fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marek Isański o czasowej likwidacji ulgi mieszkaniowej: Za zaniechania sądu administracyjnego płacą zwykli obywatele

Fotorzepa / Paweł Rochowicz
Z perspektywy zwykłego obywatela ale również zasad państwa prawa, istotnym zaniechaniem ze strony sądu administracyjnego było i jest nieskierowanie do TK pytania z zgodność z Konstytucją likwidacji tzw. „ulgi mieszkaniowej” na czas obowiązywania ulgi meldunkowej. Czyli przepisów potwierdzających, że w sytuacji zamiany nieruchomości mieszkalnych nie ma podatku dochodowego, gdy nie ma dochodu.

Już ponad rok oczekuje w TK na rozpoznanie skarga konstytucyjna dotycząca przepisów o tzw. „uldze meldunkowej". Złożona została, z inicjatywy Fundacji Praw Podatnika, przez Kancelarię Głuchowski Siemiątkowski Zwara. Niezgodność tej regulacji z ustawą zasadniczą jest wyjątkowo jasna. Jako oczywistą potwierdził to Sejm w swoim stanowisku do Trybunału nad którym pracował prawie rok (!).

Czytaj także:

Niestety, przez lata sąd administracyjny swoimi orzeczeniami czynnie podtrzymywał obowiązywanie tych przepisów. Tej niezgodności nie dostrzegł i nie skierował dużo wcześniej Pytania do TK o ich zgodność Konstytucją, które okazały się prawną pułapką dla 20 tysięcy obywateli. Stawia ono przed wymiarem sprawiedliwości wielki znak zapytania.

Jednak naruszenia Konstytucji związane z likwidacją „ulgi mieszkaniowej" są dużo poważniejsze, a jej ofiarami jest dużo większa grupa obywateli, a w tym również ofiary „ulgi meldunkowej". Nie może nie dziwić brak refleksji sądu administracyjnego, trwający już kilkanaście lat, nad faktem, że „ofiary ulgi meldunkowej" to osoby, które dokonywały zamiany mieszkań, czyli nie uzyskały żadnego dochodu. Powinny być chronione przed nakładaniem podatku dochodowego przepisami o tzw. „uldze mieszkaniowej", która została uchylona przez Parlament na kilka lat.

Ustawodawca może wiele, ale nie wszystko. Ogranicza go Konstytucja. Może np. uchwalić, nie do końca zrozumiałą, ulgę meldunkową, ale absolutnie nie mógł zlikwidować tzw. ulgi mieszkaniowej (!) Tzw., bo nie jest to żadna ulga, ani zwolnienie z opodatkowania, a jedynie takich słów się używa. Nie ma bowiem praworządne państwo uprawnień do nakładania podatku dochodowego na obywateli, przy braku przysporzenia majątkowego. Zaspokajanie własnych potrzeb mieszkaniowych poprzez zamianę nieruchomości/mieszkań, gdy nie powoduje powstania dochodu, nie jest przysporzeniem majątkowym. Niestety nie dostrzegł tego żaden skład sędziowski rozpoznający tysiące skarg podatników na decyzje nakładające podatek dochodowy od zamiany nieruchomości. To zagadnienie jest fundamentalne dla poprawnego pojmowania stosowania prawa podatkowego.

Do roku 2006 obowiązywał w ustawie o podatku dochodowym ogólny przepis opodatkowujący 10 % podatkiem ryczałtowym sprzedaż nieruchomości przez osoby fizyczne. Ustawodawca zobowiązany był umieścić zapis o zwolnieniu z tego podatku (z podatku ryczałtowego) w sytuacjach przeznaczenia środków uzyskanych ze sprzedaży nieruchomości na zaspokojenie własnych celów mieszkaniowych. Popularnie nazwano to „ulgą mieszkaniową". Takie rozwiązanie dobrze funkcjonowało i nie generowało sporów. Co znamienne spory zaczęły się masowo pojawiać wraz ze zmianami przepisów, które miały na celu poprawę sytuacji obywateli, to znaczy miały zmniejszyć obciążenia podatkowe (....).

Od 2007 roku zlikwidowano opodatkowanie ryczałtowe od sprzedaży mieszkań, co spowodowało obowiązek usunięcia przepisu o zwolnieniu z podatku ryczałtowego, bo takiego podatku po prostu nie było. Zlikwidowano tzw. „ulgę mieszkaniową", ponieważ wprowadzono, wg opinii autorów nowelizacji, WIĘKSZĄ, LEPSZĄ DLA OBYWATELI tzw. „ulgę meldunkową". Zwolnienie to obejmowało wszystkich, którzy w sprzedawanym mieszkaniu byli zameldowani przez 12 miesięcy, a nie tylko tych, którzy nabyli kolejne mieszkanie. Dla większości osób dokonane zmiany ustawowe nie miały żadnego znaczenia. Większość transakcji na rynku nieruchomości dokonywanych przez zwykłych obywateli to w istocie transakcje zamiany. Nie stanowiło różnicy, która z powyższych ulg obowiązuje, bo obywatele zazwyczaj byli zameldowani w sprzedawanych mieszkaniach od lat, a przy zamianie mieszkań ulga meldunkowa zawierała w sobie ulgę mieszkaniową. Przeciętny obywatel zbywa nieruchomość bardzo rzadko, jedynie z ważnych powodów. Niestety uszło uwadze ustawodawcy, że dokonane zmiany nałożyły podatek na całą grupę tzw. „ulgowiczów mieszkaniowych", którzy zamieniali nieruchomość gruntową na mieszkanie.

Reasumując, ulga meldunkowa zawierała w sobie ulgę mieszkaniową, ale tylko dla osób które zamieniały mieszkania. Nie dostrzeżono, że pokrzywdzone tymi przepisami zostały osoby, które pieniądze ze sprzedaży nieruchomości gruntowej, na której co oczywiste nie mogły być zameldowane, przeznaczyły na własne cele mieszkaniowe. One przed wprowadzeniem ulgi meldunkowej nie musiały płacić podatku dochodowego od sprzedaży tej nieruchomości, gdy uzyskany dochód przeznaczyły na własne cele mieszkaniowe. Po wprowadzeniu ulgi meldunkowej zobowiązane były do zapłaty podatku od całej ceny uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości, pomimo, że żadnego dochodu nie uzyskały.

Wydaje się oczywiste, że ustawodawca ani nie chciał ani też nie mógł zróżnicować sytuacji prawnej obywateli zbywających nieruchomość w zależności od tego czy była to nieruchomość mieszkalna czy tylko grunt z domem w trakcie budowy, w którym nie da się przecież zameldować. Nie da się bowiem takiego zróżnicowania sytuacji prawnej racjonalnie uzasadnić. Oznacza to, że uchwalenie ulgi meldunkowej w powiązaniu z likwidacją tzw. „ulgi mieszkaniowej" nie mogło być zgodne z Konstytucją. Ustawodawca nie jest uprawniony do likwidacji tzw. „ulgi mieszkaniowej".

Przepisy o uldze meldunkowej szybko uznane zostały za pomyłkę ustawodawczą. Od 2009 roku przywrócono tzw. „ulgę mieszkaniową". Jednak nadal nie dostrzeżono, wyżej opisanego, naruszenia zasady równości wobec prawa w przepisach o uldze meldunkowej i ustawodawca wprowadził tzw. zasadę kontynuacji praw nabytych. Do opodatkowania sprzedaży nieruchomości nabytych w latach 2007-2008 stosowano nadal przepisy o uldze meldunkowej, jako rzekomo korzystniejsze. W ten sposób doszło do kontynuacji praw nabytych przez te osoby, które zbywały nieruchomości mieszkalne nabyte w tym okresie. Były one zwolnione z podatku dochodowego nawet, gdy nie wydatkowały uzyskanych pieniędzy na zakup kolejnego mieszkania. Było to jednak zwolnienie zbędne, ponieważ wszystkie osoby zbywające mieszkania nabywały bezzwłocznie następne. Nie uzyskiwały więc żadnego przysporzenia w majątku. Z tego więc powodu nie powinny być zobowiązane do zapłaty podatku dochodowego. Natomiast w stosunku do osób, które w latach 2007-2008 nabyły nieruchomości gruntowe doszło do kontynuacji odebrania im prawa do tzw. „ulgi mieszkaniowej" (!). Jest to tym bardziej bulwersujące, że gdy przywrócono w 2009 roku tzw. „ulgę mieszkaniową" to mogli z niej skorzystać sprzedający nieruchomość gruntową, z wyjątkiem tych, którzy ją nabyli w latach 2007-2008. Z całą pewnością nie było to świadomym zabiegiem ustawodawcy. Była to ewidentna pomyłka legislacyjna. Ustawodawca nie mógł/nie miał uprawnień ani do gorszego traktowania zbywających nieruchomość gruntową i przeznaczających uzyskane środki na własne cele mieszkaniowe uchwalając przepisy o uldze meldunkowej. Tym bardziej nie miał uprawnień - przywracając od 2009 roku przepisy o tzw. „uldze mieszkaniowej", które dotyczyły również nieruchomości niezabudowanych – wykluczać z tej ulgi osoby, które nabyły nieruchomość gruntową w latach 2007-2008. Jest to ewidentna, niczym nie uzasadniona, nierówność obywateli wobec prawa.

Przepisy o opodatkowaniu podatkiem dochodowym prywatnego obrotu nieruchomościami nie mogą likwidować tzw. „ulgi mieszkaniowej", a sądy administracyjne od kilkunastu lat zwlekają ze skierowaniem Pytania do TK.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA