fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Grzegorz Hajdarowicz: Zadziwiające zbiegi okoliczności

Grzegorz Hajdarowicz
Grzegorz Hajdarowicz
Fotorzepa, Robert Gardziński
Nie wierzę w przypadki i że chodzi tylko o 5 milionów zł, dlatego czuję się w obowiązku zabierać głos w kwestiach istotnych dla mediów – mówi Grzegorz Hajdarowicz z Rady Nadzorczej KCI.

Przed miesiącem po zajęciu kont i aktywów KCI, spółki-matki wydawcy „Rzeczpospolitej", zapowiedział pan, że wykorzysta wszystkie prawnie dostępne środki, aby obronić spółkę i grupę medialną przed atakiem. Jakie działania już pan podjął?

Działania mają obronić aktywa spółki KCI, w tym aktywa Gremi Media, wydającej „Rzeczpospolitą", ale również przyczynić się do tego, by postępowania sądowe były prowadzone w sposób rzetelny i sprawiedliwy. To leży w interesie nie tylko moim, ale też każdego obywatela i podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą w Polsce. Sprawą zajmuje się jedna z najbardziej renomowanych kancelarii w Polsce, SPCG z Krakowa. Przygotowała stosowne dokumenty do sądu: odwołanie od nakazu zapłaty, skargę na czynności komornika. KCI wystąpiła również do prokuratury z zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, gdyż według naszej oceny ostatnie działania przedstawicieli CNT (prezesa zarządu tej spółki i jej pełnomocnika) wyczerpują znamiona czynów zabronionych. Złożyliśmy też zawiadomienie do Rady Adwokackiej o możliwości nieetycznych działań pełnomocnika drugiej strony. Niech sprawdzą to powołane do tego organy. Powiadomiliśmy także sąd w Katowicach, w którym toczy się sprawa o blisko 5,4 mln zł, które KCI już zapłaciła półtora roku temu firmie CNT, o jej działaniach, które uznajemy za bulwersujące. Uważamy, że są to poważne okoliczności. Wszystkie dokumenty zostały złożone niezwłocznie, zgodnie z zapowiedzią.

Powiedział pan, że kwota 5,4 mln zł została zapłacona w 2019 roku pod przymusem. Na czym miałby on polegać?

Na swoistym wymuszeniu kwot nienależnych. W 2019 r., wykorzystując postępowania zabezpieczające celem postawienia KCI SA pod ścianą, spółka CNT zmusiła spółkę KCI do zapłaty tej kwoty spółce CNT. Spółka KCI musiała zapłacić, bo groziło jej niedomknięcie transakcji na 30 mln zł, poniesienie strat na poziomie 15 mln zł oraz spór z jeszcze innym kontrahentem tej transakcji. KCI nie miała wyjścia, musiała wpłacić pieniądze dla CNT. Po dokonaniu tej zapłaty doszliśmy do wniosku, że kwota ta nigdy nie powinna być należna spółce CNT. Mamy argumenty, które pozwolą to wykazać w postępowaniu sądowym. Wystąpiliśmy więc do sądu z roszczeniami. Sprawa toczy się w sądzie pierwszej instancji w Katowicach.

Ma pan dowody potwierdzające tę wpłatę?

Fakt otrzymania przez CNT tej kwoty nie były nigdy przez spółkę kwestionowany. Potwierdzają to zresztą wprost sprawozdania finansowe składane przez CNT. Te pieniądze nie zostały zapłacone gotówką, ale przelewem. Zresztą jaki byłby sens toczenia sporu w Katowicach o zwrot tej kwoty KCI? Trudno zatem usprawiedliwić to, że reprezentujący CNT pełnomocnik nie wspomniał o tym drobnym szczególe – tj. o otrzymaniu przez CNT kwoty blisko 5,4 mln zł – gdy składał do sądu w Krakowie drugi pozew, i to z wnioskiem o wydanie nakazu zapłaty, który umożliwia uzyskanie tytułu zabezpieczającego do zajęcia majątku KCI. Co więcej, doprowadził do tzw. zajęcia na zabezpieczenie praktycznie wszystkich aktywów KCI. A proszę pamiętać, że zabezpieczenie ma służyć wykonaniu zapadłego w sprawie wyroku. Tylko co tu zabezpieczać, skoro od prawie dwóch lat CNT ma już te pieniądze, o czym bynajmniej nie wspomniano w pozwie. Myślę, że gdyby poinformowano sąd, że CNT dostała już raz tę kwotę, ale domaga się jej po raz drugi, to sąd nie wydałby nakazu zapłaty, ponieważ to fundament prawa. Nie można drugi raz żądać i nakazać wypłaty pieniędzy.

Jak ta sytuacja wpływa na kondycję KCI i Gremi Media? Pensje dziennikarzy nie są zajęte.

Rozmawiamy o KCI, która jest akcjonariuszem Gremi Media. Żadne konta ani aktywa Gremi Media nie zostały zajęte. Spółka Gremi Media działa niezależnie. Niemniej ta sytuacja ma ogromny wpływ na stan właściciela Gremi Media, czyli KCI SA, ponieważ od 16 grudnia spółka ta jest sparaliżowana. Cały jej majątek został zajęty. Warto zauważyć, że w tym czasie były święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok, Święto Trzech Króli i tak naprawdę system sądowniczy, jak większość obszarów administracyjnych, nie działał. Spółka giełdowa, której majątek sięga setek milionów złotych, która jest blisko 75-proc. akcjonariuszem Gremi Media, ma zablokowaną całą aktywność. Nie mogła zapłacić VAT ani innych podatków, ponieważ ma zajęte wszystkie konta. Sytuacja właściciela Gremi Media jest bardzo poważna i w tym kontekście również niebezpieczna dla Gremi Media. Wpływa też na wizerunek całej grupy kapitałowej, do której Gremi Media należy.

Czy nie lepiej byłoby zapłacić te 5 milionów jak swego rodzaju kaucję – inne zabezpieczenie na czas tego procesu?

Prawo musi obowiązywać. Nie mogę pozwolić na atak na aktywa, które pośrednio lub bezpośrednio do mnie należą, gdy jest on prowadzony przy wykorzystaniu bezzasadnego nakazu zapłaty. Mam nadzieję, że wobec osób, które dopuszczają się tego rodzaju praktyk, zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne. Wydaje się rzeczą oczywistą, że to zabezpieczenie powinno zostać uchylone. Co ono ma zabezpieczać, skoro te pieniądze trafiły już do CNT? Nie można domagać się zapłaty tych samych pieniędzy po raz drugi. Gdybyśmy przyjęli taką narrację, to oznaczałoby, że w Polsce nie obowiązuje prawo. Mamy do czynienia z targnięciem się na spółkę, która działa od lat, dysponuje setkami milionów złotych, jest związana z moją osobą, a ja nie jestem anonimowym przedsiębiorcą. Aktywną działalność gospodarczą prowadzę już blisko 30 lat.

Pan wie, że są lepsze i gorsze sytuacje w biznesie.

Z równie bulwersującą sytuacją spotkałem się osobiście do tej pory tylko raz, gdy w 2000 r. zorganizowana grupa przestępcza związana z oficerami dawnych służb, prawnikami i ludźmi z Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie próbowała zagarnąć mój holding, podobnie jak stało się z Lechem Jeziornym i Pawłem Reyem z Krakowa w głośnym filmie „Układ zamknięty". Wtedy razem z robotnikami moich zakładów, ponieważ wtedy miałem zakłady przemysłowe, wjechałem do Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie, który był wykorzystany przez tę grupę, aby zatrzymać bezprawie. Po pięciu latach wygrałem z nim wszystkie spory w stu procentach, ponieważ to były działania mające na celu przejęcie majątku.

Ma pan zastrzeżenia do działań procesowych przedstawicieli CNT, ale nad tą sprawą unosi się jeszcze jedna kwestia, nieco polityczna. Zwrócił pan uwagę, że zajęcie majątku pana spółki zbiegło się w czasie z informacją, że Orlen chce przejąć Gremi Media. Może ktoś chce pana „tylko" postraszyć?

Zdziwił mnie ten zbieg okoliczności. W Onecie 12 grudnia pojawiła się informacja o planach przejęcia „Rzeczpospolitej", czyli Gremi Media, 14 grudnia pojawił się nakaz zapłaty, 16 grudnia nastąpiło zajęcie całego majątku KCI, a wiemy, że sądy praktycznie nie działają między świętami a Świętem Trzech Króli, a w tym roku do 11 stycznia. W tym czasie mogło się wydarzyć wiele rzeczy, co wpływało na wizerunek i wiarygodność czołowej w Polsce grupy medialnej. Spółki Gremi Media już mógłbym nie mieć, ktoś kupiłby tę wartą setki milionów spółkę za 5 milionów. Dlatego zdecydowałem się na wywiad do „Rzeczpospolitej", by pokazać, że nie pozwolę zamieść tej sprawy pod dywan, że z pełną odpowiedzialnością będę o niej mówił.

Pojawiły się też spekulacje, czy najnowsze działania spółki CNT nie ułatwią przejmowania przez sektor rządowy mediów.

Nie powiedziałem, że to jest operacja związana z polskim rządem. To może być zbieg okoliczności. Natomiast dostałem ostatnio różne informacje od kilku osób i okazało się np., że jeden z adwersarzy mówił na spotkaniu parę tygodni przed tą akcją, że za parę tygodni „Rzeczpospolita" może być do przejęcia za parę milionów złotych. Nic nie dzieje się w próżni i na sprawy należy patrzeć w szerszym kontekście. Jeżeli 15 grudnia UOKiK informuje o złożeniu wniosku w sprawie zgody na przejęcie grupy medialnej, a 16 grudnia cały majątek KCI zostaje zajęty na podstawie nakazu zapłaty, do którego wydania nigdy nie było podstaw, to należy publicznie stawiać pytania o los wolnych i niezależnych mediów. Różnie mogę interpretować to, co się dzieje, ale przecież każdy w takiej sytuacji by się zastanawiał, przez kogo jest kontrolowana CNT, jakie ma interesy i jakie z tego można wysnuć przypuszczenia.

Pytania to jeszcze nie fakty.

To są moje analizy i wnioski. Jestem osobą działającą publicznie, która od wielu lat funkcjonuje w biznesie, i czuję się w obowiązku zabierać głos w kwestiach istotnych, związanych nie tylko z działalnością niezależnego rynku medialnego, ale również samym obrotem gospodarczym i tym, jakimi środkami przedsiębiorcy próbują osiągać oczekiwane przez nich cele. Myślę, że z czasem będziemy dowiadywali się coraz więcej. Wiem natomiast, że nie można drugi raz domagać się zapłaty tych samych pieniędzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA