fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Halesiak: Nie zejdźmy na ślepą drogę

Fotorzepa, Robert Gardziński
Jeśli chcemy wygrać z demografią, musimy podnieść potencjalny wzrost. Droga do tego jest jedna: przyspieszenie transformacji do gospodarki opartej na wiedzy.

W kontekście procesów gospodarczych uwaga powszechnie koncentruje się na pandemii oraz związanej z nią recesji. Warto jednak spojrzeć na to, co się obecnie dzieje z szerszej perspektywy – wirus nawiedził nas w trakcie swoistego wyścigu. Potrzebujemy w obecnej dekadzie wysokiego wzrostu (min. 3–4 proc. średniorocznie), by skutecznie uciec przed narastającą kulą śnieżną negatywnych efektów związanych z naszą demografią (depopulacją i szybkim starzeniem się). Gospodarka powinna „przybrać na masie" na tyle, byśmy za dziesięć lat (i później) byli w stanie zagwarantować godziwe emerytury, dobre standardy służby zdrowia, nie zabijając przy tym wysokimi podatkami międzynarodowej konkurencyjności, a tym samym perspektyw dla młodych.

Patrząc przez pryzmat tego wyścigu, pandemia postawiła nas w dużo gorszej sytuacji – poziom naszego PKB jest dziś kilkanaście procent poniżej tego, gdzie mogliśmy być. Równocześnie demografia biegnie swoim równym tempem, na nią wirus miał niewielki wpływ. Kluczowe staje się to, czy będziemy w stanie nadgonić stracony czas – jeśli chcemy wygrać z demografią, musimy podnieść potencjalny (możliwy do uzyskania) wzrost. Droga do tego jest tylko jedna: przyspieszenie transformacji do wysoceproduktywnej gospodarki opartej na wiedzy.

Krótki i długi horyzont

W kontekście związanej z pandemią głębokiej recesji łatwo dziś zgubić inne, nie mniej ważne kwestie; w globalnej gospodarce od jakiegoś już czasu mamy do czynienia z fundamentalnymi zmianami, które są pochodną szybkiego rozwoju technologii. W efekcie innowacyjność przestaje mieć charakter sekwencyjny (od wynalazku do wynalazku, raz na kilka czy kilkanaście lat), ale permanentny. Eksperymentowanie, wytwarzanie i oferowanie produktu zlewa się tak naprawdę w jeden proces. Prowadzi to do pojawienia się zupełnie nowych modeli biznesowych, które albo konkurują z tradycyjnymi (przykład Uber), albo tworzą zupełnie nowe rynki (Facebook, Google). Istotą tych nowych modeli jest umiejętne wykorzystanie wiedzy, a kluczowym aktywem staje się w nich kapitał ludzki.

Zmiany są tak głębokie, że można mówić o zupełnie nowym modelu gospodarki: gospodarce opartej na wiedzy (the knowledge economy). Nie do końca wszyscy sobie to uświadamiamy, gdyż dziś ma ona wciąż jeszcze charakter wyspowy i w różnych krajach występuje w różnej skali, ale jej konsekwencje są już wyraźnie widoczne – to np. olbrzymie różnice w produktywności (zyskach) firm nowej gospodarki i tych, które funkcjonują w oparciu o tradycyjne modele.

Konflikt starego z nowym

Ograniczone występowanie gospodarki opartej na wiedzy nie jest przypadkowe. Wynika to z faktu, że uwarunkowania instytucjonalne do tego, by kwitła, są odmienne od tych powszechnie dziś dominujących, dostosowanych do starego modelu, masowej produkcji. Oto kilka z wielu fundamentalnych różnic. Po pierwsze gospodarka oparta na wiedzy zupełnie inaczej postrzega rolę człowieka w procesach wytwórczych; nie stanowi on substytutu (konkurencji) maszyny czy też wsparcia dla niej w wykonywaniu rutynowych czynności, ale koncentruje się na tym, czego maszyna nie potrafi, na pracy koncepcyjnej, opartej o wyobraźnię. Rodzi to zupełnie inne wymagania wobec edukacji, kształcenia i polityki rynku pracy.

Po drugie, o ile tradycyjna gospodarka stawia na redystrybucję przez budżet (wysokie podatki w połączeniu z rosnącą skalą transferów socjalnych), o tyle gospodarka oparta na wiedzy skupia się na pierwotnej dystrybucji – rozwiązaniach, które mają z jednej strony zapewnić równowagę kapitał–praca, a z drugiej wysoką jakość stanowisk pracy tak, by wysokie płace miały uzasadnienie w wysokiej produktywności.

Po trzecie gospodarka oparta na wiedzy wymaga warunków dla rozmywania granic sektorów. W takiej gospodarce tradycyjna polityka branżowa (zamykanie w silosach) staje się kontrproduktywna. Kluczowe staje się wspieranie wszechstronnego eksperymentowania, nie tylko w zakresie technologii, ale także procesów, organizacji itd.

Po czwarte gospodarka oparta na wiedzy wymaga znacznie większej skali współpracy i współdziałania, nawet pomiędzy konkurującymi ze sobą na co dzień podmiotami. Ten wymóg odnosi się także do sfery życia społecznego i politycznego. Taka gospodarka wymaga rozwiązań, które „przecinają" konflikty, prowadząc do decyzji i kompromisów, a nie kultywują je latami. Wymaga wzajemnego zaufania i zaufania do instytucji.

Po piąte gospodarka oparta na wiedzy zupełnie inaczej definiuje relacje praca–kapitał i stosunki pracy. W znacznie większej mierze stawia na dualność – równocześnie pracownik i inwestor/kapitalista – oraz elastyczność form zatrudnienia (samozatrudnienie, własna działalność) w połączeniu jednak z mechanizmami odpowiedniego przygotowania ludzi do funkcjonowania w takim środowisku.

Po szóste w gospodarce opartej na wiedzy kluczową kwestią w odniesieniu do alokacji kapitału jest jego dostępność dla biznesu, w tym w szczególności nowych, ryzykownych przedsięwzięć. Tymczasem obecny model ukierunkowuje finansowanie na to, co „bezpieczne", po trzykroć zabezpieczone, co ma „historię".

Takich różnic jest znacznie więcej.

Nie ulec iluzji

Tylko upowszechnienie się modelu gospodarki opartej na wiedzy jest w stanie zapewnić niezbędny nam potencjał rozwojowy. I tu pojawia się ryzyko. Nie dotyczy ono zresztą jedynie naszego kraju – można odnieść wrażenie, że w wielu krajach kluczową rolę w wychodzeniu z recesji mają odegrać wielkie inwestycje infrastrukturalne i powszechna obecność państwa jako „moderatora procesów gospodarczych". Sprzyjać temu ma tani pieniądz i rosnące przyzwolenie na to, by się zadłużać.

To ślepa droga. Inwestycje publiczne i owszem wesprą koniunkturę, co znieczuli i wywoła przekonanie, że „wszystko jest dobrze". Jednak za kilka lat okaże się, że tani, często źle zaalokowany kapitał, zahibernował starą strukturę gospodarki. Że brak nowych rozwiązań instytucjonalnych doprowadził do utraty konkurencyjności w gwałtownie zmieniającym się świecie „po pandemii" – w gospodarce, zamiast nowoczesnych, opartych na wiedzy przedsiębiorstw, rozpanoszą się bowiem nieefektywne firmy zombie.

To obrazek dobrze znany z przeszłości. Wystarczy chociażby przywołać przykład krajów południa Europy – po wejściu do strefy euro spadek stóp procentowych (kredytowy boom) i unijne fundusze przez pewien czas napędzały koniunkturę. Tyle tylko, że uśpiło to czujność, zaniechano strukturalnych dostosowań, co w efekcie doprowadziło do erozji gospodarczych fundamentów i utraty międzynarodowej konkurencyjności. Ten przykład jasno pokazuje, że ślepą drogą można czasem kawałek pojechać, co nie zmienia faktu, że na końcu i tak okazuje się ona ślepa.

Potrzebne reformy

Dlatego też, jeśli nie chcemy powtórzyć błędów innych, musimy inwestować szeroko, nie tylko w „twardą" infrastrukturę, ale także – a nawet przede wszystkim – w „miękkie", instytucjonalne rozwiązania wspierające rozwój opartej na wiedzy gospodarki. Zmiany muszą mieć szeroki i głęboki zakres. Potrzebujemy reformy edukacji: odejścia od treści i metod przygotowujących do „pracy przy taśmie", a zamiast tego rozwijania umiejętności analitycznego myślenia, krytycznego podejścia, współpracy i wykorzystania wyobraźni. Towarzyszyć temu musi podniesienie prestiżu zawodu nauczyciela oraz wprowadzenie do systemu elementów konkurencji.

W odniesieniu do relacji na rynku pracy musimy m.in. zrównać w prawach i obowiązkach wszystkie formy zatrudnienia. Można dokonać tego w oparciu o wprowadzenie jednolitej daniny zastępującej PIT i różnego rodzaju składki. Potrzeba też upowszechnienia różnorakich form akcjonariatu (pracowniczy, lokalny, obywatelski).

Potrzebujemy zmian w polityce wobec małych i średnich firm – odchodzenia od wspierania ich na bazie „masowych rozwiązań" (za to, że są małe) i kierowania pomocy do tych, którzy chcą się rozwijać, oraz w oparciu o właściwą diagnozę barier w wykorzystaniu najlepszych praktyk i technologii (często nie chodzi o finanse, a brak kompetencji, relacji itd.).

Niezbędne jest wzmocnienie działań antymonopolowych, tak by skuteczniej chronić rynek przed kumulacją ekonomicznej (a co za tym idzie politycznej) siły w rękach największych podmiotów. Odnosi się to także do międzynarodowych graczy, tzw. firm platform.

Konieczne są nowoczesne instytucje rynku pracy, oferujące powszechnie profesjonalne doradztwo w zakresie możliwych ścieżek kariery (w oparciu o predyspozycje, posiadane kompetencje) oraz różnego rodzaju programy rozwojowe. To wszystko połączone z systemem wsparcia kształcenia ustawicznego (bony edukacyjne, finansowe wsparcie w czasie „na naukę").

Niezbędna jest odbudowa dialogu społecznego, tak by w kwestii kluczowych zagadnień być w stanie wypracowywać ponadpartyjne konsensusy.

To tylko niektóre z kierunków niezbędnych zmian.

Oczywisty wybór

Postawienie na dwie nogi – zmian instytucjonalnych i inwestycji w infrastrukturę – to jedyna gwarantująca sukces opcja. Stawia ona znacznie większe wymagania w zakresie polityki społeczno-gospodarczej – potrzeba znacznie więcej kreatywności i innowacyjności – równocześnie jednak tylko ona może zapewnić wzrost produktywności na tyle szybki, byśmy byli w stanie podołać wyzwaniu demografii. Pozwala ona wpisać się w ewolucyjne trendy, uporządkować otoczenie firm, a przez to skłonić je do inwestowania – wszystko to sprawia, że ustawia się gospodarczą łódkę tak, by płynęła ona z wiatrem, zapewniając obywatelom lepsze niż dziś zaspokajanie ich potrzeb, tych materialnych i tych związanych z możliwością realizowania się przez nich zawodowo i społecznie.

Autor jest członkiem TEP i Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA