fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Połowa internautów to piraci

123RF
Szkody powodowane w polskiej gospodarce przez piractwo w 2017 roku przełożą się na ponad 3,2 mld zł utraconego PKB. I będą rosły – twierdzą eksperci.

Ponad 3 mld zł wpływu piractwa na polski PKB w 2016 r., jakie wyliczyli w raporcie eksperci z Deloitte i Stowarzyszenia Kreatywna Polska, to zsumowane przychody, jakie osiągałyby pirackie portale, gdyby działały jako zarejestrowane w Polsce, oraz kwoty, jakie płaciliby legalnym serwisom Polacy, gdyby zniknęły z rynku pirackie źródła filmów, muzyki i materiałów do czytania (w formie audiobooków, e-booków i e-gazet). Sam Skarb Państwa stracił w 2016 roku na pirackich treściach 826 mln zł (głównie z tytułu niezapłaconych podatków), a rynek pracy z powodu istnienia portali z treściami z nielegalnych źródeł ma o 27,5 tys. miejsc pracy do zaoferowania mniej.

Największe straty na materiałach wideo

Pomimo wielu działań podejmowanych przez branże kreatywne (akcje uświadamiające internautom, które portale są legalne, a które zamieszczają treści nielegalnie, oraz kampanie piętnujące piractwo) skala zjawiska wciąż jest na tyle duża, że można je uznać za powszechne.

– Z nielegalnych treści w sieci korzysta połowa osób używających w Polsce z internetu. To 12 mln ludzi, ogromna liczba. Na ich usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że większość z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, że czerpie z nielegalnych źródeł – mówiła Julia Patorska, starszy menedżer w Deloitte, współautorka raportu.

Najwyższy odsetek internautów korzysta z nielegalnych źródeł, gdy chodzi o wideo i książki.

Nominalnie rynek najwięcej traci na piratowanych materiałach wideo (w tym roku będzie to 1,78 mld zł). – Użytkownicy tych treści często nie wiedzą jednak, że korzystają z nielegalnych treści, bo wierzą, że jeśli płacą za nie kartami kredytowymi, to usługa jest legalna. Szkopuł w tym, że narzędzia wykorzystywane do pozyskiwania nielegalnych treści są właśnie całkowicie legalne – mówiła Patorska. Z szacunków autorów raportu wynika, że Polacy wydają już rocznie na pirackich serwisach aż 900 mln zł.

Korzystają z nich też reklamodawcy, zapewniając platformom z nielegalnymi treściami stabilne źródła przychodów.

Problem będzie narastał

Zdaniem autorów raportu skala korzystania z nielegalnych treści będzie rosła wraz z rozwojem technologii i umiejętności cyfrowych Polaków. Podczas gdy w tym roku wpływ piractwa na PKB sięgnie 3,23 mld zł, w przyszłym będzie to już 3,5 mld zł, a w 2024 r. – 4,13 mld zł.

Chociaż działania podejmowane przez okradane w internecie branże bywają skuteczne, większość z nich trwa zbyt długo i kończy się fiaskiem z uwagi na dziurawe w tym zakresie i nieprzystające do nowoczesnych cyfrowych realiów prawo (patrz: ramka). Eksperci uważają, że ścigać i karać trzeba tych, którzy udostępniają nielegalne treści w sieci i pobierają za nie opłaty.

– Nie obwiniałbym odbiorców takich treści za to, że sięgają po to, co samo wpada im w ręce, i nie nazywałbym ich piratami. Nazywajmy piratami tych, którzy na tych treściach zarabiają. To dziś świetni klienci dla dużych firm informatycznych, włączeni w cały system modeli ekonomicznych, które funkcjonują w internecie – zauważył Marcin Przasnyski ze Stowarzyszenia Kreatywna Polska.

Jak dodał, „te 3 mld zł nie wypadły komuś z kieszeni przypadkiem, mamy do czynienia z bardzo aktywną częścią gospodarki". – Jeśli kampania reklamowa w serwisie pirackim jest tańsza niż w innym, który prezes zdecyduje się więcej zapłacić za otrzymanie takiego samego reklamowego efektu? To etyka kosztuje – mówił.

Nowe modele biznesowe

Teresa Wierzbowska, prezes Stowarzyszenia Sygnał, które przeciwdziała piratowaniu sygnału telewizyjnego, przypominała, że 90 proc. pirackich treści jest już dzisiaj skutecznie blokowanych w sieci.

W ubiegłym tygodniu do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Południe wpłynął na przykład akt oskarżenia przeciwko Pawłowi K., któremu zarzucono nielegalne transmitowanie na Facebooku relacji telewizyjnych z dwóch gal KSW: „Trzy Korony" z 1 października 2016 r. oraz galę KSW 37 „Circus of pain" z 3 grudnia 2016 r., do których transmitowania prawa ma Cyfrowy Polsat (można je było oglądać w systemie pay-per-view). Nielegalne transmisje z gal KSW za pośrednictwem oskarżonego obejrzało w internecie ponad 17 tys. osób, wartość strat operatora telewizyjnego wyniosła około 636 tys. zł.

– Zmieniły się też modele biznesowe na rynku legalnych usług. Jeszcze kilka lat temu nie było tylu modeli odsłuchań muzyki, dziś mamy też bardzo elastyczne możliwości dostępu do transmisji telewizyjnych, które można oglądać wszędzie i z dowolnego urządzenia – mówiła Wierzbowska.

Zdaniem ekspertów legalne serwisy muszą szybko dopasowywać się do zmieniających się oczekiwań internautów, bo pirackie to robią.

Największym problemem jest to, że dla dużej części polskich internautów darmowy dostęp wciąż jest ważniejszy od tego, czy korzystają z legalnych źródeł, oraz fakt, że w miejsce każdego usuniętego linka czy pliku z nielegalną treścią, natychmiast pojawiają się kolejne.

Prawo nie pomaga walczyć z nadużyciami

Polska ma słabe mechanizmy prawne, jeśli chodzi o ochronę praw autorskich w internecie – narzekają eksperci. W przeciwieństwie do innych krajów nie implementowaliśmy do dzisiaj np. kluczowego dla branż kreatywnych artykułu 8.3 unijnej dyrektywy o prawie autorskim, który dałby możliwość blokowania nielegalnych treści poprzez zmuszanie do ich usuwania pośredników w ich udostępnianiu. Nie ma też prawa obarczającego odpowiedzialnością witryny, które zamieszczają linki do stron z nielegalnymi treściami w sieci, w ten sposób propagując pirackie platformy.

Osobnym problemem jest fakt, że piraci działają dziś międzynarodowo, często omijając geoblokady i lokując serwery na rynkach, z którymi polskie organy ścigania nie są w stanie nawiązać żadnej skutecznej współpracy.

– W Chinach np. w ogóle nie ma prawa autorskiego, a nas obowiązuje w zakresie jego ochrony zasada wzajemności. To oznacza, że gdy zgłaszamy się do chińskich władz z wnioskiem w takiej sprawie, dostajemy odpowiedź, że nie ma po drugiej stronie żadnego zainteresowania nią – mówił Michał Gołda, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak dodawał, problemem jest też brak odpowiednich kadr w organach ścigania. – W Polsce jest tylko kilku policjantów, którzy naprawdę wiedzą, o co chodzi w sprawach związanych z ochroną praw autorskich. A tych spraw jest bardzo dużo – zauważał Gołda.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA