fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Koszmar na Heathrow. Pasażerowie mdleją w kolejkach

Heathrow
Bloomberg
Od dwóch do siedmiu godzin trzeba czekać po przylocie na kontrolę dokumentów na największym londyńskim lotnisku Heathrow. — To efekt wprowadzonych regulacji, konieczności testowania i kierowania na kwarantannę — powiedział Chris Garton odpowiedzialnym w tym porcie za odprawy pasażerskie cytowany przez „Daily Mail".

W mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo zdjęć pokazujących gigantyczne kolejki, w których tłoczą się pasażerowie nie utrzymujący dystansu społecznego. I pasażerki, która po siedmiogodzinnym oczekiwaniu zemdlała i leżała na podłodze. To wszystko dzieje się w momencie, kiedy granice Wielkiej Brytanii są zamknięte dla podróży rekreacyjnych.

Władze lotniska tłumaczą, że na stanowiskach jest w tej chwili 800 pracowników portu, czyli tyle, ile zatrudnionych było tam w „normalnych czasach". Zdaniem Lucy Moreton, rzeczniczki Heathrow kolejki są tak długie, ponieważ pasażerowie w tej chwili nie mogą korzystać z bramek elektronicznych, gdzie szybkie przejście było możliwe po zeskanowaniu dokumentów. A według obowiązujących przepisów w tej chwili „ręcznie" funkcjonariusze muszą skontrolować każdego przylatującego pasażera. Jak mówiła Lucy Moreton pasażerowie często nie posiadają wymaganych dokumentów. Gdyby wszyscy je posiadali, kontrola jednej osoby, która na stałe mieszka w Wlk. Brytanii, trwałaby nie więcej, niż 5 minut, nawet bez korzystania z e-bramek. — Niestety, kiedy nie ma tych dokumentów ich sprawdzanie i uzupełnianie trwa nawet pół godziny — mówi rzeczniczka.

Jej zdaniem w tej chwili rząd ma do wyboru dwa wyjścia: albo zrezygnuje z wymogu kontroli wszystkich przylatujących pasażerów i zaryzykuje wpuszczanie do kraju osób zakażonych wirusem, albo zobowiąże przewoźników operujących z tego lotniska do przyjmowania na pokład wyłącznie pasażerów zdrowych i posiadających komplet wymaganych dokumentów.

Chris Garton, przyznał przed parlamentarną komisją transportową, że sytuacja rzeczywiście stała się „nie do wytrzymania", bo pasażerowie muszą czekać w kolejkach dwie do sześciu godzin. I ostrzegł jednocześnie: — Widzimy, że wielu pasażerów nie jest w stanie tego wytrzymać. Jeśli ktoś stoi w kolejce 2-3 godziny, to z pewnością nie jest z tego zadowolony. I w tej sytuacji nie mamy innego wyjścia, jak poprosić o pomoc policję. Ale powodem wydłużających się kolejek jest również wprowadzenie obowiązku coraz to nowych kontroli, które obowiązują wszystkich wjeżdżających do kraju. To, dlatego funkcjonariusze są przeciążeni pracą. Home Office nie wsparło nas tutaj jakimikolwiek dodatkowymi siłami — mówił Chris Garton. Z kolei rzecznik Home Office argumentuje: — Walczymy teraz z globalną pandemią COVID-19 i ludzie nie powinni tyle podróżować, jeśli naprawdę nie muszą tego robić.

Z kolei przedstawiciele brytyjskiej Służby Granicznej zapewniają, że żadnego problemu nie ma i w tej chwili na Heathrow posiadają wystarczającą liczbę funkcjonariuszy, aby skontrolować wymagane dokumenty pasażerów. Nie ukrywają jednak, że z kolejkami na Heathrow zawsze był problem, zwłaszcza w miesiącach letnich, podczas szczytów przewozowych. I nie pozostawiają jakichkolwiek złudzeń: „Kolejki nie będą się teraz skracać, tylko raczej wydłużać, bo naszym zadaniem jest przeprowadzenie na granicy skrupulatnej kontroli, a wielu pasażerów nie spełnia warunków niezbędnych do przekroczenia granicy Wielkiej Brytanii. Nie kupują wcześniej testów na COVID-19, nie mają zarezerwowanych hoteli, gdzie spędzą kwarantannę. Oczywiście, że chcemy te wąskie gardła rozładować tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Ale jeśli jest z tym problem dzisiaj, to po 17 maja, kiedy podróże mają zostać uwolnione, będzie jeszcze gorzej" — czytamy w odpowiedzi brytyjskiej SG na pytanie „Daily Mail".

Chris Garton uważa, że rozwiązaniem byłoby również uświadomienie pasażerom jeszcze przed ich wylotem z Wlk. Brytanii jakich dokumentów będą potrzebowali przy powrocie i jak je prawidłowo wypełnić, bo przecież błędy w kwestionariuszach lokalizacyjnych można skorygować wcześniej, niż dopiero podczas kontroli przy wjeździe do kraju. Nie ukrywa, że najlepszym wyjściem byłoby ponowne uruchomienie bramek elektronicznych, a nie dokładanie nowych obowiązków kontroli granicznej, która i tak jest przeciążona pracą.

Jest jednak niewielka szansa, że „jakieś" zmiany zostaną wprowadzone. Rzecznik premiera Wlk. Brytanii, Borisa Johnsona powiedział wprawdzie, że Służba Graniczna pracuje tak, jak powinna, bo dokładne sprawdzenie każdego wjeżdżającego na teren kraju jest tym, czego od niej się oczekuje. Ale kiedy ruszy ruch turystyczny, rząd zapewni lotnisku odpowiednie środki i narzędzia, aby ten proces przebiegał sprawnie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA