fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Miliardowa dziura w przychodach TVP

Manifestacja Komitetu Obrony Demokracji w Bydgoszczy
Fotorzepa/ Marian Bosiacki
Dla telewizji Jacka Kurskiego funkcjonowanie bez kolejnych potężnych zastrzyków rządowych pieniędzy stało się praktycznie niemożliwe – pisze członek Rady Mediów Narodowych.

Telewizja Polska zakończyła trzeci kwartał z zyskiem ok. 137 mln; dane za cały rok, ze względu na specyfikę rozliczeń ostatniego miesiąca, będą znane dopiero pod koniec pierwszego kwartału 2019 r. Można się jednak spodziewać wyniku około zera lub nawet niewielkiego zysku. Wygląda to nieźle, ale faktycznie publiczny nadawca rozpoczyna rok w dramatycznej sytuacji finansowej.

Mimo szumnych zapowiedzi, Prawo i Sprawiedliwość, podobnie zresztą jak poprzednie ekipy rządzące, nie zrobiło nic dla systemowego rozwiązania finansowania mediów publicznych. Zamiast tego, w uznaniu zasług Jacka Kurskiego, postanowiono dorzucić do budżetu TVP ogromną sumę. Specjalną ustawą w grudniu 2017 r. przyznano jednorazowo mediom publicznym kwotę 980 mln zł, z czego 800 mln trafiło do TVP. Formalnie była to rekompensata za wpływy z abonamentu utracone w latach 2010-2017, faktycznie to po prostu dotacja budżetowa. Część tych pieniędzy trafiło do radia i telewizji w końcówce 2017 r., większość – już w roku bieżącym. Dla Telewizji Polskiej, borykającej się od lat z brakiem środków, jest to prawdziwa góra pieniędzy: 600 mln. zł. Z abonamentu płaconego przez obywateli będzie w tym roku tylko ok. 360 mln.

„Rekompensata” nie jest jedynym prezentem, jaki rządzący przekazali Telewizji Polskiej. Drugi stanowiła pożyczka z Funduszu Reprywatyzacji, przyznana jeszcze przez premier Beatę Szydło z dodatkowym bonusem: odroczeniem terminu spłaty do 2019 r. Gdy przyznawano te pieniądze, władze TVP spodziewały się, że gdy przyjdzie czas na zwrot długu, będzie już funkcjonował nowy system finansowania i spłata kredytu nie będzie stanowiła problemu. Stało się jednak inaczej.

Jak informuje zarząd TVP, z rządowej pożyczki wydano 350 mln zł. Teraz przyszedł przykry moment, że trzeba zacząć spłacać kapitał. Zgodnie z przyjętym harmonogramem przewidującym, że spłata potrwa do końca 2023 r., trzeba będzie spłacać po ok. 10 mln zł miesięcznie, a więc w 2019 r. ok. 120 mln zł. Tyle trzeba spisać w koszty już na starcie nowego roku.

Przyszły rok zapowiada się więc znacznie gorzej niż bieżący. W dodatku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przewiduje, że wpływy z abonamentu nie tylko nie wzrosną, ale przeciwnie, będą nadal spadać. Podsumowując, przychody Telewizji Polskiej będą mniejsze o – bagatela – około miliarda złotych.

Rządowe, uznaniowe zasilanie mediów publicznych w 2018 r. nie rozwiązało systemowo żadnego problemu, wywołało jednak efekt uzależnienia. W przypadku radia mówimy o znacznie mniejszych kwotach, ale dla telewizji Jacka Kurskiego funkcjonowanie bez kolejnych potężnych zastrzyków rządowych pieniędzy stało się praktycznie niemożliwe. Część wzrostu kosztów ma zresztą obiektywne przyczyny, a możliwość powiększania dochodów komercyjnych jest ograniczona.

W dodatku zaczyna się maraton wyborczy, w którym rola obecnego prezesa TVP jest dla PiS nie do przecenienia. Wiele racji miał Michał Karnowski, mówiąc niedawno: „Jacek Kurski jest często jako prezes krytykowany – ja uważam, że gdyby nie on, tego rządu już dawno by nie było, zostałby zmieciony”. Teraz dla PiS ważne jest nie tylko to, by rząd nie został zmieciony, ale znacznie więcej: by partia wygrała kolejne wybory. Na to potrzeba nie tylko propagandowych talentów Jacka Kurskiego, ale także wielkich pieniędzy dla TVP.

Czego się więc można spodziewać? Nowej ustawy o finansowaniu mediów nie ma i nie będzie, a system abonamentowy jest już nie do odbudowania. Żadna władza nie będzie już w stanie przekonać obywateli do płacenia abonamentu za radio i telewizję. Sztuczkę z rekompensatą za utracone wpływy z abonamentu można powtórzyć tylko w niewielkim zakresie. Skoro za 8 lat wyliczono jej wysokość na niespełna miliard, łącznie dla radia i telewizji, to kwota za rok 2018 – jeśli ma być milcząco zaakceptowana przez Komisje Europejską – może wynosić tyko nieco więcej niż 100 mln. To mniej niż potrzeba na samą spłatę już zaciągniętego kredytu. Pozostaje więc dalsze zadłużanie. Jest jeszcze do uruchomienia część pieniędzy z Funduszu Reprywatyzacji, jest linia kredytowa w banku, telewizja może też emitować kolejne obligacje.

Jedno jest pewne: ktokolwiek stanie za rok wobec problemu przyszłości polskich mediów publicznych będzie musiał poradzić sobie nie tylko z wielkimi potrzebami, ale przede wszystkim z ogromnym długiem Telewizji Polskiej.

Autor od 2016 r. zasiada w Radzie Mediów Narodowych, był m.in. prezesem TVP i przewodniczącym KRRiT

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA