fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Operacja w Afganistanie

Wkrótce Afganistan bez obcych wojsk, w tym polskich

AFP
Po dwu dekadach walk z udziałem zagranicznych sił, kraj rozpocznie nowy etap historii. Nie będzie to jednak koniec wojny domowej.

Zaraz po USA całe NATO zapowiedziało wycofanie wojsk z Afganistanu. Nie nastąpi to z dnia na dzień, ale wygląda na to, że Amerykanie będą ostatni, jeżeli opuszczą kraj do 11 września. Ewakuacja sił NATO rozpocznie się 1 maja.

Wtedy rozpocznie się też powrót do domu 350 polskich żołnierzy. Ciężkie pojazdy zostaną przetransportowane koleją do portu w Pakistanie, skąd drogą morską przybędą do Polski. Niekwalifikujący się do transportu sprzęt zostanie zapewne zniszczony na miejscu.

W sumie od początku misji, przez niemal dwie dekady, przez Afganistan przewinęło się 20 tys. polskich żołnierzy. Wielu z nich uczestniczyło w bezpośrednich walkach z talibami, zwłaszcza członkowie polskich sił specjalnych współpracujących ściśle w terenie z Amerykanami. Zaangażowanie Polski w Afganistanie nie odbyło się formalnie na mocy art. 5 NATO o kolektywnej obronie, ale było wyrazem solidarności ze Stanami Zjednoczonymi po ataku Al-Kaidy na Nowy Jork we wrześniu 2001 r.

– Obecność polskich sił zbrojnych w Afganistanie i Iraku wymusiło także pewną modernizację armii, w następstwie współpracy z siłami NATO – zwraca uwagę „Rzeczpospolitej" Wojciech Lorenz, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Przypomina, że udział Polski w Afganistanie był proporcjonalny do potencjału kraju. Polska nie nakładła też na działania kontyngentu żadnych ograniczeń. – Wychodzimy z Afganistanu z twarzą i honorem – podkreśla Lorenz.

Do domu nie powróciło jednak 44 polskich żołnierzy. Śmierć poniosło dwa razy więcej Francuzów, 54 Niemców i ponad 450 Brytyjczyków. Straty amerykańskie to ponad 2300 żołnierzy.

– To nie była trudna decyzja – wyjaśnił prezydent Joe Biden po formalnym ogłoszeniu we wtorek postanowienia o wycofaniu amerykańskich sił. – Zaangażowaliśmy się tam z dwu powodów: eliminacji Bin Ladena i zlikwidowania bezpiecznej przystani (dla terrorystów Al Kaidy – przyp.red.) – powiedział.

Dodał, że nigdy nie uważał, iż celem amerykańskiej interwencji mogło być „zjednoczenie Afganistanu". Miał na myśli wprowadzenie jednolitego systemu rządów.

Obecnie liczące ok 300 tys. żołnierzy i policjantów siły rządowe kontrolują Kabul i duże ośrodki miejskie. Talibowie zaś większą część kraju. Na papierze pozostały ustalenia USA z talibami o rozpoczęciu przez nich negocjacji z rządem w Kabulu.

Talibowie przestrzegają zobowiązań o nieatakowaniu sił NATO. Grozili jednak, że zmienią zdanie, jeżeli NATO nie wycofa się do maja tego roku. Było to jednak przed ogłoszeniem decyzji prezydenta Bidena. Amerykanie mają też nadzieję, że zgodnie z ustaleniami nie dopuszczą do odnowienia wpływów Al-Kaidy w Afganistanie. Co będzie dalej – nie wiadomo.

W czarnym scenariuszu nastąpi nasilenie walk z oddziałami rządowymi. Wojnie afgańsko-afgańskiej zapobiec może wewnętrzne porozumienie. Szanse są małe. Kraje zachodnie zapewniają, że wraz z wycofaniem się NATO nie ustanie pomoc dla rządu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA