fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona środowiska

Czy psy boją się huku fajerwerków - odpowiada behawiorystka i miłośniczka psów

Adobe Stock
Czy psy rzeczywiście boją się fajerwerków? Czy kiedy pies na nas warczy lub szczeka, lepiej udawać martwego, czy rzucić się do ucieczki? Czy cierpią męki w blokach i co zrobić jeśli przeszkadzają sąsiadom? Na te i inne tematy z Karoliną Osenkowską, behawiorystką i miłośniczką psów rozmawiał mec. Andrzej Gąsiorowski.

Jak tłumaczyć to pojęcie, z czym jeść tę „behawiorystykę"?

Praca behawiorysty w moim odczuciu i wykonaniu polega na byciu takim trochę tłumaczem i mediatorem, który dodatkowo proponuje rozwiązania mające na celu poprawę relacji i warunków do życia obydwu stron – człowieka i psa.

 

Czy każdego psa można, jak to się potocznie mówi, ułożyć?

Każdego, zdrowego psa możemy dostosować do środowiska w jakim ma żyć tylko, że moim celem jest dostosowanie go tak, żeby był zachowany dobrostan. Jeżeli widzę, że kończą mi się możliwości metod pracy z opiekunem i psem, czasem stosujemy środki farmakologiczne, ale tego nie można robić cały czas, a często po ich wycofaniu sytuacja wraca do nieodpowiedniego stanu rzeczy. Wtedy trzeba poszukać możliwości dostosowania środowiska do potrzeb psa. Czasami wiąże się to ze zmianą miejsca zamieszkania, czy w ogóle zmianą opiekunów. Miałam już pacjentów, którzy podjęli się przekazania zwierzęcia komuś kto da mu lepsze życie. Na szczęście byli bardzo świadomi i właściwie sami podjęli tą decyzję, widząc jak bardzo jest wszystkim pod górkę.

Moje prywatne zdanie jest takie, że dając psu dom daje mu szansę na szczęśliwe życie. Pies nie jest dla mnie, bardziej ja jestem dla niego. To się oczywiście wiąże z całą ideą adoptowania psów ze schronisk a nie kupowania. Myślę, że już od początku nasza decyzja czy kupujemy czy adoptujemy odzwierciedla nasze oczekiwania. Ja niewiele od psa oczekuje, właściwie tyle, żeby był psem. Jak da mi w kość to lepiej bo się więcej nauczę. Oczywiście podejście człowieka może się zmienić już w trakcie życia z tym psem. Jednak chciałabym, prywatnie, żebyśmy brali odpowiedzialność za decyzje naszych przodków. Jeżeli doprowadziliśmy do powstania zwierzęcia, które bez naszej pomocy nie przeżyje, dopuszczamy do tego, że ono rozmnaża się w ogromnych ilościach to mamy obowiązek zapewnić im dobrostan.

Zdecydowanie mamy realny wpływ na zmniejszenie efektu bezdomności zwierząt udomowionych. Przede wszystkim nie nabywanie ich z niewiadomych źródeł. Pseudohodowle to temat, o którego negatywnych działaniach mogłabym się tu jeszcze długo rozpisywać i chętnie to zrobie ale to chyba nie rozmowa na teraz. Na pewno jednak należy zakładać, że są to działalności nastawione na zysk a więc i „masówkę" eksploatując, często nierasowe, zwierzęta do cna. Efektem są dalej psy, często chore, z wadami genetycznymi, ze złych warunków. Część z nich (ta lepsza) zostanie kupiona, bywa, że dalej rozmnażana, a część uśpiona czy porzucona. 

Czytaj także: Prawa zwierząt: porzucanie i odbieranie trzeba uregulować

Kastrowanie zwierząt powinno być obowiązkowe. Przede wszystkim zapobiegamy nowotworom, u suk niekastrowanych niebezpieczeństwem jest też ropomacicze i ono potrafi szybko zabić. To kwestia kilku godzin. Obalono już wszelkie mity na temat tego, że każdy pies raz musi. Nie musi a efekty takich, nieodpowiedzialnych pomysłów mamy w schroniskach. Wielka część społeczeństwa nie wie, że nie tyle co nie należy ale nie wolno rozmnażać zwierząt bez odpowiednich zezwoleń.

Czy to prawda, że psy się męczą w domu, jak często mówią ludzie?

Są typy mniej lub bardziej terytorialne, jednak każdy gatunek ma swoją, bezpieczną przystań. To wszystko pod warunkiem, że ten dom nie staje się więzieniem bez wyjścia, które wiąże się z ograniczeniem możliwości prezentowania swoich wzorców zachowań, spełniania swoich potrzeb. Nawet jak mieszka się w mini-kawalerce z jednym pomieszczeniem ale zapewnia się psu na spacerach swobodny ruch, eksplorację, kontakty społeczne etc. w takich ilościach jaki dany osobnik potrzebuje to zapewniam, że nie będzie się męczył. To z „męczeniem się w domu" właściwie jest argument osób, które trzymają psy w budzie, na zewnątrz i próbują jakoś odpowiadać na krytykę w związku z tym. W takiej formie najczęściej tę opinię spotykam.

Czasy się zmieniły i rola psa w naszym życiu również. Nie potrzebujemy już stróża, który pilnuje kur czy pola. Zwiększa się też nasza świadomość na temat emocjonalności zwierząt oraz chociażby na temat tego czy i jak czują ból i dyskomfort. Myślę, że to powinno wystarczyć żeby zaprzestać przetrzymywania psów na ograniczonej przestrzeni poza domem. 

Czytaj także: Kary za znęcanie się nad zwierzętami 

Czy bardzo cierpią jak się odpala fajerwerki? Dlaczego?

Nie każdy pies cierpi przy krótkotrwałych dźwiękach wybuchów jednak dla wielu to jest jakiś dyskomfort. Niewiele jednak znam psów, które miały do czynienia z takim hukiem i czuły się wtedy bezpiecznie dostając nagrody i będąc w bezpiecznym miejscu. Częstotliwość tego huku też ma znaczenie. Jednak zakładam, że każdemu z nas zdarzyło się przestraszyć głośnego, niespodziewanego dźwięku. Jeżeli pies się przestraszy to takie nagłe bodźce uruchamiają jego strategię przetrwania. Możemy sobie, chyba, wyobrazić jaki to jest poziom cierpienia – walka o życie.

Czytaj także: Fajerwerki: jak sprzedawać, kupować i używać zgodnie z przepisami i zasadami bezpieczeństwa

Czy można to jakoś złagodzić?

Złagodzić taki stan możemy pracując z psem znacznie wcześniej, grubo przed sylwestrem a najlepiej od szczeniaka, wykorzystując proces zwany habituacją. Puszcza się wtedy psu bodziec -straszak ale w znacznie mniejszym natężeniu i obserwuje jego reakcje. Jeżeli ten nie robi wrażenia to powoli zwiększa się natężenie a później i kontekst czyli na przykład miejsce, w którym ten bodziec się pojawia. Taką pracę należy wykonać pod okiem behawiorysty, który dobrze oceni reakcje psa i dobierze poziomy trudności tych ćwiczeń.

Jeżeli nie zdążymy z taką pracą przed sylwestrem i wiemy, że będzie głośno, to polecam zabrać psa gdzieś indziej, na przykład na działkę co zamierzam zastosować w tym roku. Jak nie ma takiej możliwości to najlepiej pozostać z psem w domu, pozamykać i pozasłaniać okna, pozwolić psu wybrać sobie miejsce, w którym czuje się bezpiecznie – to często małe, ciemne pomieszczenia jak łazienka, miejsce pod łóżkiem itd. Pozostawić go tam i być w pobliżu pilnując aby nie stała się mu krzywda. Na spacer wyjść przed rozpoczęciem się wystrzałów i wyjątkowo z pełną asekuracją czyli szelki, obroża, dwie, podpięte smycze, koniecznie adresówka bo dużo zwierząt wymyka się z osprzętu i ginie. W domach wiele psów sobie poradzi. Ale w schroniskach co roku ze strachu, na serce umiera jakaś liczba psów. Dodatkowo po Sylwestrze lecznice i schroniska pękają w szwach od przywiezionych przez straż miejską czy obcych ludzi uciekinierów. Wiele z nich ginie pod kołami aut lub nieodnalezione przez właścicieli pozostają w schroniskowych kojcach.

Czytaj także: Wysokie kary za brak smyczy i kagańca u psów

Czy pies to dobry prezent pod choinkę?

Wydaję mi się, że stawianie żywej istoty w roli „prezentu" uprzedmiotawia go w naszych oczach. Prezent kojarzy się z przedmiotem nieożywionym, który można nabyć, kupić, posiąść a ja tak zwierząt nie odbieram. Dalej: Jeżeli chce się adoptować psa to obowiązkowo należy odbyć kilka wizyt przedadopcyjnych tak żeby obie strony mogły się zapoznać i określić czy spełnią swoje wymagania. Potem dostać zielone światło od pracowników i opiekunów w schronisku, którzy znając to zwierzę najlepiej też mają prawo stawiać jasne warunki. Odbyć takich wizyt nie może osoba postronna, to musi być przyszły opiekun tego psa tak więc niemożliwe, żeby został dany jako prezent niespodzianka.

Jeżeli chce się kupić psa, to należy wybrać odpowiednią, zarejestrowaną hodowlę. Sprawdzić na miejscu, jakie panują tam warunki, tak samo jak w schronisku wystarać się u hodowcy, bo to on decyduje czy akurat ten człowiek będzie odpowiedni. Jeżeli rozmawiamy o dobrych i szanujących się hodowlach to ciężko mi wyobrazić sobie, że hodowca godzi się dać od siebie z miotu psa na prezent pod choinkę bez omówienia wszystkiego dokładnie i określenia się przyszłego właściciela.

 

Wszystkie inne opcje nabycia psa powinny być niemożliwe, ale to wizja pięknego świata. Niestety są „schroniska" gdzie zwierzęta oddaje się komukolwiek byle się pozbyć problemu lub byle przeżył bo warunki są tragiczne. Są też pseudohodowle, które sprzedadzą psa za paręset złotych. Reklamują się na takich stronach jak np. OLX i to one cieszą się największym zyskiem w okresie świątecznym.

Chciałabym wierzyć, że wszyscy ludzie kupujący psy robią to bardzo świadomie jednak statystyki ilości porzuceń zwierząt w trakcie lub zaraz po świętach pokazują coś innego.

 

Nie mogę sobie darować tego pytania, jak się zachować kiedy warczy nas lub szczeka pies?

W informację jaką pies chce nam przekazać wchodzi nie tylko dźwięk ale też mowa ciała (i zapach ale tego akurat nasze zmysły nie odbiorą). Tak więc w przypadku szczekania intencje mogą być różne. Załóżmy jednak, że szczekając pies ma schowany pod siebie ogon, głowę i szyję w jednej linii z plecami, położone uszy, ściągnięty pysk, stoi na ugiętych łapach, czasem się trzęsie. To obrazek jaki możemy zobaczyć często pod sklepem. Przywiązany pies o opisanej wyżej mowie ciała i dodatkowo szczeka. To wtedy informacja dla nas, że się boi i nie należy do niego podchodzić. Może być tak, że przy zbliżaniu się pokaże białka i kły, zacznie warczeć. Wtedy już bardzo wyraźnie informuje nas żeby się nie zbliżać.

Czytaj także: Czy można zakazać wstępu psów na teren parku 

Generalizując, jak pies na nas warczy to właściwie dobrze bo to znaczy, że chce nas poinformować o czymś. Najczęściej o tym, że powodujemy jego poczucie dyskomfortu czy strachu. To można potraktować jako prośbę o odejście i dokładnie też w ten sposób należy się zachować. Takie zachowania jednak mogą wystąpić w tylu różnych kontekstach, że nie zdołam ich wszystkich tu opisać. Powyższy przypadek ma być informacją dla czytelnika jak zapobiec pogryzieniu. Jakiekolwiek karanie psa za warczenie nie powinno mieć miejsca bo jest to normalny sposób komunikowania się zwierząt. My też mamy umiejętność powiedzenia w niektórych sytuacjach „nie". One też muszą.

Jeżeli warczenie pojawia się w sytuacjach, które w odbiorze właściciela są zupełnie normalne, które powodują dyskomfort tego właściciela to już wtedy robota dla behawiorysty, który oceni co się tam właściwie dzieje.

Na ulicy jednak, w stosunku do obcych zwierząt należy zachować dystans. Rozumiem, że to cecha naczelnych taka potrzeba kontaktu fizycznego, w dodatku podchodząc na wprost z wyciągnięciem rąk, patrząc w oczy, pochylając się nad czymś czy kimś kto wzbudził naszą potrzebę dotknięcia i przytulenia. Psy jednak tego nie robią i nie lubią. Komunikują się z odległości a nawet nie widząc się nawzajem, pozostawiając tylko informacje zapachowe.

Zdecydowanie polecam psa, który nie wygląda jakby zawładnął nim ogon i pomiatał ciałem w każdą stronę, ominąć łukiem i nie próbować na siłę się zaprzyjaźniać. Fajna akcja, którą chyba internauci próbują wdrożyć życie to oznaczanie psów, tych mniej wylewnych w stosunku do człowieka, chorych, w trakcie treningu, żółtymi akcesoriami. To ma być wizualna informacja dla przechodniów, że nie należy go zaczepiać. O psach oznakowanych, że są w pracy chyba nie muszę mówić.

Jednym z najbardziej palących problemów właścicieli psów w blokach jest szczekanie lub wycie psa, kiedy opuszczają mieszkanie na jakiś czas. Czy potrafisz pomóc w takich sytuacjach?

Wtedy mówimy o problemach związanych z separacją i obieramy sobie jedną ze ścieżek pracy z takim psem. Przeważnie udaje się pomóc. To częsty problem też ze względu na to jaką funkcje nadaliśmy dzisiejszym psom. Dzisiejszy pies ma być naszym towarzyszem a jako, że są to zwierzęta baaardzo społeczne to można powiedzieć, że przebywanie samemu kilka godzin w zamkniętych pomieszczeniach nie leży w ich naturze. Da się jednak psa nauczyć jak spokojnie znosić rozłąki i wprowadzić je w rutynę w jego życiu. Tutaj tak samo jak w przypadku szczekania i warczenia konteksty są różne i nie ograniczamy się do tego, że istnieje tylko na przykład lęk separacyjny, o którym jest najgłośniej i na który można znaleźć miliony rad w internecie. Możemy mieć do czynienia z emocjami frustracji, złości, ze strachem przed zamkniętą przestrzenią a nawet ze szczęściem czy z ulgą także tu też wizyta domowa behawiorysty, filmy nagrane podczas nieobecności w domu są konieczne żeby dopasować plan terapii do przypadku.

Czytaj także: Jak sobie radzić ze szczekającym psem sąsiada

Czy sama masz psa?

Mieszkam z jednym psem na stałe – to suczka Dzidzia, która kiedyś była u mnie w domu tymczasowym ale uznałam, że oddanie jej byłoby najgorszym co mogłoby nas spotkać. Drugi pies jaki u nas aktualnie przebywa to Tequila. Również z Fundacji Ast. Suczka, która szuka stałego domu i kogoś kto ją mocno pokocha i zadba, a jest o co dbać bo Tequila jest inwalidką. W wieku 4 miesięcy wyleciała z drugiego piętra z balkonu i połamała wszystkie kończyny. Późniejsze zaniedbania byłych właścicieli w leczeniu doprowadziły do nieodwracalnych zmian. Mamy też nad czym pracować jeśli chodzi o jej przygotowanie do życia z człowiekiem w mieszkaniu, ale jesteśmy na wspaniałej drodze i zakładam, że już obecny stan byłby dla niektórych zadowalający.

Rozmówczyni: Karolina Osenkowska - certyfikowana behawiorystka, miłośniczka psów;

Pytał: Andrzej Gąsiorowski - adwokat, filozof, prowadzi blog "Dlaczego ludzie wycinają drzewa".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA