fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Z drugiej ręki: najmłodsi klienci na rynku mieszkań

Trzypokojowe, 47,2-metrowe mieszkanie przy al. 3 Maja w Legionowie jest wycenione na 250 tys. zł
Freedom Nieruchomości Legionowo
Młodzi z gotówką inwestują czasem w apartamenty. Cena za lokal z wyższej półki nierzadko przekracza 750 tys. zł.

W Bydgoszczy najmłodsi kupujący mieszkania to studenci – mówi Marek Kiełpikowski, szef biura Arenda M. Kiełpikowski. – Pieniądze pochodzą od rodziców, którzy uważają, że kupno jest bardziej opłacalne niż wynajem. Tacy klienci szukają małych mieszkań blisko uczelni.

Mieszkanie po roku

Kolejną grupą, jak mówi Marek Kiełpikowski, są narzeczeni. – Jeśli pieniądze pochodziły z programu „Rodzina na swoim", to czasami musieli przyspieszać ślub – mówi. – Dający pieniądze rodzice dążyli do zawarcia aktu notarialnego przed ślubem, bo wtedy mieszkanie stanowi majątek osobisty dziecka i nie wchodzi do wspólnoty małżeńskiej.

Są też młodzi klienci, którzy wcześniej mieszkania wynajmowali. – Zdobyli zdolność kredytową, uzbierali wkład własny, sprawdzili, czy partner jest tym, z którym kredyt połączy ich na lata – opowiada Marek Kiełpikowski. – Ostatnia grupa to młodzi pracujący za granicą. Rekordzistki – dwie siostry – po roku pracy w Anglii kupiły w Bydgoszczy kawalerkę.

Najmłodsi klienci obsługiwani w biurze Mieszkanie24.com mieli po kilka lat. – Prawo do nieruchomości wynikało ze spadków lub darowizn – mówi Michał Niewiński, pośrednik z agencji Mieszkanie24.com. – Bardzo często mieszkania kupują maturzyści lub osoby przed maturą szukające lokum na czas studiów. Największe mieszkania, jakie wybierają młodzi, to ok. 70-metrowe trójki. Zwykle jednak kupują kawalerki i dwójki w cenie do 300 tys. zł. Wśród młodych klientów są też dzieci milionerów i celebrytów, które szukają innego standardu niż większość klientów.

Dwaj najmłodsi klienci Dariusza Mitrowskiego z warszawskiego oddziału Metrohouse mieli po 18 lat. – Płatnikami byli rodzice lub dziadkowie – mówi. – W pierwszym przypadku młody człowiek został współwłaścicielem mieszkania, drugim byli rodzice. W drugim przypadku, za moją radą, ustanowiono prawo dożywocia na rzecz dającego pieniądze dziadka. Obie transakcje były gotówkowe.

Najmłodszym klientem kupującym za gotówkę był 21-letni przedsiębiorca. – Kupił małe mieszkanie, w którym zamieszkał z dziewczyną – mówi pośrednik z Metrohouse. – Dziś mieszkania kupują klienci mający 25–28 lat. Wybierają lokale do 300 tys. zł. Zakup finansują kredytem.

Także Renata Cimaszewska, członek zarządu m2 Group, zwraca uwagę, że wśród klientów nie brakuje młodych, ok. 25-letnich osób. – To absolwenci albo studenci ostatnich lat – mówi. – Trafiają się też osoby, które na zakup mieszkania decydują się jeszcze wcześniej. Nasz najmłodszy klient miał 23 lata. Większość młodych osób na zakup pierwszego mieszkania przeznacza gotówkę, która pochodzi od rodziny – np. z darowizny lub spadku.

Z analiz m2 Group wynika, że największym zainteresowaniem młodych klientów cieszą się dwupokojowe mieszkania o powierzchni 40–50 mkw. – Młodzi, którzy zwykle mają ograniczony budżet, traktują nieruchomość jako lokal przejściowy, który w przyszłości zastąpią większym – opowiada Renata Cimaszewska.

Młody inwestor

Młodzi z gotówką inwestują też w apartamenty, np. na warszawskim Mokotowie. – Cena za lokal z wyższej półki nierzadko przekracza 750 tys. zł – zauważa pośredniczka z m2 Group.

Za pośrednictwem gdańskiego oddziału Freedom Nieruchomości mieszkania kupują m.in. 20–30-latkowie. – Nasz najmłodszy klient, który dokonywał transakcji w tym roku, miał 21 lat – mówi Sylwia Gęmbart z Freedom Nieruchomości. – Młodzi decydują się najczęściej na mieszkania jedno-, dwupokojowe. Największe mieszkanie z rynku wtórnego, kupione przez klienta z tego przedziału wiekowego, miało ok. 60 metrów. Dodaje, że transakcje gotówkowe zdarzają się sporadycznie. Pieniądze na mieszkanie dają wtedy rodzice.

– Większość młodych decyduje się na kredyt hipoteczny. Kiedy mieszkania kupują osoby mające nie więcej niż 24 lata, często współkredytobiorcami są rodzice – mówi pośredniczka z Freedom. – Grupą klientów, która korzysta z kredytu, są również młode małżeństwa oraz osoby świeżo po studiach, które mają już zdolność kredytową – dodaje.

Do niedawna, jak mówi Sylwia Gęmbart, wśród młodych prym wiódł rynek wtórny, teraz jednak dużym powodzeniem cieszą się mieszkania deweloperskie. – To efekt m.in. rządowego programu „Mieszkanie dla młodych" – wyjaśnia. – Do zakupu mieszkań z rynku pierwotnego zachęcają również atrakcyjne ceny, głównie w sypialnianych dzielnicach miasta.

Na coraz młodsze roczniki wchodzące na rynek mieszkań zwraca uwagę Joanna Skorupska, dyrektor poznańskiego oddziału Freedom Nieruchomości. – Nasza najmłodsza klientka miała 25 lat. Za gotówkę kupowała mieszkanie na wynajem. Była to więc transakcja inwestycyjna – opowiada dyrektor. – Największe mieszkanie, jakie kupił młody klient, miało 74 mkw. To także był zakup inwestycyjny. Klient, który zaciągnął kredyt hipoteczny, zamierzał wynajmować mieszkanie na pokoje.

Zdaniem Joanny Skorupskiej młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi potencjału inwestycyjnego na rynku nieruchomości. – W czasie studiów kupują większe mieszkania. Zajmują jeden pokój, a pozostałe wynajmują – mówi Joanna Skorupska. – Młodym ludziom najczęściej pomagają rodzice.

Młodzi, którzy już pracują (roczniki 1986, 1987, 1988), często decydują się na 30-letnie kredyty, także w ramach „MdM".

– W Poznaniu preferencje najmłodszych klientów się zmieniają. Jeszcze kilka lat temu kupowali nieruchomości z myślą o sobie i rodzinie. Mieszkanie miało im służyć latami – opowiada Joanna Skorupska. – Jednak ze względu na liczne migracje, zmiany pracy, zmiany na rynku, młodzi często kupują nieruchomości jako inwestycje. Jeśli biorą kredyt, to planują go spłacać pieniędzmi z wynajmu. Są w stanie wyzbyć się luksusu na jakiś czas, udostępniając pokoje najemcom.

Wieje nudą

Joanna Skorupska zwraca uwagę, że młodzi szybko się nudzą swoim mieszkaniem. – Jeśli ich na to stać, polepszają swoje warunki mieszkaniowe – mówi dyrektor.

Joanna Lebiedź, pośredniczka z agencji RE/MAX Action, podkreśla tymczasem, że granica młodości się przesunęła. – Już nie jest tak, jak było jeszcze w latach 80. i 90., że małżeństwa zawierają studenci, a jeszcze przed obroną pojawiają się dzieci. Młodzi nie rozpoczynają życia od zakładania rodziny – mówi Joanna Lebiedź. – Dopiero na pewnym etapie stabilizacji decydują się na kolejny krok, jakim jest własny dom i rodzina. Trend ma ogromny wpływ na rynek nieruchomości. Wiele uwarunkowań, w tym przede wszystkim finansowych, decyduje o wyborach ludzi wchodzących w życie – podkreśla.

Dodaje, że młodzi z reguły nie mogą sobie pozwolić na zakupowe szaleństwo. – Większość pieniędzy pochodzi z kredytu, a banki nie ułatwiają młodzieży życia. Poprzeczka zdolności kredytowej jest bardzo wysoko. Średnia cena kupowanej nieruchomości nie powinna przekraczać 200 tys. zł. W Warszawie, Krakowie czy Gdańsku można za to kupić kawalerkę lub lokal dwupokojowy, z perspektywą więzów kredytowych na co najmniej 20 lat. To, w połączeniu z dzisiejszym otwarciem granic i świata dla ludzi przedsiębiorczych, sprawia, że często młodzi zwracają się ku wynajmom – uważa Joanna Lebiedź.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA