fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Trudne lato na europejskim niebie

Adobe Stock
Sezon letni, czyli największe natężenie ruchu lotniczego na naszej półkuli, nie wszystkie linie lotnicze będą mogły zaliczyć do udanych. Samoloty mają latać spóźnione. Mogą się pojawić kolejne bankructwa, a linie, które latają boeingami 737 MAX, szykują się do wystawienia rachunków producentowi.

Na razie dobra wiadomość jest taka, że według danych Eurocontrol, europejskiej agencji kontroli lotów, rejsów przybywa, a opóźnienia spowodowane przyczynami operacyjnymi maleją w porównaniu z tym samym okresem w roku 2018 i wynoszą średnio ułamki minut. Tyle że od początku szczytu przewozów dzielą nas prawie dwa miesiące. Wiadomo natomiast, że tego lata nie zobaczymy na lotniskach maszyn WOW Air, Bmi Regional, Primery, Small Planet i cypryjskich Cobalt Air. Te linie zbankrutowały jesienią i zimą 2018/2019.

Wojny cenowe

Drogie jest paliwo. Lufthansa poinformowała, że przy obecnych cenach ropy naftowej, a nic nie wskazuje, żeby miały one spadać, w tym roku zapłaci za paliwo o 600 mln euro więcej, niż miała zapisane w budżecie. Za I kwartał linia ma straty (336 mln euro), podobnie zresztą jak Austrian Airlines, które wdały się w wojnę cenową na swoim najważniejszym lotnisku – wiedeńskim Schwechat.

Druga podobna wojna, też z udziałem Ryanaira, toczy się na lotniskach włoskich. Jest już ich pierwsza ofiara. Niskokosztowy przewoźnik należący do Grupy Lufthansy – Eurowings, który miał się rozwijać dynamicznie po bankructwie Air Berlina, ogranicza plany ekspansji i nie będzie dodawał nowych tras.

Straty ma także Grupa Air France KLM (303 mln euro), a holenderska linia tnie plany rozwoju siatki i odwołuje rejsy na Mauritius. Zamiast tego w poniedziałek 6 marca regionalny KLM Cityhopper zainaugurował bezpośrednie połączenie Wrocław–Amsterdam. – Po sukcesie naszych połączeń z Gdańska i Krakowa do Amsterdamu przyszła kolej na Wrocław – mówił dyrektor generalny ds. sprzedaży Air France KLM na Polskę Frantisek Siling.

Bez Maxów do sierpnia

Wiadomo, że przynajmniej do połowy sierpnia na europejskim niebie zabraknie ponad 100 samolotów B737 MAX, które są zastępowane maszynami mniejszymi, przez co trzeba się przygotować na ciasnotę w podróży.

Z siedmiu europejskich linii (w tym LOT) zmuszonych do uziemienia Maxów od 12 marca 2019 r. najbardziej ucierpiał Norwegian, który musiał mocno zrewidować siatkę atlantycką, bo z portów brytyjskich i irlandzkich latał nimi do USA. A na tym opiera swój rozwój.

Na polskim rynku LOT wyraźnie odrabia straty wobec lidera przewozów lotniczych w naszym kraju – Ryanaira. To efekt strategii polskiej linii, która rozbudowuje siatkę połączeń regionalnych, średniodystansowych i długodystansowych oraz tworzy centrum przesiadkowe w Warszawie. Polski przewoźnik od 1 czerwca rusza z rejsami do Miami, w połowie tego samego miesiąca wróci na trasę do Bejrutu, a 17 września wystartuje do Delhi. – Na razie udało nam się nie zmniejszać siatki z powodu uziemienia B737 MAX. Wynajęliśmy cztery maszyny podobnych rozmiarów i obsługujemy zaplanowane kierunki – mówi członek zarządu ds. handlowych Michał Fijoł.

LOT może także odetchnąć, bo irlandzki Ryanair wyraźnie zrezygnował z rywalizowania o pasażerów w centrum przesiadkowym LOT-u, czyli na warszawskim Lotnisku Chopina.

Zdaniem ekspertów lotniczych PwC polski rynek przewozów zwiększy się w tym roku o ponad 10 proc. – To ostrożna prognoza – zastrzega Michał Mazur, partner w PwC. Niemniej wszystko wskazuje, że liczba pasażerów odprawionych na polskich lotniskach przekroczy w tym roku 50 milionów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA