fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Prezes gasi nadzieje: boeing 737 MAX szybko nie wystartuje

Uziemione Boeingi 737 MAX
AFP
Nie ma co liczyć na szybki powrót B737 MAX do latania z pasażerami. Prezes Federalnej Agencji Lotnictwa, Stephen Dickson, wcześniej doświadczony pilot linii Delta usiadł na symulatorze lotów. I powiedział, że jest jeszcze dużo do zrobienia.

Pojawił się również nowy termin powrotu MAXów. Ma to być pierwszy albo drugi kwartał 2020 roku. Dla przypomnienia: w marcu, w tydzień po katastrofie Ethiopian Airlines Boeing zapewniał, że maszyny będą gotowe do latania nie dalej niż w maju-czerwcu.

Dickson testował obydwa systemy — zwyczajny, ten który jest w B737. Najpierw powiedział, że prowadzenie tej maszyny jest wielką przyjemnością. Kiedy jednak przesiadł się na drugi, w którym system MCAS uporczywie ściągał nos maszyny w dół, nie chciał komentować swoich doświadczeń. Powiedział jedynie, że kierowana przez niego agencja nie ma jakiegokolwiek harmonogramu przywrócenia MAXów do latania z pasażerami i certyfikacji owania w ogóle.

FAA nie ma co jeszcze certyfikować, ponieważ Boeing nie dostarczył listy zmian wprowadzonych do oprogramowania. — Widziałem tylko notatki, ale trzeba w nie włożyć jeszcze wiele pracy — powiedział „Seattle Times" Dickson. Nie chciał jednak sprecyzować, czego mu w nich brakowało.

Czytaj także: Boeing walczy o MAXy. Chce jak najszybciej wznowić loty

Stephen Dickson, szef Federalnej Agencji Lotnictwa
Bloomberg

Stephen Dickson ma w tej chwili dwa zadania. Jako nowy szef amerykańskiego regulatora ruchu lotniczego musi przywrócić zaufanie do FAA, które zostało mocno osłabione przez zbytnie zawierzenie Boeingowi. Chodzi zwłaszcza o to, że FAA nie brała udziały w certyfikowaniu głównego systemu kontroli lotu MCAS w roku 2017. A jak się potem okazało dwukrotnie właśnie ten system, który po raz pierwszy został zastosowany w B737 MAX, okazał się przyczyną dwóch katastrof: samolotu Lion Aira 29 października 2018 roku i Ethiopian Airlines 10 marca 2019 roku. Łącznie w obu katastrofach zginęło 346 osób.

Teraz szef FAA zapewnił, że jest gotowy polecieć MAXem, a nie tylko usiąść w symulatorze, zanim jeszcze maszyna zostanie oficjalnie dopuszczona do latania. Jednocześnie jednak nie wspomniał ani słowem o jakichkolwiek zmianach podejścia agencji do certyfikowania samolotów. Jego zdaniem ważne jest jednak, aby to FAA dokonywała oceny, ponieważ w ten sposób będzie ona rzeczywistym regulatorem, który może podzielić się informacjami.

Dodał jednak, że ostateczną decyzję o zmianach w procesie certyfikacji podejmie parlamentarna Komisja Transportu, oraz inne organizacje, w tym zagraniczni regulatorzy, zanim FAA zabierze się do certyfikowania maszyny.

Taki proces znacznie wydłuży proces przywracania MAXów do normalnych operacji. Zdaniem prezesa Ryanaira, Michaela O'Leary MAXy wrócą najwcześniej w lutym-marcu. Z kolei analitycy w USA sądzą, że FAA pozwoli na loty z pasażerami pod koniec 2019, a np. europejskiej EASA zajmie to o około trzy miesiące dłużej i wcale nie jest wykluczone, że będzie się ona domagała dodatkowych zmian. Podobnie mają postąpić agencje w Kanadzie i Indiach.

Dla przewoźników i Boeinga to fatalne prognozy. Linie nie będą miały we flocie oszczędnych samolotów, a Boeing nie będzie mógł przyspieszyć produkowania tych maszyn do 57 sztuk miesięcznie. Na razie produkcja zwolniła z 52 do 42 MAXów miesięcznie, dla których zresztą i tak coraz trudniej jest znaleźć miejsce do parkowania.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA