fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Spór o prawo własności do wraku żaglowca

Rycina z epoki ukazująca eskadrę francuską Jeana Ribaulta u wybrzeży Florydy.
Wikipedia
Trwa spór Francji z firmą i władzami Florydy o prawo własności do wraku żaglowca.

Sytuacja jest kuriozalna: jeszcze nie ustalono, jaki żaglowiec spoczywa u wybrzeży Florydy, a już rozgorzał konflikt z udziałem Paryża o to, co znaleźli płetwonurkowie z firmy Global Marine Exploration. GME zajmuje się poszukiwaniem wraków i wydobywaniem z nich rzeczy, których wartość antykwaryczna idzie w miliony dolarów.

W sierpniu płetwonurkowie GME zlokalizowali wśród setek szczątków rakiet NASA, które wpadły do Atlantyku w pobliżu Cap Canaveral, trzy działa okrętowe z brązu, 19 dział z żelaza, 12 kotwic, koło szlifierskie, amunicję, kamienie balastowe oraz marmurową kolumnę z lilią – godłem królestwa Francji.

Na wieść o tym odkryciu Paryż wystąpił z przypuszczeniem, że natrafiono na szczątki słynnego żaglowca „La Trinite". Dowodził nim korsarz Jean Robault. Celem było zawładnięcie Florydą w imieniu króla Francji Karola IX. W 1565 roku okręt Jeana Ribaulta, zagorzałego hugenota, zamiast wzmocnić Fort Caroline (dzisiejsze Jacksonville), osiadł na piaszczystej płyciźnie w pobliżu wybrzeża. Natomiast towarzyszące mu trzy inne żaglowce, także z hugenotami, w sumie 600 ludzi, rozproszył huragan.

Hiszpański admirał Pedro Menendez de Aviles otrzymał od swojego monarchy Filipa II rozkaz „poderżnięcia gardeł heretykom", co zrealizował właśnie w miejscu, w którym natrafiono na zabytki. Miejsce to Hiszpanie nazwali Matanzas – Masakra. W ten sposób zakończyły się francuskie aspiracje do Florydy, Jean Robault nie ustawił marmurowej kolumny z lilią – godłem królestwa Francji, poszła na dno.

Szef Global Marine Exploration Boby Pritchett nie oponował, gdy Francuzi uznali wrak za „La Trinite" – byłby to najstarszy wrak francuskiego żaglowca w Nowym Świecie. W ten sposób wartość antykwaryczna zabytków rosła. Jednak nie przewidział, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych Francji zażąda zwrotu zabytków z „La Trinite", na mocy aktu prawnego „Sunken Military Craft Act" przyznającego prawo własności każdemu krajowi do jego dawnych okrętów wojennych, a także prawo do ich eksploracji pod wodą.

W tej sytuacji Boby Pritchett diametralnie zmienił zdanie i ogłosił, że to, co znaleziono, poszło na dno, wraz z handlowymi żaglowcami hiszpańskimi, które przewoziły łupy wojenne. Firma zwróciła się do sądu w Orlando o potwierdzenie jej praw do znaleziska. W odpowiedzi francuskie MSZ sfinansowało kwerendę w archiwach, w Bibliotece Narodowej, aby „jasno określić, że eskadra Ribaulta były to jednostki króla Francji, a więc okręty wojenne, i jako takie należą do państwa francuskiego". Aby nie pokpić sprawy, MSZ wynajęło Jamesa Goolda z kancelarii Covington & Burling, najlepszego amerykańskiego adwokata w dziedzinie praw własności do obiektów podwodnych.

Reagując na ten ruch, Pritchett zwrócił się o ekspertyzę do autorytetu naukowego, Johna de Bry z Center for Historical Archeology w Melbourne Beach na Florydzie. Odpowiedział na to Michel L'Hour, dyrektor Departamentu Podwodnych Badań Archeologicznych we francuskim Ministerstwie Kultury, stwierdził, że „jest niedopuszczalne, aby pozostawić tego rodzaju stanowisko w rękach amatorów zwabionych nadzieją zysku, co skończy się zdewastowaniem obiektu".

No właśnie, jak to się skończy? Jeśli okaże się, że chodzi o hiszpański żaglowiec, 80 proc. wartości znaleziska przypadnie Global Marine Exploration, 20 proc. weźmie stan Floryda. Jeśli to jest okręt wojenny Karola IX, wszystko przypadnie rządowi francuskiemu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA