skibę większy wymagał już kwalifikacji w sianiu i zbieraniu. Zaczęły się problemy z dziedziczeniem domów, np. z hektarem ziemi. Utrudniło to też życie osobom, które chciały przenieść się z miasta na wieś. Trudno było podzielić gospodarstwa na mniejsze działki i sprzedać je każdemu zainteresowanemu. Troska o ziemię rolną zahamowała też obrót nią w granicach administracyjnych miast. O jej przekwalifikowaniu można było pomarzyć.

Po dwóch latach i kilku miesiącach przyszedł czas na refleksję, że można zmienić przepisy, bo spekulacja została powstrzymana, ceny gruntów się ustabilizowały, a duże areały ziemi przechodzą głównie od rolnika do rolnika. Takie wnioski płyną z monitoringu prowadzonego przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolniczego.

Teraz, jak wynika z propozycji ministra rolnictwa, łatwiej będzie kupić kawałek ziemi na wsi, a nawet działki rolne w okolicach miejskich. Tylko nie wiadomo, ile osób musiało zrezygnować z powodu rygorystycznych przepisów z nabycia niewielkich działek rolnych, a ilu właścicieli nie mogło ich sprzedać, bo na wszelki wypadek wrzucono ich do jednego worka ze „spekulantami". Czy aż tyle czasu trzeba było, żeby jasne się stało, że na gruntach rolnych w granicach miast władze samorządowe zwykle planują inwestycje mieszkaniowe lub infrastrukturę? A nawet gdyby miały być przeznaczone pod działalność gospodarczą, to i tak chyba lepsze dla rozwoju miasta niż leżące odłogiem grunty rolne, których nie można sprzedać.

Czy tworzenie przepisów w oderwaniu od rzeczywistości to na pewno nowoczesna i przemyślana legislacja? ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA