fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Specjalne rozwiązania na specjalne czasy

Adobe Stock
Rząd musi dokonać pilnej mobilizacji kadr służby zdrowia. Warto przygotować się na czarny scenariusz rodem z Lombardii, nawet jeżeli nigdy się nie ziści.

Państwa cywilizacji Zachodu w sytuacjach kryzysowych starają się chronić w pierwszej kolejności najsłabszych: kobiety ciężarne, dzieci, starców. Tymczasem kolejny tydzień epidemii w Polsce ujawnia nowe znaki, że system ochrony zdrowia zaczyna się zacinać. Odwoływane są operacje i zabiegi, a problemy zaczynają mieć nawet kobiety w ciąży, ponieważ dostęp do lekarzy ginekologów i badań staje się ograniczony. Dłuższe utrzymywanie się takiej sytuacji zagraża zdrowiu i życiu kobiet oraz mających się urodzić dzieci.

Wielu lekarzy w Polsce prezentuje dziś postawy heroiczne, choć bywają i tacy, którzy prezentują niskie morale, zapominając o przysiędze Hipokratesa. Nie chcę tego oceniać. Nie ma jednak wątpliwości, że kadr lekarskich ubywa. W przypadku dalszego rozwoju epidemii proces ten może przyspieszyć. Dlatego państwo powinno podjąć pilne działania, aby za chwilę nie powtórzył się nad Wisłą scenariusz z północnych Włoch, gdzie z dnia na dzień zabrakło blisko 40 proc. personelu medycznego, m.in. z powodu zarażenia wirusem.

Niezbędne wydaje się budowanie kadry rezerwowej w służbie zdrowia, która w sytuacji pogłębiającego się kryzysu mogłaby zastąpić lekarzy walczących z koronawirusem w pierwszym szeregu i uzupełnić ubytki kadrowe wszędzie tam, gdzie byłoby to potrzebne – m.in. właśnie w ginekologii.

Świat już tak czyni. Dobre pomysły na zabezpieczanie kadr mają Brytyjczycy. Premier Boris Johnson zainicjował ustawę, która w krytycznych momentach umożliwia wykorzystywanie w służbie zdrowia emerytowanych lekarzy (nawet telefonicznie). W skrajnej sytuacji dopuszcza również do niektórych czynności lekarskich studentów medycyny ostatnich lat. Pomyślano też o zabezpieczeniu odwodów służby zdrowia, wspierając wolontariat. Osoby, które chcą pomóc szpitalom np. w logistyce, mogą bez konsekwencji opuścić swoje miejsca pracy na czas pandemii. Warto przeanalizować takie rozwiązania także w Polsce, nawet jeżeli nigdy z nich nie skorzystamy.

Brak stanu nadzwyczajnego umożliwiającego „dekretowanie" takich rozwiązań przez prezydenta powoduje konieczność ryzykownego zwoływania parlamentu, co wydłuża czas całej operacji. Tym bardziej trzeba się spieszyć, bo szczyt epidemii ciągle przed nami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA