fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Paweł Rochowicz: Rozsądna danina od superszmiry

YouTube
YouTube
Flickr/Rego Korosi
W cyfrowej gospodarce pojęcia podatnika i działalności gospodarczej trzeba na nowo i rozsądnie zdefiniować. Byle sprawiedliwie.

Wielu internautów bawią filmiki, w których główny bohater docieka, czy da się jeść parówki z dżemem albo jak wysoką wieżę można ułożyć ze smażonych kawałków kurczaka. Pewnie miłośnikom Wajdy i Kieślowskiego trudno uwierzyć, że autor takich dzieł, niejaki Blowek, ma stałą widownię na poziomie 4,7 mln widzów. Jednak YouTube, w którym ten młodzieniec publikuje swoje dzieła, raczej nie interesuje się parówkową treścią. Widzi natomiast, że te filmy generują taki ruch w sieci, jakby przyglądało się temu całe ponadczteromilionowe województwo śląskie. I sprzedaje reklamy, z których część pieniędzy trafia do twórcy.

Zawodowi aktorzy, scenarzyści i reżyserzy mogą się zżymać, że w ten sposób szmira wypiera prawdziwą sztukę. Intrygująca jest tu jednak nie tylko różnica poziomów artystycznych, ale też nierówność konkurencyjna. Oficjalnie działające wytwórnie filmowe i stacje telewizyjne muszą przecież płacić podatki i inne daniny. Niejeden youtuber, choć wyjada spory kawałek reklamowego tortu, często w ogóle nie płaci podatków, zwłaszcza VAT.

Podobne problemy są nie tylko z filmami. Dzięki różnym platformom internetowym osoby oferujące mieszkania na wynajem stały się poważną konkurencją dla oficjalnie działających firm z branży noclegowej. Wiedzą coś o tym hotelarze z centrów Barcelony, Londynu czy Krakowa. Podobnie zresztą kierowcy Ubera stali się konkurencją dla taksówkarzy. Bo dzięki internetowi takie „niebiznesowe" oferty stały się o wiele łatwiejsze do znalezienia niż kiedyś. Tylko że tradycyjne rozumienie pojęcia podatnika VAT i w ogóle biznesu wymyka się realiom cyfrowego świata. A budżetom wymykają się pieniądze z podatków.

To zjawisko, zwane gospodarką współdzielenia, zostało już dostrzeżone przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w raporcie z ubiegłego tygodnia. Obroty takiej gospodarki to dziś na świecie prawdopodobnie ponad 200 mld dol., a do 2023 r. mają one wzrosnąć do 455 mld dol. Rosnąca skala takiego lukratywnego niby-biznesu skłoniła tę organizację do wysłania sygnału do rządów krajów członkowskich, w tym Polski: podchodźcie to tego ostrożnie. Z jednej strony należy opodatkować tych, którzy jakoby działalności nie prowadzą, ale zarabiają potężne kwoty. Z drugiej: nie ma sensu tracić czasu i pieniędzy na dochodzenie drobnych danin od kogoś, kto zarabia w ten sposób tylko okazjonalnie. Lepiej wypracować rozsądne uproszczone systemy opodatkowania dla chwilowych gwiazd z YouTube'a albo sezonowych jednopokojowych „hotelarzy".

Bo przecież głupkowata treść filmiku nie może usprawiedliwiać tego, by krociowe zarobki na tych „dziełach" zwolnić od podatków. A jednocześnie – wynajęcie jednego pokoju na kilka letnich tygodni nie powinno być przyczynkiem do ścigania jego właściciela, by zapłacił daniny biznesowe.

Wypracowanie „cyfrowych" reguł fiskalnych zajmie trochę czasu. Na razie jednak ważne jest jedno: rozsądek. A nie pomysły na nowe reklamowe podatki.

Czytaj też:

Youtuberzy w pułapce podatkowej

Youtuberami może się zainteresować fiskus

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA