fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Wylęgarnia dla wcześniaków, czyli skąd się wzięły dziecięce inkubatory?

Inkubatory z wcześniakami były wystawiane w parkach rozrywki i udostępniane zwiedzającym
Nowell, Frank H
Incubatio po łacinie znaczy mniej więcej tyle, co wysiadywać jajo. I dokładnie taką funkcję pełniły na początku.

Projekty pierwszych inkubatorów przygotowywali już starożytni Egipcjanie. Ratunek dla przedwcześnie urodzonych dzieci przyszedł niestety znacznie później.

Kluczową rolę w ratowaniu wcześniaków odegrało trzech mężczyzn – dwóch Francuzów i jeden Polak, który za sprawą swojej historii do dziś budzi jednak najwięcej kontrowersji. Byli to kolejno: Stéphane Tarnier, Pierre Budin i znany jako Doktor Inkubator Martin A. Couney.

Wzorowano się na drobiu

Tarnier zajął się sprawą jako pierwszy – w 1880 roku. Znany i ceniony już wówczas położnik zainspirował się widokiem inkubatora dla drobiu pokazywanego na jednej z wystaw w parku rozrywki Jardin d'Acclimatation. Francuz, jak każdy ówczesny lekarz, wiedział doskonale, że największym problemem w kwestii przeżywalności wcześniaków jest ich ograniczona zdolność do termoregulacji. Organizmy tak maleńkich dzieci nie są zwyczajnie w stanie ogrzać się samodzielnie. Skoro jednak pomagamy ogrzewać się kurczakom, dlaczego by nie ogrzewać dzieci?

Tak właśnie miał pomyśleć w 1880 r. „Tarnier i tak też początki inkubatorów dla niemowląt opisano w „History of medicine": „Tarnier (...) poprosił Odile Martin, hodowcę drobiu z Jardin des Plantes, o zbudowanie inkubatora dla niemowląt wzorowanego na inkubatorze dla kurczaków. (...) W rezultacie powstał couveuse – izolowane drewniane pudełko z dwiema komorami, z otworem na powietrze u dołu i szklaną pokrywą. Dolną komorę wypełniała woda ogrzewana lampą olejową, która z kolei ogrzewała powietrze w górnej komorze, w której przetrzymywano noworodka".

Poszło na tyle szybko, że jeszcze w tym samym roku pierwsze inkubatory dla wcześniaków zainstalowano w paryskim Hôpital Maternité, gdzie Tarnier pełnił funkcję ordynatora oddziału położniczego. To właśnie dzięki tym urządzeniom w tym konkretnym szpitalu udało się zmniejszyć śmiertelność noworodków ważących mniej niż 2 kilogramy z 66 do 38 proc.

Nie był to pierwszy sukces Francuza. Tarnier już w czasie pierwszych lat lekarskiej praktyki zainteresował się problemem gorączki połogowej – zakażenia powodującego w ówczesnej Francji śmierć jednej na sześć kobiet rodzących w szpitalu. Przekonany, że do śmierci położnic przyczynia się choroba zakaźna, wprowadził – jako pierwszy we Francji – zasady antyseptyki Josepha Listera, izolatki, a przede wszystkim ścisły reżim sanitarny w szpitalu. Dzięki tym staraniom śmiertelność z powodu gorączki połogowej spadła we Francji w latach 1870–1890 z 93 do 7 na 1000 porodów.

Uczeń mistrza

Równie oddany sprawie okazał się następca Tarniera – Pierre Budin, który w 1895 roku zastąpił go na stanowisku ordynatora w Hôpital Maternité. Wykształcony w Paryżu, zasad antyseptyki uczył się u samego Listera w Edynburgu. W swojej pracy skupił się przede wszystkim na zmniejszeniu śmiertelności niemowląt. Propagował karmienie piersią, lecz popularyzował też technikę znaną jako zgłębnik i służącą do karmienia wcześniaków. To właśnie jego asystentem został późniejszy Doktor Inkubator, czyli Martin A. Couney.

Kim naprawdę był Couney, do dziś do końca nie wiadomo. Przyjmuje się, że urodził się w 1869 roku jako Michael Cohen w Krotoszynie, w Polsce. Niektórzy historycy twierdzą jednak, że miejscem jego narodzin mógł być też Wrocław albo... Alzacja. Miał studiować w Lipsku, Wrocławiu i Berlinie, ale nikt tego nigdy nie zdołał potwierdzić. Na żadnej uczelni nie znaleziono wzmianek ani na temat Michaela Cohena, ani Martina A. Couneya. Wiadomo natomiast, że przed 1890 rokiem osiadł w Paryżu, gdzie praktykował pod okiem Budina.

W 1896 r. Couney został przez Budina wysłany do Berlina, gdzie na Wielkiej Wystawie Przemysłowej miał prezentować i promować ideę inkubacji wcześniaków. W przydzielonym lekarzom pawilonie Couney ustawił sześć inkubatorów z umieszczonymi w środku wcześniakami. Wystawie nadano tytuł „Kinderbrutanstalt", czyli „Wylęgarnia dzieci".

Od pierwszego do ostatniego dnia pawilon pełen był ludzi gotowych płacić za oglądanie tych „eksponatów". Sukces był tak spektakularny, że rok później Couney otrzymał zaproszenie do zorganizowania i poprowadzenia podobnej wystawy mającej się odbyć w Londynie w ramach Diamentowego Jubileuszu Królowej Wiktorii. Choć w tym przypadku, jak podaje na łamach „Ciekawostek Historycznych" Maria Procner, „Couney miał poważne problemy z przekonaniem konserwatywnych brytyjskich lekarzy do »wypożyczenia« przedwcześnie urodzonych maluchów. Udał się więc do Paryża, gdzie otrzymał (...) »trzy kosze wiklinowe pełne paryskich wcześniaków«".

Doktor Inkubator

Pod koniec XIX wieku Couney opuścił Francję i na stałe przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował organizowanie wystaw inkubatorów i zamkniętych w nich niemowląt. Pierwszą, na której pokazał się za oceanem, była „Trans-Mississippi" odbywająca się od czerwca do listopada 1898 r. w Omaha w Nebrasce.

Każda z wystaw, organizowanych niekiedy także na terenie wesołych miasteczek, nosiła inny tytuł, np. „Infantorium" lub „Baby Incubators". Niemowlęta będące pod opieką Couneya umieszczano w inkubatorach wyposażonych w szklane ścianki, dzięki czemu zwiedzający mogli zajrzeć do środka bez otwierania urządzenia.

Nie chodziło jednak tylko o wystawy. Na Coney Island Couney założył placówkę dla wcześniaków, w której zatrudnił cały zespół pielęgniarek mieszkających na miejscu i opiekujących się niemowlętami o każdej porze dnia i nocy. Podobną działalność prowadził w Atlantic City od 1905 aż do 1943 roku. Koszty opieki nad wcześniakami i wynagrodzeń dla pracowników udawało się pokrywać z dochodów uzyskiwanych na wystawach, na które wstęp zawsze był płatny.

Zdarzało się oczywiście, że zarzucano Couneyowi wykorzystywanie bezbronnych maluchów do zarabiania pieniędzy. W takich sytuacjach lekarz zwykle odpowiadał: „Całe życie rozpowszechniałem wiedzę na temat poprawnej opieki nad wcześniakami, którym wcześniej pozwalano umierać. Wszystko, co robię, jest całkowicie etyczne", i podawał liczby dzieci, które przeżyły dzięki inkubatorom.

Wyższe niż w innych placówkach wskaźniki przeżycia wcześniaków wybroniły lekarza nawet z kryzysu, jaki wybuchł po pożarze na Coney Island w 1911 roku. Żaden z maluchów wtedy nie ucierpiał, krytykowano jednak bardzo mocno ideę umieszczania niemowląt w parkach rozrywki, gdzie nie tylko łatwo o wypadek, ale też nie spełnia się, bo i nie ma jak spełnić, podstawowych standardów higienicznych. W obronie działalności Couneya stanął jednak wtedy dr Julius Hess, ojciec amerykańskiej neonatologii.

Dziś szacuje się, że dzięki swojej działalności Couney do 1952 roku ocalił życie ponad 8 tysięcy wcześniaków.

Ważne współcześnie

Inkubatory do dziś są najważniejszą metodą ratowania życia wcześniaków. Współczesne modele pozwalają na dostarczanie dzieciom tlenu, regulowanie ciśnienia w drogach oddechowych, ochronę przed zbyt niską temperaturą, infekcjami i hałasem. Lekarze mogą dzięki nim również monitorować aktywność mózgu malców.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce w 2016 r. przedwcześnie urodziło się 7,52 proc. dzieci. To prawie 29 tysięcy noworodków. Z badań przeprowadzonych na początku XXI wieku wynika, że pierwszy rok przeżywa 9,8 proc. noworodków urodzonych w 22. tygodniu. Gdy do porodu dojdzie tydzień później, przeżywa 53 proc. Wśród maluchów urodzonych w 24. tygodniu przeżywa 67 proc., w 25. – 82 proc., a w 26. – przeżywalność jest większa o 3 pkt proc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA