Z naszych informacji wynika, że prowadził pan działalność polegającą na sprzedaży za pośrednictwem platform internetowych, prosimy więc o korektę zeznania i wykazanie przychodów. Takie pismo z urzędu skarbowego dostał nasz czytelnik. I nie on jeden.

- Ostatnio fiskus zaczął intensywnie sprawdzać podatników, którzy trafili do raportów przesyłanych przez platformy internetowe, takie jak Allegro, OLX czy Vinted, na podstawie przepisów wdrażających unijną Dyrektywę DAC7 – mówi Monika Piątkowska, doradca podatkowy w fillup.

Kto może się znaleźć w raporcie dla skarbówki?

Przypomnijmy, że w takich raportach są informacje o sprzedawcach, którzy przeprowadzili rocznie przynajmniej 30 transakcji. A także o sprzedających rzadziej, ale w sumie za więcej niż 2 tys. euro. W zestawieniu są również ci, którzy za pośrednictwem platform internetowych wynajmowali nieruchomości, środki transportu czy świadczyli różne usługi. Pierwszy raz skarbówka dostała raporty w styczniu 2025 r. (od 82 operatorów platform). I zapowiadała, że skontroluje, czy sprzedawcy płacili podatki.

Czytaj więcej:

Podatki Fiskus już wie, kto sprzedaje w internecie. I zapowiada kontrole

Pro

- Fiskus już wcześniej przeszukiwał portale sprzedażowe i sprawdzał najaktywniejszych użytkowników. Teraz ma jednak wszystko jak na talerzu – mówi Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w inFakt. Potwierdza, że skarbówka wysyła wezwania na podstawie raportów. Podaje przykład pani, która sprzedawała w internecie używane ubrania (swoje oraz dzieci).

- Było to klasyczne wietrzenie szafy, ponieważ jednak przekroczyła limity, znalazła się w raporcie i dostała wezwanie z urzędu – opowiada Piotr Juszczyk.

Co grozi za działalność na czarno?

Dlaczego fiskus interesuje się internetem? Szuka tych, którzy prowadzą działalność na czarno. Co się stanie, jeśli uzna sprzedawcę za przedsiębiorcę?

– Konsekwencje mogą być opłakane. Przede wszystkim skarbówka policzy PIT od dochodu, czyli przychodu pomniejszonego o koszty. Niezależnie od tego, ile czasu minęło od zakupu danej rzeczy (co jest ważne przy sprzedaży, która nie jest działalnością). Ten dochód może być bardzo wysoki, jeśli nie zbieraliśmy dowodów zakupu (nie odliczymy bowiem wtedy kosztów). Wyjdzie więc z tego spora zaległość wraz z odsetkami – mówi Monika Piątkowska.

- Może też okazać się, że powinniśmy płacić VAT (jeśli nie przysługiwało nam zwolnienie). Niewykluczone, że dostaniemy grzywnę z kodeksu karnego skarbowego. Na koniec ZUS zażąda składek – wylicza Piotr Juszczyk.

Kiedy sprzedaż w internecie jest działalnością gospodarczą?

Kiedy internetowy sprzedawca jest przedsiębiorcą? Dużo zależy od skali oraz okoliczności transakcji. Za przedsiębiorcę może być uznany ten, kto regularnie sprzedaje takie same rzeczy, współpracuje ze stałymi dostawcami, intensywnie się reklamuje. Biznesmenami nie są ci, którzy pozbywają się prywatnego majątku, czyli rzeczy, które kupili dla siebie, np. sprzętu sportowego.

- Trzydzieści transakcji czy 2 tys. euro to nie są progi działalności gospodarczej. Jeśli jednak sprzedamy przez rok 30 takich samych par butów albo 30 egzemplarzy tej samej książki, to trudno będzie przekonać fiskusa, że pozbywamy się osobistego majątku. Wizyty w urzędzie nie powinien się natomiast obawiać ten, kto wprawdzie przekroczył limity, ale sprzedawał stare, prywatne rzeczy, np. ubrania, z których wyrósł czy książki, które już przeczytał. Oczywiście jak dostanie wezwanie, to powinien złożyć wyjaśnienia – mówi Monika Piątkowska.

Czytaj więcej

Sprzedaż w internecie: 122 transakcje to wcale nie musi być biznes

Czy sprzedaż używanych rzeczy jest opodatkowana?

Jeśli już przekonamy urzędników, że aktywność w sieci nie jest działalnością gospodarczą (i nie grozi nam VAT oraz składki ZUS), to musimy odpowiedzieć sobie na jeszcze jedno pytanie. Czy od prywatnej sprzedaży trzeba zapłacić PIT?

- Z reguły nie. Wystarczy, że minie pół roku od zakupu. Liczymy od końca miesiąca, np. w maju możemy bez obaw pozbyć się rzeczy kupionych w październiku zeszłego roku albo dawniej – tłumaczy Piotr Juszczyk.

A jeśli sprzedamy szybciej? Wtedy PIT płacimy tylko wtedy, gdy z transakcji wyszedł dochód (czyli przychód jest większy niż koszty). Przy sprzedaży starych rzeczy to rzadkość. Jeśli jednak zarobimy na transakcji, pozostaje nam kwota wolna od PIT, która wynosi 30 tys. zł dochodu rocznie (pamiętajmy jednak, że sumujemy dochody z różnych źródeł rozliczanych według skali).

Czytaj więcej:

Podatki Aktywność w sieci pod lupą fiskusa. Co zakłada unijna dyrektywa DAC7?

Pro

- Problem jest wtedy, gdy sprzedawca nie ma dowodów zakupu. Wtedy musi w inny sposób wykazać, że daną rzecz miał dłużej niż pół roku, np. może potwierdzić to ktoś z rodziny. W najgorszym razie fiskus oszacuje przychody i koszty. Dla urzędników to jednak gra niewarta świeczki, powinni się skupić na grubych rybach – podkreśla Piotr Juszczyk.

Tym, którzy obawiają się przekwalifikowania na przedsiębiorcę, eksperci przypominają o możliwości prowadzenia tzw. działalności nierejestrowanej. – To formuła dla mających mniejsze przychody, obecnie limit wynosi 10 813,50 zł na kwartał. Oczywiście oni też muszą płacić PIT od dochodu – tłumaczy Piotr Juszczyk.

2,64 mln

tyle działań kontrolnych skarbówka przeprowadziła w 2025 r.

82

tyle platform przekazało fiskusowi dane o transakcjach za 2023 i 2024 r.

Stare i prywatne rzeczy
Korzystne interpretacje

Fiskus potwierdza w interpretacjach, że sprzedaż starych, prywatnych rzeczy w internecie nie jest działalnością gospodarczą i od dochodu nie trzeba płacić PIT. Oto przykład. Kobieta sprzedawała w sieci używane rzeczy – odzież, obuwie, książki. W ciągu roku doszło do 122 transakcji. Przychód z tego tytułu wyniósł 4,5 tys. zł. Czy jest to działalność gospodarcza? Kobieta twierdzi, że to tylko „porządkowanie osobistych zasobów”.
Fiskus przypomniał, że w świetle ustawy o PIT przedsiębiorcą jest ten, kto działa w celach zarobkowych w sposób ciągły i zorganizowany. Działalności gospodarczej nie stanowi jednak sprzedaż, nawet wielokrotna, przedmiotów z majątku prywatnego, które nie były nabyte w celach handlowych. Tak jest w opisanej sprawie. Sprzedaż używanych rzeczy na platformie internetowej to zwykłe zarządzanie własnym majątkiem. Nie trzeba jej rozliczać tak jak biznesu. Oznacza to, że kobieta nie zapłaci podatku, ponieważ sprzedawane rzeczy miała dłużej niż pół roku (interpretacja nr 0114-KDIP3-1.4011.160.2025.1.BS).