fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Prawa człowieka nie są prawicowe ani lewicowe - komentuje Arkadiusz Krupa

Adobe Stock
Czym innym jest kara, nawet surowa, a czym innym niezbywalna godność, gwarantowana przez przepisy krajowe i międzynarodowe. To wizytówka państwa prawa, która nie podlega relatywizacji.

Pan redaktor Tomasz Pietryga w „Rzeczpospolitej" z 23 czerwca 2019 roku w swym komentarzu wyraził pogląd, że: „Reakcja Adama Bodnara na zatrzymanie podejrzanego o zabójstwo dziesięciolatki to typowa postawa dla środowiska lewicowych liberałów traktujących prawa człowieka rozszerzająco".

Nie jest to pierwszy komentarz pana redaktora, który wzbudza kontrowersje. Ten jednak jest o tyle wyjątkowy, że – parafrazując słowa samego redaktora Pietrygi – jego autor wpisuje się w krąg tych osób, które nie mając nic mądrego do powiedzenia – niestety nie milczą.

Zgodzić można się z panem redaktorem w zasadzie w jednym – a mianowicie w tym, że atak na rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara w takiej skali nie powinien się zdarzyć. Już jednak w kolejnych zdaniach autor wywodzi, że Adam Bodnar traktuje prawa człowieka szerzej, gdyż wywodzi się z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Skoro jednak dziś działa jako rzecznik praw obywatelskich, zatem przestał być aktywistą, stając się rzecznikiem wszystkich obywateli. Ergo: jego postawa zaprezentowana w odniesieniu do kwestionowania skali środków przymusu stosowanych wobec Jakuba A. jest nie do zaakceptowania.

Według redaktora Pietrygi istnieje zatem coś, co on określa jako „lewicowe interpretowanie praw człowieka". Idąc zatem tą (jakże fałszywą) logiką, dojść musimy do wniosku, że istnieje też interpretacja tychże prawicowa (w domyśle zawężająca?). Skoro więc według Pana Redaktora nie jest dopuszczalna interpretacja lewicowa – na jakiej podstawie dopuszcza wyższość interpretacji prawicowej? Czyżby miała decydować wola suwerena? Mierzonego nie daj Bóg wynikami wyborów? Tu przypomnę Panu Redaktorowi, że to demokratyczne wybory przesądziły o wręczeniu tytułu kanclerskiego pewnemu austriackiemu kapralowi. Mam nadzieję, że o tym, jak podówczas interpretowano prawa człowieka, przypominać już nie muszę.

Dla redaktora Pietrygi „lewicowa" interpretacja praw człowieka kłóci się z oczekiwaniami prawicy, według której przestępcy powinni siedzieć w celach z surowymi wyrokami. Jak ma się jednak zatrzymanie procesowe do oczekiwań społecznych w zakresie sposobu karania przestępców? Wszak zatrzymanie dotyczyło osoby podejrzewanej, czyli takiej, której nawet nie przedstawiono zarzutu popełnienia przestępstwa.

Jest to jako żywo sposób wykładni prawa, którą odnaleźć można w ostatnich facebookowych wpisach pani poseł Krystyny Pawłowicz. Bo dla Pani Poseł, jak i Pana Redaktora nie istnieje różnica pomiędzy podejrzeniem a skazaniem, nie istnieje odróżnienie pomiędzy godnością człowieka a stawianym mu zarzutem. Logika tego rodzaju pojmowania świata jest bardzo prosta i wspiera się na zaspokajaniu gustów społeczeństwa. Schlebianiu jego oczekiwaniom – także w zakresie brutalnego traktowania przestępców.

Ale, ale – czy aby na pewno przestępców? Nie zapominajmy, że przecież niejaki Tomasz Komenda także przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Raz, ale jednak. Czy to oświadczenie, czy nawet późniejszy wyrok skazujący go uprawniał inne osoby do poniżania jego godności?

Czy pozwalał na jego lżenie, opluwanie, narażanie na śmieszność...?

Tomasza Komendę oczyszczono z zarzutów, ale czy z tego powodu inaczej mamy patrzeć na jego godność przez te kilkanaście lat, podczas których był najpierw sądzony, a potem odbywał karę? Śmiem twierdzić, że nie. Co więcej, śmiem twierdzić, że nie istnieje coś takiego jak interpretacja pojmowania ludzkiej godności. Ją po prostu się szanuje. Albo nie.

Czymś innym jest kara, nawet surowa, a czym innym jedno, niezbywalne poczucie godności, które gwarantuje każdemu z nas, także podejrzanemu, Europejska Konwencja Praw Człowieka i parę innych umów międzynarodowych oraz ustaw. To wizytówka państwa prawa, która nie podlega relatywizacji. I której należy strzec, nie tylko na poziomie ombudsmana, ale wszystkich organów ochrony prawnej. Do której sensu largo należy i polska policja.

Większość z nas wychowana została w kulcie dobrego szeryfa. Któż nie lubi tego twardego stróża sprawiedliwości, który nawet idąc na skróty, dopada złoczyńcy. Rzecz jednak w tym, że w codziennym życiu dobro i zło nie jest tak rozpisane na role. Kilka uderzeń pałką, złe traktowanie mogą zmienić bieg procesu – a praktycy wiedzą, jak często wydobyte w ten sposób przyznanie się do winy może zdeterminować późniejsze postępowanie karne. Podobnie jak „odpowiednio" spisany protokół przesłuchania.

Prowadziłem wiele spraw dotyczących nadużycia siły przez funkcjonariuszy służby więziennej lub policji. Zazwyczaj po jednej stronie podejrzany lub skazany, twierdzący, że spadły na niego ciosy ze strony funkcjonariuszy. Po drugiej oni sami, zgodnie podający, że zostali zaatakowani i musieli się bronić, a często też twierdzący, że przecież ten człowiek sam się przewrócił.

Polecam Panu Redaktorowi analizę tego rodzaju przypadków. Statystycznie zapewne okaże się, iż większość podobnych zawiadomień kończyła się umorzeniem lub odmową wszczęcia postępowania, ale jakoś zbyt często w tego rodzaju sprawach „przypadkowo" psuły się kamery monitoringu albo gdzieś zapodziały się ich zapisy. Ot, przypadki losowe.

A że czasem taki zapis się odnajdzie, jak w przypadku niejakiego Igora Stachowiaka...

Cóż, na ten temat jakoś prawicowa interpretacja praw człowieka zdaje się milczeć.

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Łobzie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA